Parlament RP chce ustanowienia dnia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. W czwartek uchwałę przegłosowali senatorowie.

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary

— mówił senator sprawozdawca Jan Żaryn (PiS).

W lipcu 2016 roku przypada 73. rocznica apogeum fali zbrodni, której na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej dopuściły się Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) oraz SS „Galizien” i ukraińskie formacje kolaboranckie. W wyniku ludobójstwa w latach 1939–1945 zamordowanych zostało sto kilkadziesiąt tysięcy obywateli II RP. Ich dokładna liczba do dziś nie jest znana, a wielu z nich wciąż nie doczekało się godnego pochówku i upamiętnienia

— przypominał Jan Żaryn.

Ofiary zbrodni popełnionych w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów do tej pory nie zostały w sposób należyty upamiętnione, a masowe mordy nie zostały nazwane – zgodnie z prawdą historyczną – ludobójstwem

— dodawał senator PiS.

Wątpliwości w sprawie uchwały zgłaszali przede wszystkim senatorowie opozycji wahając się, czy należy upamiętnienie tragedii na Wołyniu jest poprawne politycznie, roztrząsając zawarte w projekcie uchwały określenia.

Nawiązując do zawartego w projekcie określenia „ludobójstwo”, senator Jan Rulewski (PO) pytał:

Czy nie uważa pan, że w ten sposób, nazywając rzeczy po imieniu, uruchamia pan proces roszczeniowy wobec jeszcze żyjących Polaków, ofiar lub ich potomków? Że procesy roszczeniowe wobec państwa ukraińskiego… Czy zagwarantuje pan, że te procesy zakończą się pozytywnie?

Odpowiedział profesor Żaryn:

Jeżeli obywatel państwa polskiego jest ofiarą jakiegokolwiek aktu zbrodniczego, to, mam nadzieję, że państwo polskie go wspiera. Tak jest np. we wspomnianej sprawie katyńskiej i tak będzie zawsze w każdej sprawie, w której Polacy są ofiarami. To jest chyba oczywiste, póki mamy suwerenne państwo polskie – a mam nadzieję, że takie mamy

zaznaczał.

Jest to hołd złożony prawdzie historycznej, ponieważ uznajemy – mam nadzieję, że nie ja sam, tylko że mogę używać tu liczby mnogiej – że prawdziwe pojednanie jest możliwe wyłącznie na fundamencie prawdy

— dodał senator sprawozdawca.

Senator Rober Gaweł (PiS) podkreślał:

Józef Szujski napisał o fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki. I my dzisiaj powinniśmy się zastanowić nad tym, czy unikanie pewnych tematów w stosunkach z Ukrainą służy dobrze sprawie polsko-ukraińskiej. Senator Prawa i Sprawiedliwości przypominał także o zasługach prostej, ukraińskiej ludności w ratowaniu Polaków, podkreślając tym samym, że ideą nowej uchwały nie jest tworzenie nowych podziałów, a odkłamanie prawdy historycznej i zbudowanie tym samym solidnych – pozbawionych niedopowiedzeń – fundamentów do współpracy.

O relacjach polsko-ukraińskich przypominał także senator Grzegorz Bierecki:

Polska jest niebywale otwarta na potrzeby ukraińskie, wspieramy Ukrainę politycznie, wspieramy Ukrainę gospodarczo, można powiedzieć, że jesteśmy takimi dobrowolnymi, bezpłatnymi ambasadorami Ukrainy. Robimy to w sposób naturalny, bo jesteśmy Polakami i uważamy, że Ukraińcom trzeba pomóc, uważamy, że zasługują na tę pomoc, walcząc teraz z rosyjskim imperializmem

— mówił Grzegorz Bierecki.

Nikt, nawet przeciwnicy tej uchwały, nie kwestionował, że to, co się wydarzyło na Wołyniu, na wschodnich krańcach Rzeczypospolitej, to było ludobójstwo. Przeciwnicy tej uchwały próbują tylko inaczej to napisać, bo ten zapis będzie niewygodny dla naszych ukraińskich przyjaciół, partnerów, naruszy ich wrażliwość, może zagrozić przyjaźni. Mogę powiedzieć, że to jest dowód na absolutnie nierealistyczny, nieracjonalny sposób uprawiania polityki zagranicznej. Z takim sposobem uprawiania polityki zagranicznej mieliśmy do czynienia przez ostatnie lata. I to się kończyło takim słynnym resetem z Rosją, to się kończyło polityką gestów, umilania, zaprzyjaźniania się, przyjmowania poklepywań po plecach. Ale z tych gestów, z tej polityki nic dobrego dla nas nie wynikało

— podkreślał Grzegorz Bierecki, rozwiewając tym samym wątpliwości opozycji dotyczące istoty nowej uchwały i relacji polsko-ukraińskich.

Temat zbrodni wołyńskiej po przeszło 70 latach milczenia zaistniał w przestrzeni publicznej, nie tylko w postaci uchwały senackiej. O Wołyniu mówi też w głośnym filmie Wojciech Smarzowski. Akcja filmu „Wołyń” obejmuje okres 1939-1945, a jej osią stają się właśnie tragiczne wydarzenia, nad których upamiętnieniem debatują właśnie parlamentarzyści RP.

Zależy nam, aby film stał się wielką epicką epopeją o losach Polaków kresowych w czasach II wojny światowej przedstawiającą wydarzenia określane mianem ludobójstwa na Kresach, które objęły w głównej mierze tereny województw: lwowskiego, wołyńskiego tarnopolskiego, stanisławowskiego, poleskiego oraz lubelskiego

— piszą o filmie „Wołyń” jego twórcy. Produkcja której tematyka odstraszała wielu potencjalnych sponsorów, powstała dzięki istotnemu zaangażowaniu Kasy Stefczyka – instytucji która kładzie nacisk na upamiętnianie polskiej historii – także tej najtrudniejszej.

Uchwała mająca ustanowić 11 lipca Narodowym Dniem Ludobójstwa została przyjęta głosami 60 senatorów przy sprzeciwie 23 i jednym głosie wstrzymującym się. W jej treści i uzasadnieniu – obok hołdu złożonego polskim ofiarom – znalazło się także wspomnienie 80 tysięcy ofiar pochodzenia ukraińskiego, które nie zgadzały się z polityką nacjonalistyczną i poniosły śmierć z rąk zbrodniarzy OUN-UPA. Tysiące z nich doczekało się miana „Sprawiedliwych Ukraińców”, tj. Ukraińców próbujących ratować życie swoim polskim sąsiadom.

gim, ansa, inf. własna, PAP