Parę dni temu portal wPolityce.pl podał informację, że na falach rozgłośni Deutschlandrundfunk, czyli niemieckiej państwowej rozgłośni radiowej nadano reportaż z Gdańska, w którym dziennikarz odkrywa ze zdziwieniem, że z wieży gdańskiego ratusza tamtejszy carillion odgrywa Rotę i jest to „antyniemiecki folklor”.

W krótkiej, trzyminutowej audycji zawarto i głos carillionu z melodią Roty, śpiew chóralny tej naszej świętej pieśni, krótki wywiad z niemieckimi turystami, którzy się dowiedzieli od reportera znaczenia słów pieśni i byli „zirytowani”, dwa głosy Polaków, zapytanych czy to dobrze, że Rota rozbrzmiewa z ratusza (jeden głos na tak i jeden na nie) oraz krótki, 30 sekundowy urywek rozmowy z rzeczniczką Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, Panią Moniką Krygier, której głos został przykryty tłumaczeniem (jak i pozostałe głosy Polaków). Pani Krygier w audycji odpowiada (jak można domyśleć się z kontekstu) na pytanie dlaczego taka „antyniemiecka” pieśń gra z wieży, bo przecież „Polska i Niemcy żyją teraz w przyjaźni” – i mówi bardzo rozsądnie, że jest to część tradycji i jeśliby pójść tropem tego dziennikarsko-niemieckiego myślenia, to trzeba by zlikwidować tablice ku czci ofiar niemieckiego ludobójstwa, dużą część polskiej literatury i w ogóle zaprzeczyć polskiej tożsamości.

Zadzwoniłem do Pani Krygier po odsłuchaniu tej audycji. Chciałem się zapytać o przebieg tego wywiadu – jak to było. Bo już na pierwszy rzut ucha słychać było, że to nie jest żaden reportaż, tylko ordynarna niemiecka ustawka, w stylu komunistycznych propagandówek, których się nasłuchaliśmy w czasach PRL. I rzeczywiście – nie pomyliłem się. Do Pani Krygier zadzwoniła z niemieckiego radia jakaś kobieta, chyba Polka, która przez prawie godzinę rozmawiała na temat działalności muzeum – i kwestia Roty także była poruszona, z dokładnym uzasadnieniem, że melodia pieśni jest grana z wieży ratuszowej zgodnie z uchwałą Rady Miasta Gdańska, nie jest to widzimisię Muzeum, i że to jest dla Polaków prawie drugi hymn. Pani Krygier mówiła też ogólnie o polityce ochrony polskiego dziedzictwa kulturowego w Gdańsku, nie tylko o carillionie. Nic z tego nie znalazło się w wywiadzie, oprócz odpowiedzi na pytanie dlaczego w Gdańsku na wieży ratuszowej grana jest „antyniemiecka pieśń”. I trzeba przyznać Pani Monice Krygier, że się nie przestraszyła Niemców, otwarcie mówiła o absurdzie politycznej poprawności i broniła polskiego spojrzenia na tę sprawę.

Sprawa wydaje się błaha, lecz niestety taką nie jest. Otóż niemieckie oburzenie na obecność polskiej narodowej pieśni w polskiej przestrzeni publicznej jest otwarciem nowego frontu w agresji propagandowej Niemiec przeciwko Polsce. Ta agresja trwa już od dłuższego czasu, do tej pory jej celem było przedstawienie Polaków jako antysemitów i co najmniej współwinnych niemieckich zbrodni z II wojny światowej. Audycja, o której mowa, jest nową jakością w tej antypolskiej akcji – przy pozorach obiektywizmu pokazuje się Polaków jako antyniemieckich szowinistów w dobie „doskonałych stosunków między Polską i Niemcami” – i te szowinistyczne demonstracje dokonywane są w Gdańsku (w audycji dobitnie użyto dwa razy nazwy Gdańska – raz po polsku, raz po niemiecku – Danzig), czyli mieście które kiedyś należało do Niemiec.

Ten nowo otwarty front agresji propagandowej ma na celu pokazanie Polaków jako nieprzytomnych nacjonalistów, ziejących nienawiścią do wszystkiego, co niemieckie. Polska pieśń, która powstała w reakcji na prześladowania Polaków w zaborze pruskim na początku XX wieku, staje się dla dzisiejszych niemieckich propagandystów (a przez to i dla społeczeństwa niemieckiego) przyczynkiem do wykrzywionego przedstawienia Polaków i polskiej rzeczywistości. Po co to jest robione?

I tu dochodzimy do drugiego pozornie niezwiązanego faktu – wypowiedź kanclerz Merkel na temat konieczności ochrony przez Niemcy narodów Europy Środkowo-Wschodniej, czego częścią jest niemiecka polityka względem „kryzysu” na Ukrainie. Otóż jeśli Niemcy mają „chronić” narody „mniejsze” to znaczy, że istnieje jakaś dysproporcja pomiędzy nimi a Niemcami. Dysproporcja siły – militarnej gospodarczej, ale także – w wymiarze symbolicznym. Otóż w takim ujęciu – Niemcy są tymi, którzy mogą te „mniejsze” narody „poprowadzić” i „chronić” ku „lepszej przyszłości”, ponieważ – co widać na Ukrainie – one są „niedojrzałe” do brania odpowiedzialności za swój los . A dlatego niedojrzałe, bo – w kodzie politpoprawnościowej ideologii, która jest niemiecką ideologią państwową – wyznają błędne, szowinistyczne poglądy i ulegają złym emocjom. A takie emocje i taki szowinizm wyraża właśnie melodia Roty rozbrzmiewająca a gdańskiego ratusza.

Niemcy pouczają nas co jest dobre, a co złe w polskiej historii, polskiej tradycji i w polskim spojrzeniu na świat. Jest to coraz bardziej wyraźne, a audycja niemieckiego radia jest – jak napisałem – otwarciem nowego frontu. Do tej pory ten niemiecki plan w stosunku do Polski przejawiał się w wysiłku kształtowania nowego spojrzenia na polską historię wśród kręgów, nazwijmy to tak – intelektualnych. Poprzez niezliczone fundacje kreowana jest subtelna zmiana spojrzenia na polską przeszłość. Ot, chociażby przykład pierwszy z brzegu – Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie zorganizował (wspólnie z Żydowskim Instytutem Historycznym, Europejską Siecią Pamięci i Solidarności oraz Berlińskim Centrum Studiów nad Antysemityzmem) konferencję na temat „Antysemityzm w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1880-1939”. Nie dajmy się zwieść tytułowi – chodzi o Polskę, co dobitnie pokazuje zdjęcie na folderze tej konferencji: zdjęcie bramy Uniwersytetu Warszawskiego udekorowanego endeckimi transparentami.

A więc Niemcy badają polski antysemityzm w latach sprzed Holokaustu – jeśli ktoś nie dostrzega warstwy przemocy symbolicznej w samym fakcie organizowania tej konferencji to znaczy, że nic nie rozumie.

Niemcy biorą pod kuratelę Polskę i inne „mniejsze” kraje, które nie przezwyciężyły swojego szowinizmu, wrodzonego antysemityzmu. Niemcy zaś to przezwyciężyły i maja moralną legitymację poprowadzenia „Mitteleuropy” ku świetlanej przyszłości – tak brzmi ten przekaz propagandowy rosnących w siłę nowych Niemiec pod wodzą kanclerz Merkel.

Audycja niemieckiego radia sprowadza sprawę z kręgów intelektualnych, z rozważań akademickich wprost do poziomu zwykłego człowieka – to znaczy, że Niemcy uznali, że Polacy już są gotowi do przyjęcia kolejnej porcji propagandy zmiękczającej ich tożsamość – zakwestionowanie ciągle obecnych w polskiej świadomości śladów oporu przeciwko okupantom – zarówno niemieckim jak i rosyjskim czy sowieckim. Takim świadectwem oporu jest Rota, tablice upamiętniające ofiary zbrodni czy też – co dzieje się na naszych oczach – protesty i akcje przeciwko instalacji na nowo pomnika czterech śpiących w Warszawie. Moim zdaniem, wbrew pozorom, to, że reinstalacja tego pomnika jest forsowana przez władze nie wynika z chęci przypodobania się Ruskim, lecz temu drugiemu graczowi. Polacy mają znać gdzie ich miejsce i dziękować za to. A że przy okazji i Ruscy skorzystają to i ich szczęście.

Otóż przez cały czas istnienia III RP wbija się Polakom do głowy wszelkimi możliwymi sposobami propagandy medialnej, że są narodem, którego dorobek historyczny jest tylko i wyłącznie mierzwą. Polacy mają o sobie źle myśleć, o swojej przeszłości, o teraźniejszości i z niewiarą w przyszłość. Ta systematycznie prowadzona przez ośrodki propagandowe pedagogika wstydu ma utrzymać ten wielki naród w przekonaniu, że nic nie potrafi i potrzebne jest mu prowadzenie przez innych. Aby osiągnąć ten cel trzeba zaprzeczać wielkości polskich dokonań w historii, a jeśli już nie da się ich pominąć, tak jak Powstania Warszawskiego, to należało je zohydzić (jak to robiła „Gazeta Wyborcza” na 50. rocznicę tekstem niejakiego Michała Cichego). Ponieważ to także okazało się nieskuteczne pojawił się nowy sposób – „realistyczny”, czyli wszystko to co zostało nazwane „zychowszczyzną”. Paradoksalnie ci „realiści”, którzy wywodzą swój „realizm” od endecji działając w ten sposób, idą pod prąd endeckiego myślenia o zagrożeniu jakim są dla Polaków Niemcy. Taka to jest i endeckość tych ludzi.

W efekcie mamy w tej chwili sytuację jak z opowiadania Kiplinga „Toomai – druh słoni”. Jest tam scena obławy na słonie, gdy myśliwym zabrakło łańcuchów do pętania nowo złapanych dzikich słoni. Wtedy jeden z karnaków zamienił łańcuch z tylnej nogi starego słonia roboczego na sznurek, mocno go zacisnął i powiedział:

Pamiętaj, jesteś mocno związany łańcuchem.

Stary słoń pokiwał głową i posłusznie stał przywiązany do drzewa sznurkiem, który mógł zerwać jednym, lekkim ruchem.

W takiej sytuacji są Polacy. Agresja propagandowa Niemiec ma na celu minimalizację odruchów sprzeciwu przeciwko niemieckiej dominacji w Polsce. To zbiega się z celami rosyjskimi – utrzymanie podległości mentalnej polskiego establishmentu i zastraszenie mas, co ma swój bardzo konkretny wymiar finansowy w postaci przyzwolenia na kontrybucję gazową pobieraną z Polski rok w rok. Neutralizacja polskiej woli przywództwa (i fizyczna likwidacja przywódców) w regionie daje w konsekwencji możliwość odbudowy sowieckiego imperium. A między sowietami a Niemcami będzie szara strefa – zdominowany przez Niemcy obszar buforowy. To Ruskim wystarczy – byle trybut był pobierany Oczywiście do czasu, dopóki wspólne cele Niemiec i Rosji się nie wyczerpią, lub też moc Niemców osłabnie. Trzeba o tym pamiętać w 75. rocznicę przeklętego paktu Hitler – Stalin, nazywanego „paktem Ribbentrop – Mołotow”. Nie zmienia to faktu, że zagrożenie rosyjskie jest olbrzymie i agresja na Polskę jest możliwa, chociażby żeby przetestować spoistość i zdecydowanie NATO.

Aby te cele mogły być zrealizowane potrzebne są narzędzia. Tu należy przywołać trzeci, pozornie niezwiązany fakt – 90% prasy regionalnej w Polsce jest w rękach niemieckich. Wszystkie te dzienniki zachodnie, trybuny, słowa polskie itd., które kiedyś były, jeszcze za czasów PRL, w pezetpeerowskim koncernie RSW Prasa Książka Ruch, po 1989 roku, z rozmaitymi meandrami znalazły się w posiadaniu niemieckiego koncernu Verlagsgruppe Passau z Pasawy, a analitycy twierdzą, ze za tym stoi koncern Bertelsmanna. I tak polska opinia publiczna, zwłaszcza na prowincji, jest kształtowana przez niemiecki ośrodek dyspozycyjny, co, na przykład, przekłada się na zupełny brak wspomnienia rocznicy 1 września na łamach tych gazet. Polscy czytelnicy mają nie wspominać zdarzeń w których Niemcy odgrywają negatywną rolę.

Utrzymywanie Polaków w przekonaniu o własnej bezsilności, w niskiej samoocenie (zarówno indywidualnej jak i zbiorowej), w nieżyczliwości nawzajem do siebie – to są cele wrogów Polski, którzy wiedzą, że Polacy przekonani o swojej wielkości, o swoich wielkich możliwościach, Polacy z podniesioną głową i z patriotycznym przywództwem – są wielkim zagrożeniem dla pozycji zarówno Niemiec jak i Rosji. Zagrożeniem dla ich wspólnej hegemonii w Europie Środkowo-Wschodniej.

Czy słoń zerwie się ze sznurka? Czy Polacy uświadomią sobie własne możliwości? I wreszcie – na ile niemieckie i rosyjskie plany już się zrealizowały?

Słoń z opowiadania Kiplinga zerwał się z uwięzi usłyszawszy odgłosy tańca swych pobratymców z dżungli. Zerwał sznurek i pobiegł tam, gdzie słyszał głosy pamiętane z przeszłości.

Dla nas tym głosem z przeszłości jest Rota. Właśnie zrywamy sznur zawiązany przez pedagogikę wstydu.

CZYTAJ TEŻ: - „Niemcy chcieliby usłyszeć w Gdańsku „Deutschland, Deutschland ueber alles”


W 75 rocznicę napaści Niemiec na Polskę, 1 września 2014 o godzinie 16:30 Reduta Dobrego Imienia organizuje zgromadzenie publiczne pod ambasadą Niemiec. Przypomnimy, kto wywołał II Wojnę Światową, przypomnimy kto jest oprawcą, a kto jest ofiarą. Pan Jerzy Zelnik odczyta nazwy niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady, w których ginęli obywatele Rzeczypospolitej.   Zapraszam do wstępowania do Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom. Formularz jest na stronie Reduty. Można też go pobrać w formie PDF, wydrukować i wysłać do Reduty. Link do pdf   Zapraszam także do składania podpisów pod petycją do Sejmu w sprawie uznania użycia sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” za kłamstwo oświęcimskie. Formularz PDF do pobrania jest pod tym linkiem