"Doda" tłumaczy się z zarzutów. "Odszczekacie to""Doda" tłumaczy się z zarzutów. "Odszczekacie to"

Piosenkarce Dorocie Rabczewskiej znanej jako „Doda” prokuratura postawiła ostatnio zarzuty. Gwiazda odniosła się do nich w rolce opublikowanej na swoich profilach w mediach społecznościowych. Sprawa dotyczy głównie byłego męża wokalistki, jednak Rabczewska także znalazła się w centrum śledztwa.
Emilowi S., Dorocie Rabczewskiej oraz dwóm innym osobom Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła zarzuty związane ze śledztwem wokół milionowych rozliczeń przy produkcjach filmowych. Do sądu trafił akt oskarżenia. Najdłuższa jest lista zarzutów wobec byłego męża „Dody”, natomiast sama piosenkarka oskarżona jest o pomocnictwo w udaremnieniu zaspokojenia wierzycieli na kwotę przekraczającą 12,29 mln zł.
"Byłam tylko 'słupem' w tej spółce"
Co na to wszystko sama „Doda”? Piosenkarka zamieściła w mediach społecznościowych rolkę, w której tłumaczy się z zarzutów.
W końcu wróciłam do gry. Byłam troszeczkę zaniepokojona, że większość aferek w Polsce dzieje się bez mojego udziału ostatnio i tak nie mogło być. Ale dzisiaj rano wstałam - imieniny, pyk, pyk, proszę bardzo. „Wyborcza”, która mnie nienawidzi za to, że lubię prezydenta
- powiedziała na początku nagrania.
Jest ta cała afera związana z tym moim byłym - tfu - mężem. Nie chcę tego wypowiadać. By the way, właśnie wygrałam z nim sprawę w sądzie za pomówienia i oszczerstwa. Ale to wam powiem później, bo nie o tym dzisiaj
- dodała.
Emil S. jest - jak przypomniała „Doda” - producentem filmowym.
Na pewno go kojarzycie bardziej z serii podcastów, które wykonał po swoim dwuletnim areszcie. I po tym jak się rozstał z Vegą, po serii filmów zatrudnił mnie do swojej spółki, żebym ja robiła za producenta kreatywnego. Uważam, że robiłam to świetnie, swoją rolę zrobiłam super
- powiedziała.
Tylko problem taki, że trochę się ze mną nie rozliczył i – jakby to powiedzieć – byłam tylko słupem w tej spółce i żadnych pieniędzy nie dostałam, ale nie tylko ja, bo jeszcze 200 inwestorów
- przypomniała.
Sprawa telefonu i sieci sklepów
Gwiazda zwróciła uwagę, że po kilku latach śledztwa sprawa stała się głośna medialnie. Jak przekonuje, przypisywano jej każdą czynność wykonaną przez byłego męża – nawet działania, w których S. bazował na sieci inwestorów zbudowanej jeszcze przed związkiem z „Dodą”.
W końcu akt oskarżenia trafił do sądu. Ja się z tego powodu bardzo, bardzo cieszyłam, bo i nie zwykłam tłumaczyć się przed nikim. Wolę zrobić to przed sądem i cieszy mnie, że w końcu będę mogła opowiedzieć swoją historię
- podkreśliła.
Rabczewska zaprzecza doniesieniom medialnym, jakoby jej telefon miał zostać zabezpieczony „w jakiś niesamowity sposób”. Twierdzi, że sama oddała go śledczym i ma na to świadków.
Ja naprawdę dobrze życzę prokuraturze i wiem, że są też dobrzy prokuratorzy i też sobie zdaję sprawę, że macie swoje statystyki i też ważne dla was jest stawianie tych zarzutów, żeby te swoje statystyki prokuratorskie jak najwyżej trafiały, a już tam co sąd zrobi, czy to unieważni, czy to umorzy, to już was nie obchodzi. Ja wam gwarantuję, że za 10 lat wszyscy odszczekacie te słowa, jak ten proces się skończy
- dodała.
Jeżeli chodzi o sieć znanych sklepów, Doda przekonywała, że już w trakcie rozwodu z Emilem S. CBA wkroczyła do jej domu i pozbawiła oszczędności życia, natomiast piosenkarka miała nie wiedzieć, jakiej sprawy dotyczyły te działania.
W tym samym czasie już rozwodziłam się z moim byłym mężem. I on, wiedząc o tym, że i jemu też zabiorą jego prywatne pieniądze, postanowił swoje prywatne środki przeznaczyć na zakup sklepów franczyzowych Żabek. Ja powiedziałam: "Hola, hola, ale mi zabrali moje prywatne pieniądze przez twoje decyzje, przez twoje akcje i to nie jest moja wina, więc mi oddaj moje pieniądze przed rozwodem albo po rozwodzie, jak tam sobie chcesz". Podpisaliśmy akt notarialny, w którym miał mi zwrócić te pieniądze. Dlatego w tych nagraniach ciągle powtarza się, że zwrócę ci te pieniądze, oddam ci te pieniądze. Ja sobie to nagrałam, żeby mieć dowód na to, jak, w jaki sposób on chce mi to zwrócić i że będę miała jakikolwiek ślad, że w ogóle była taka rozmowa i że nie zostawi mnie na lodzie. I tak się stało. Więc wracając do tematu, Emil ze swoich prywatnych pieniędzy, które bał się, że mu również zabiorą, postanowił zainwestować to w te sklepy. I nie są to żadne pieniądze inwestorów
- powiedziała.
W swojej rolce piosenkarka odpaliła również nagrania rozmów z Emilem S.
Opowiadał dokładnie jak chce te pieniądze swoje zabezpieczyć, żeby ich mu nie zabrali. Ale koniec końców i tak mu zabrali Ale back to the point, gdzie są moje „pieniądze za las”. Więc postanowił, że odda mi ten jeden sklep. Nigdy mi go nie oddał, więc postanowił, że sprzeda ten jeden sklep i odda mi gotówkę. I ja dlatego powiedziałam, że mam przygotowane sejfy, żeby już drugi raz policja mi nie zabrała tych pieniędzy, które wcześniej zabrała mi jako oszczędności. Wersji na to, jak oddać mi te pieniądze, których nigdy mi nie oddał, było bardzo dużo. Nawet spotkaliśmy się u prawnika. Była taka wizja, te żabki będą pracować same na siebie i będą kapały te pieniądze. Tylko ojej, jak on te pieniądze będzie wyciągał z tej spółki, którą założył w tak pokrętny dla siebie sposób, żeby nikt jednak mu tych pieniędzy nie zabrał tak jak mi wcześniej z tego domu
- dodała.
Ja wiem, że to naprawdę super brzmi i to jest bardzo fajna historia i nośna i w ogóle wszyscy to sobie drukują. Ale kochani, gdyby prokuratura miała chociaż jeden dowód, że te pieniądze są inwestorów i ja brałam w tym udział jakieś sklepy, które sobie kupił po rozwodzie i nie miałam już z tym nic wspólnego, to nie dostałabym tylko jednego zarzutu, a on 198, tylko jeszcze co najmniej kilka. A mój zarzut dotyczy zupełnie czegoś innego
- podkreśliła.
Ale teraz potrzeba cierpliwości, kochani. Jest domniemanie niewinności, więc póki co: I’m innocent
- podsumowała.
Poniżej całość nagrania. Zaznaczamy, że zawiera wulgarne słownictwo.
jj, źr. wPolityce.pl, za: Facebook/Doda
