WYWIAD "SIECI". Gołębiewski: Festiwal ma być opowieściąWYWIAD "SIECI". Arkadiusz Gołębiewski: Festiwal ma być opowieścią. "Warto być z nami przez wszystkie cztery festiwalowe dni"

Tych dobrych i bardzo dobrych filmów jest z roku na rok coraz więcej. Nie można nie wspomnieć, że spora w tym zasługa warsztatów Pitching Forum Festiwalu NNW.
Świat jest dzisiaj taki, że w pogoni za bieżącą polityką zapominamy o wartościach, jest ciągły deficyt szczerości. My nie chcemy gubić tego, co nas przed laty zbudowało - mówi Arkadiusz Gołębiewski, dyrektor Festiwalu Niepokorni Niezłomni Wyklęci w Gdyni w rozmowie z Marcinem Wikło.
Mówimy o festiwalu filmowym, który z założenia miał być i jest czymś więcej, miejscem spotkań i dyskusji ludzi, dla których pasją jest historia. Każda edycja była bogatsza w nowe wydarzenia, dochodziły nowe elementy, czy to skierowane do młodzieży, czy obejmujące edukację filmową dla twórców. Czym jest dzisiaj Festiwal NNW?
Arkadiusz Gołębiewski: Po 13 latach możemy śmiało i z dumą powiedzieć, że nasz festiwal jest znaczącym punktem nie tylko na polskiej mapie wydarzeń branży filmowej. Przez mocne rozwinięcie naszej tematyki w kierunku zagranicznym i otwarcie na filmy fabularne zaznaczyliśmy również nasze miejsce w Europie. Słyszałem czasem, że formuła festiwalu powoli się kończy, a okazało się, że dzięki temu złapaliśmy naprawdę głęboki oddech. Przyjeżdżają do nas twórcy, by pokazywać swoje filmy, to oczywiste, ale gościmy także menedżerów kultury, a nawet urzędników odpowiedzialnych w innych krajach za kreowanie polityki historycznej. I są tego efekty. Spójrzmy na Czechów, którzy nie ukrywają, że jesteśmy dla nich inspiracją. Po wizycie w Gdyni w zasadzie bliźniaczy festiwal zatytułowany Nezlomní a Obětovaní (tłum. Niezłomni i Ofiary) został zorganizowany przez Muzeum Pamięci XX Wieku w Pradze. Wręczono statuetki bohaterom walk o wolność, a podczas trzydniowego przeglądu zaprezentowano 22 filmy, w tym cztery polskie.
Potrzebowali wizyty w Polsce na Festiwalu NNW, by zająć się swoją historią?
Z jednej strony widzimy, że w krajach Europy Środkowo-Wschodniej tematyka historyczna odgrywa coraz większe znaczenie, że budżety filmów rosną. Wspomniani Czesi, choć ich udział w walkach lotniczych o Wielką Brytanię był nieporównywalnie mniejszy niż Polaków, już mają zrobione o tym dobre filmy fabularne i w świat idzie opowieść o ich bohaterstwie, a my wciąż mamy z tym kłopot. Z drugiej strony, i widać to doskonale podczas paneli dyskusyjnych na Festiwalu NNW, cały region wciąż mierzy się z traumami po dekadach komunizmu. To my stwarzamy platformę do ich przepracowania. Autentyczność tych rozmów, które proponujemy w Gdyni, jest doceniana i filmowcy z wielu krajów z niej korzystają. Bo filmom trzeba emocji, twórcom realnego spojrzenia na siebie, porównania się z innymi. Świat jest dzisiaj taki, że w pogoni za bieżącą polityką zapominamy o wartościach, jest ciągły deficyt szczerości. To się dzieje także na poziomie kultury masowej, w której przemycane są zakłamywane pojęcia. Co innego ma dzisiaj znaczyć wolność, co innego ma znaczyć solidarność. Dobry film to wielka siła, która może ubogacić, lecz może także zmanipulować.
Jak jest konstruowany program festiwalu?
Nie ma przesady, gdy mówimy, że Festiwal NNW jest jak film, praca nad nim to ciągłe poszukiwanie, pójście za tematem, reagowanie na wydarzenia. Ale w tym wyścigu nie chcemy zapominać o tym, co nas przed laty zbudowało. I wyjątkowością naszej imprezy nie jest to, że pokazujemy bardzo dobre filmy, ale to, że na tym samym czerwonym dywanie spotykają się twórcy filmowi, aktorzy, laureaci licznych nagród branżowych, z nominacjami do Oscarów włącznie, z naszymi najważniejszymi gośćmi, czyli bohaterami walk o polską wolność. Tylko tutaj te środowiska wspaniale się uzupełniają.
Jacy goście przyjadą w tym roku do Gdyni?
Nie sposób wszystkich wymienić. Po raz kolejny odwiedzi nas 106-letnia pani Maria Mirecka-Loryś, członek Narodowej Organizacji Wojskowej, komendantka główna Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet. Tym razem pani major będzie u nas także jako bohaterka filmu Ewy Szkalickiej „Boża przemytniczka”. Na ręce Zofii Pileckiej-Optułowicz wręczymy specjalny Sygnet Niepodległości, by upamiętnić jej ojca, rotmistrza Witolda Pileckiego w 120. rocznicę jego urodzin. Państwo Joanna i Andrzej Gwiazdowie to przedstawiciele kolejnego pokolenia, które o Polskę walczyło, także będą z nami. W światłach reflektorów, na dużej scenie i przy aplauzie publiczności chcemy im dziękować za wolność, nie zapominamy, że mamy ją dzięki nim.
Jakie filmy zostaną pokazane w tym roku? Jaki jest klucz selekcji do poszczególnych konkursów?
Oczywistym wyznacznikiem jest jakość filmów. Ale zgłoszeń było tak dużo, że musieliśmy znaleźć pomysł na to, czym festiwal ma być dla widza. Stworzyliśmy, takie mam wrażenie, historyczną mapę Polski, a nawet świata. W konkursach międzynarodowych są produkcje z Czech, Węgier, Rosji, Białorusi, Gruzji, ale też z Wenezueli czy Sri Lanki. Popatrzmy na Polskę: masakra na Wybrzeżu, strajki w Wałbrzychu, opozycja w Wielkopolsce, ale też Lubelszczyzna czy inne zakątki kraju, w których działo się coś istotnego. I ważne, ciekawe postacie: polscy wynalazcy, Papcio Chmiel – rysownik, ale też przecież powstaniec warszawski, Gwiazdowie i ich historia. Gdyby zebrać wszystkie filmy konkursowe, widać, że tworzą całość, są jak dobrze ułożona mozaika. Dlatego warto być z nami przez wszystkie cztery festiwalowe dni.
Jaki jest poziom tych filmów? Można się pokusić o ogólną ocenę polskiego dokumentu?
Tych dobrych i bardzo dobrych filmów jest z roku na rok coraz więcej. Nie można nie wspomnieć, że spora w tym zasługa warsztatów Pitching Forum Festiwalu NNW, na których pracujemy z twórcami nad rozwijaniem pomysłów i umiejętnością zaprezentowania go potencjalnym producentom. To nie jest tylko sztuka dla sztuki, tylko w tym roku mamy trzy filmy, nad którymi pracowaliśmy w Gdyni w poprzednich latach.
Kto dziś robi w Polsce kino historyczne? I skoro porównujemy się z sąsiadami, to jak to porównanie wygląda?
W tym roku w konkursie międzynarodowych filmów fabularnych pokażemy m.in. „Mistrza” Macieja Barczewskiego. To pięknie skonstruowana opowieść o Tadeuszu „Teddym” Pietrzykowskim, polskim przedwojennym mistrzu pięściarskim. Historia człowieka, któremu Niemcy kazali w Auschwitz walczyć ze swoimi czempionami. On tam bił się o coś więcej niż tylko zwycięstwo sportowe, dawał innym więźniom nadzieję, namiastkę wolności za drutami obozu koncentracyjnego. Konkretna historia, ale wartości uniwersalne. Bohaterów więc mamy, a filmów wciąż jest mało. Dużo rozmawiamy, także na festiwalu, o tym, czego brakuje nie tylko od strony organizacyjnej, finansowej, ale też artystycznej. Dlatego powstała Akademia Filmowa Festiwalu NNW, pracujemy z najlepszymi scenarzystami: Lechem Majewskim, Dariuszem Gajewskim, Wojciechem Tomczykiem, Łukaszem M. Maciejewskim. Powtarzamy twórcom, którzy przychodzą z zarysem historii do opowiedzenia, że temat to jeszcze nie film. Często to dziennikarze, którzy mają umiejętność wynajdywania szczegółów i dobrze drążą temat, ale nie mieli gdzie nabyć wrażliwości filmowej. Efektem końcowym naszych zmagań ma być pełny scenariusz, z odpowiednią linią dramaturgiczną i wszelkimi walorami, które musi mieć film, by porwać widza.
Wywiad z 39/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
