Wstrząsająca relacja ze Szpitala Południowego! "Dziecka nie odzyskam"Wstrząsająca relacja ze Szpitala Południowego! "Dziecka nie odzyskam"
Czekałam z umierającym dzieckiem w brzuchu kompletnie sama. Gdy mówiłam, że boli mnie przeraźliwie, nikt nie reagował, a z mojego stanu grożącego śmiercią zrobili w papierach stan „dobry”. […] Wiem, że nic już nie wywalczę, dziecka nie odzyskam, ale mam niezgodę na to, jak traktowane są kobiety ciężarne w szpitalach - relacjonuje kobieta w rozmowie z Onetem.
Do warszawskiego Szpitala Południowego trafiła 21 czerwca 2026 roku kobieta będąca w 22. tygodniu ciąży. Została przywieziona karetką po nagłym pogorszeniu stanu zdrowia, silnym bólu brzucha oraz omdleniu. Jak później opowiadała, mimo poważnych objawów przez ponad trzy godziny nie została zbadana przez ginekologa.
Pierwsze symptomy pojawiły się w południe i początkowo przypominały zwykłe problemy żołądkowe. Ból jednak szybko narastał do tego stopnia, że kobieta nie mogła się wyprostować. Po dotarciu do domu rodziców straciła przytomność, co skłoniło jej ojca do wezwania pogotowia ratunkowego.
Krew w jamie brzusznej i pęknięcie macicy
Już podczas transportu do szpitala zgłaszała ratownikom duszności, nudności i osłabienie ruchów dziecka. Według jej relacji personel karetki tłumaczył te dolegliwości stresem oraz hiperwentylacją. Kobieta jest jednak przekonana, że problemy z oddychaniem wynikały z narastającego krwotoku wewnętrznego.
Po przyjęciu na SOR wykonano podstawowe badania, pobrano krew, zrobiono EKG i podano kroplówkę. Pacjentka twierdzi jednak, że nie przeprowadzono niezbędnej diagnostyki ginekologicznej. Mimo wielokrotnych próśb o pomoc miała słyszeć jedynie, że należy zaczekać na wyniki badań laboratoryjnych.
Przez kolejne godziny jej stan stale się pogarszał. Kobieta wielokrotnie informowała personel o coraz silniejszym bólu, ale nie doczekała się szybkiej reakcji. Szczególnie oburza ją fakt, że w dokumentacji medycznej zapisano jej stan jako „dobry”, choć sama nie była nawet w stanie samodzielnie poruszać się po oddziale.
Córki kobiety nie udało się uratować
Przełom nastąpił dopiero po przybyciu ginekolog około godziny 17.45. Badanie wykazało obniżone tętno płodu oraz znaczną ilość płynu w jamie brzusznej, którym okazała się krew. Po uzyskaniu informacji o wcześniejszej operacji usunięcia mięśniaków lekarka zaczęła podejrzewać pęknięcie macicy.
W trybie natychmiastowym skierowano pacjentkę na operację ratującą życie. Chirurdzy potwierdzili pęknięcie macicy i masywny krwotok, podczas którego kobieta straciła około trzech litrów krwi. Dzięki zabiegowi udało się uratować zarówno jej życie, jak i narząd rodny, jednak nie udało się ocalić dziecka.
Córka pacjentki, Michalina, została wydobyta podczas operacji, a lekarze przez dwie godziny walczyli o jej życie. Mimo podjętej reanimacji dziewczynka zmarła. Kobieta podkreśla, że na oddziale ginekologicznym spotkała się później z dużym wsparciem personelu, ale zapowiada skierowanie sprawy do Rzecznika Praw Pacjenta. Zastanawia się także nad udaniem się do prokuratury.
tt/źr. wPolityce.pl za portalem Onet
