Błagają o pomoc po katastrofie na Węgrzech. „Nasz brat wróci w worku”Rodziny błagają o pomoc po katastrofie na Węgrzech. „Nasz brat wróci w worku”
Tragiczny wypadek na Węgrzech odsłonił zatrważający chaos w działaniach ze strony rządu. Zrozpaczeni bliscy ofiar, a także poszkodowanych, skarżą się na niesprawną infolinię, sprzeczne komunikaty i brak podstawowych informacji o stanie najbliższych, podczas gdy rząd zapewnia, że „robi wszystko, co może”. „Nasz brat będzie przewieziony w worku do Polski. Nasza szwagierka będzie transportowana do szpitala w Rzeszowie [...] Żadnych konkretów tutaj nie było” – mówiła jedna z kobiet obecnych na konferencji prasowej.
Wskutek tragicznego wypadku na Węgrzech 12 osób zginęło, 10 trafiło w bardzo ciężkim stanie do szpitali, a pozostałych 37 pasażerów odniosło lekkie obrażenia. Wszystkie ofiary śmiertelne to dorośli mieszkańcy województwa podkarpackiego. Większość podróżnych pochodziła z Podkarpacia. Kierowca autobusu został zatrzymany przez policję, która - według udzielonych dziś informacji - planuje postawić go przed sądem jutro. Dotychczasowe ustalenia wskazują, że zasnął w trakcie jazdy. Niestety cały czas panuje chaos i brakuje zdecydowanych działań ze strony rządu. Specjalna infolinia dla rodzin ofiar nie działa, jak należy.
Czy może nam pani powiedzieć, kiedy moja teściowa zostanie operowana, ponieważ na tę chwilę jest tylko jeden lekarz w tym szpitalu, który potrafi to robić i on nie jest w stanie nam powiedzieć, kiedy to będzie. O to nam chodzi. Ja rozumiem, że są procedury, tak jak pan tu mówił, że trzeba to obserwować, ale nam też chodzi o czas i konkrety. Dotychczas nie dostaliśmy żadnych konkretów. […] Żona z bratem swoim nie wiedzieli, co się dzieje z mamą, z tatą, nic. Dzwonienie do konsulatu nic nam nie pomogło. Dzwoniła pani na infolinię?
- mówił jeden z panów obecnych na konferencji prasowej ws. osób, które ucierpiały w wypadku autobusu na Węgrzech.
Ciężko się było w ogóle dodzwonić
- powiedziała inna kobieta.
Zadzwoniliśmy raz, dostaliśmy daną informację, zadzwoniliśmy drugi raz i informacja była sprzeczna z pierwszą
- powiedział wspomniany wcześniej mężczyzna.
„Nasz brat wróci w worku”
Czy możemy prosić też, jeśli konsul jest tutaj na miejscu, żeby on podszedł do nas, żeby z nami porozmawiał, bo my też chcemy wracać do Polski, bo tak jak u nas nasz brat będzie przewieziony w worku do Polski. Nasza szwagierka będzie transportowana do szpitala w Rzeszowie, gdzie my dzisiaj jeszcze do niej do Rzeszowa musimy dojechać. My tu jesteśmy od wczoraj, od rana, jak tylko dostałam od niej telefon, co się wydarzyło, to też długo nie mieliśmy żadnych informacji. Ona mnie powiadomiła, w jakim jest szpitalu, dokładnie w Egerze, więc też żadnych konkretów tutaj nie było. Ja zgłaszałam zaraz po tym wszystkim, dodzwoniłam się na numer alarmowy do ambasady. Zebrali ode mnie tylko dane i tyle. Nie miałam żadnej reakcji z waszej strony, więc ktoś nas tu zbywa cały czas
- dodała kobieta.
Szanowni państwo, pan konsul jest cały czas na miejscu, jest w tej chwili na oddziale, też rozmawia z lekarzami, pomaga na tyle, na ile może. Jesteśmy tu po to, żeby państwu pomóc. Absolutnie rozumiemy państwa emocje i robimy wszystko, żeby jak najsprawniej tę sprawę przejąć i dokończyć […] Musimy dotrzeć do wszystkich poszkodowanych. Bardzo dziękujemy za spotkanie. Jedziemy do następnego szpitala
- takie słowa padły w odpowiedzi na prośby.
tt/źr. wPolityce.pl za X, wPolsce24, PAP
