Makabra w Szpitalu Południowym. Wyciekły nagrania!
Makabra w Szpitalu Południowym. Wyciekły nagrania! „Karta zgonu jest tam zrobiona, tylko jest spier****na”

Pojawił się nowy wątek w sprawie śmierci pacjenta w Szpitalu Południowym w sierpniu 2025 r. O przerażającej historii mówił lekarz sygnalista i były ordynator chirurgii w tej warszawskiej placówce Emil Jędrzejewski. Okazuje się, że portal Zero.pl dotarł do nagrań z sekcji zwłok starszego mężczyzny oraz rozmowy koordynatora prosektorium z rodziną zmarłego.
O godzinie 4 nad ranem w sierpniu 2025 r. w warszawskim Szpitalu Południowym znaleziono w łazience zwłoki starszego mężczyzny. O stołecznej placówce jest głośno po doniesieniach medialnych na temat zarobków jednego z pracujących tam lekarzy, który do niedawna był radnym Koalicji Obywatelskiej. Dawid Kacprzyk, w trakcie specjalizacji, w wieku poniżej trzydziestu lat, zarobił w ubiegłym roku 1,6 zł samą tylko pracą w publicznych szpitalach. Całą sprawę opisał portal Zero.pl, a później wstrząsające historie z placówki ujawnił na Kanale Zero były lekarz z ursynowskiego szpitala. Dziś okazuje się, że są nagrania dotyczące badanej przez prokuraturę sprawy śmierci pacjenta.
Prokuratura nic nie znalazła?
„To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było”. W ten sposób szef prosektorium Szpitala Południowego przedstawił lekarzowi wykonującemu sekcję zwłok sprawę pacjenta, którego znaleziono w łazience po niemal czterech godzinach od śmierci. Ten przytaknął: „Okej, no dobra”. Pracownicy szpitala podczas sekcji byli zaskoczeni, że jeszcze „prokurator się nie wje**ł do szpitala”
- opisuje portal zero.pl.
Starszy mężczyzna, którego ciało znaleziono w szpitalnej łazience w sierpniu 2025 r., trafił do placówki w związku z dokuczliwą biegunką, a został przyjęty, aby można było ustalić przyczyny jego kłopotów i zapobiec odwodnieniu organizmu. Choć jego stan miał być monitorowany na bieżąco, dopiero później okazało się, że około północy mężczyzna udał się do łazienki i kilka godzin później znaleziono go tam martwego.
Szpital miał dwie opcje: powiadomić prokuraturę i czekać na decyzję o ewentualnej sekcji zwłok lub zorganizować sekcję samodzielnie. Wybrano to drugie rozwiązanie.
Szpital zdecydował o przeprowadzeniu sekcji we własnym prosektorium. Z naszych informacji wynika, że przed jej rozpoczęciem sprawy nie przekazano prokuraturze. Zgodnie z wewnętrzną procedurą szpitala decyzję o sekcji podejmuje dyrektor medyczny, a o ewentualnym przekazaniu sprawy śledczym – główny dyrektor szpitala
- czytamy. W rozmowie z dziennikarzami zero.pl Artur Habowski, były koordynator prosektorium - zwolniony później po publikacjach medialnych na temat jego skandalicznych "praktyk" wyraził zdziwienie, że w tej - jak sam przyznał - niecodziennej sytuacji, nie zdecydowano o zawiadomieniu prokuratury. Śledczy twierdzili, że analizowali wątek zamontowania podsłuchu w prosektorium placówki i nic nie znaleźli, jednak dziennikarze są w posiadaniu kilkudziesięciu godzin nagrań!
Z nagrania, którego fragmenty publikujemy, wyłania się niepokojący obraz. Nie publikujemy całego nagrania, gdyż zawiera wiele intymnych szczegółów na temat zmarłego mężczyzny, których publikacja nie wniosłaby nic istotnego do sprawy, a także rozmowy na temat osób w ogóle niezwiązanych ze sprawą
- podaje zero.pl.
"Żeby syfu nie było"
Jak czytamy dalej, w sekcji z 12 sierpnia 2025 r. biorą udział Habowski i pomocnik sekcyjny (już wtedy skonfliktowany z koordynatorem prosektorium), a prowadzi ją lekarz patomorfolog Kamil Sokół.
Artur Habowski zwraca się do lekarza:
To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było.
Kamil Sokół odpowiada: "okej, no dobra".
W dalszej części obaj rozmawiają o samym zdarzeniu. O pacjencie mówią, że zgłosił się do szpitala "ze sr...em" i "poszedł do kibla, sam sobie wypiął kroplówkę".
Jeszcze przed obejrzeniem pacjenta koordynator prosektorium i lekarz rozmawiają o tym, co mogło się wydarzyć: „– Myślę, że to będzie tętniak tego serca i będzie ten tamponada.– Jasne, dobra, to wydrukuj mi epikryzę przynajmniej”. Chwilę później koordynator prosektorium zauważa, że „przecież, ku**a, że prokurator się nie wje**ł do szpitala na to, co odje**li”. Z rozmowy wynika, że w chwili rozpoczęcia sekcji nie ma jeszcze formalnego zlecenia przeprowadzenia sekcji. Później padają słowa o tym, że „karta zgonu jest tam zrobiona, tylko jest spier****na”, bo „co oni mieli tam wpisać”. Chwilę później koordynator prosektorium zauważa, że personel szpitala „dał d**y”, bo powinno się „chociaż ku**a przejść co godzinę i zobaczyć, czy mają wszystkich pacjentów”. Przez kolejne kilkadziesiąt minut słychać już tylko prywatne dyskusje oraz niewnoszące nic do sprawy rozmowy o zmarłym pacjencie i innych chorych. W dalszej części nagrania nie słychać szczegółowego omawiania wyników oględzin ani ostatecznej przyczyny zgonu
- czytamy.
Kolejnego dnia do szpitala zgłosiła się rodzina zmarłego, a Habowski w rozmowie z bliskimi pacjenta wielokrotnie podkreśla, że mężczyzna miał "bardzo schorowane serce". Najbliżsi zmarłego są zaskoczeni zgonem z powodu kłopotów z sercem, ponieważ nic o nich nie wiedzieli - jedynie o odwodnieniu wynikającym z rozstroju żołądka.
Szef prosektorium kontynuuje: „Zaburzenia elektrolitowe typowo poszły. Przez to doszło do zatrzymania. Poza tym stan po starym, rozległym zawale, ten zawał był duży. Śluzak w sercu. To też nie jest dobrze. Ten śluzak to też zajmuje powierzchnię serca i też serce bardzo obciąża, tak. Dodatkowo stan po tych udarach, po angioplastyce. To są tak duże obciążenia dla organizmu, że naprawdę, no”. W żadnym momencie rodzina nie została poinformowana o tym, że mężczyzna został znaleziony po wielu godzinach w toalecie
- dowiadujemy się.
Kto nabrał wody w usta?
Jak czytamy dalej, lekarz patomorfolog odmówił dziennikarzom rozmowy. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów. Nie wiadomo, kto złożył zawiadomienie.
W toku postępowania m.in. uzyskano dokumentację medyczną i pracowniczą oraz przesłuchano szereg świadków, mogących mieć wiedzę o zdarzeniu. Postępowanie aktualnie znajduje się w fazie in rem. W toku postępowania nie był podnoszony ani na żadnym etapie nie pojawił się wątek fałszowania dokumentacji medycznej. Z uwagi na charakter postępowania niecelowe jest przekazywanie dalszych informacji o sprawie – informuje Zero.pl Piotr A. Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
- czytamy.
Adwokaci reprezentujący rodzinę zmarłego i byłych pracowników szpitala mówią zero.pl o kłopotach w kontakcie z prokuraturą. Choć byli pracownicy, mający wiedzę o nieprawidłowościach, gotowi są w każdej chwili zeznawać, to prokuratura - zdaniem jednego z prawników - nie wykazuje zainteresowania.
Rozmawiać z dziennikarzami nie chcieli przedstawiciele kierownictwa Szpitala Południowego, ale również minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
zero.pl/Joanna Jaszczuk
