NASZ WYWIAD Ks. Kostecki: Terapia jest środkiem, a nie celem NASZ WYWIAD Ks. Kostecki: Terapia jest środkiem do zdrowienia, a nie celem samym w sobie

471414720_3914276485516749_7541785631266939465_n.webp
FacebookTwitter

"Bardzo zmieniło się odniesienie do problematyki zdrowia psychicznego wśród księży. Jest więcej zrozumienia i akceptacji dla poszukiwania form wsparcia. Temat różnorakich terapii nie jest już tematem tabu" - mówi portalowi wPolityce.pl ks. dr. Tomas Kostecki

Już kilka dni w przestrzeni publicznej katolickiej trwa dyskusja ws. tekstu znanego teologa ks. prof. Jerzego Szymika. W "Liście do młodego księdza" ks. Szymik wzywa młodych księży do jeszcze bliższej i bardziej intymnej relacji z Bogiem, ale tekst spotkał się z krytyką w niektórych kręgach. Twierdzą, że teolog prosi młodych księży z problemami psychicznymi lub innymi, aby – milczeli i cierpieli. W centrum kontrowersji znalazł się fragment w którym ks. Szymik, zwracając się do młodego kapłana, pisze: „Cierpienie jest dla Ciebie, miłość dla owiec”. Atakowany był i fragment w którym teolog stwierdza, że „życiowych komplikacji nie rozwiążą terapia, nauka ani work-life balance”, ale tylko łaska.

O całej dyskusji rozmawialiśmy z znanym rekolekcjonistom i dyrektorem Bursy św. Stanisława Kostki w Siedlcach ks. dr. Tomaszem Kosteckim.   

wPolityce.pl: "List do młodego księdza" ks. Jerzego Szymika wywołał ostrą dyskusję. Tekst, w którym ten teolog i poeta wzywa młodych księży do jeszcze bliższej i bardziej intymnej relacji z Bogiem, spotkał się z krytyką w niektórych kręgach. Twierdzą, że teolog prosi młodych księży z problemami psychicznymi lub innymi, aby – milczeli i cierpieli. Jak odebrał ksiądz ten list i całą dyskusję, która po nim nastąpiła?

Ks. dr. Tomasz Kostecki: Z uwaga przeczytałem ten list a także wiele komentarzy w formie artykułów na różnych stronach portali społecznościowych. Zadziwia wielość i różnorodność reakcji na zawarte w tym „Liście” treści, a niekiedy wręcz wzajemne oskarżenia i niewybredne insynuacje.

„List” jest w moim odbiorze przede wszystkim wsparciem oferowanym dla młodszego brata. W czasach, w których o kapłanach wypada mówić źle lub wprost się o nich źle mówi, cudownie jest usłyszeć słowa podnoszące na duchu i stwarzające pole do szczerej rozmowy. Być może takich pól jest wciąż zbyt mało w samym środowisku kapłańskim, gdzie niezwykle  trudno jest usłyszeć słowa wdzięczności, akceptacji ale też i uczciwej a także rzeczowej krytyki. Wielu z nas to samce alfa – nie w kontekście uzdolnień liderskich ale raczej z uwagi na atomizację życia kapłańskiego. Na wielu parafiach księża współpracujący ze sobą nie spotykają się na przysłowiowej kawie, nie mówiąc o wspólnym stołowaniu. Wiem, że taki czy inny list  nie załatwi wszystkich bolączek trapiących środowisko kapłańskie, ale zwraca uwagę na potrzebę mówienia do siebie, i to mówienia do siebie dobrze, w  poczuciu odpowiedzialności za siebie i kapłańską posługę. Odnoszę wrażenie, że wielu z komentatorów przeczytało we wspomnianym Liście to, co chcieli usłyszeć, albo co rezonuje na ten moment w ich życiu najbardziej.

Ujęła mnie troska o samodzielne przygotowanie homilii, co jak zwraca uwagę ks. Profesor wynika z zażyłości ze Słowem Bożym i modlitwy. W ogóle priorytet życia duchowego, życia Bożego w kapłanie wydaje się być oczywistym, choć w dobie księży celebrytów albo budowniczych lub super-organizatorów różnych form spędzania wolnego czasu już wcale takie oczywiste nie jest. A szkoda… Tożsamość moja, jako kapłana wynika z bliskości z Jezusem i na pewno nie tylko deklarowanej bliskości.

Czy rzeczywiście jest tak, jak twierdzą niektórzy krytycy listu, że księża z problemami psychicznymi nie mogą otwarcie o tym mówić swoim przełożonym? Pamiętam, jak pewien ksiądz diecezjalny powiedział mi, że jego problemem jest samotność, a zakonnikom jest łatwiej. Jak ksiądz to postrzega?

Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że bardzo zmieniło się odniesienie do problematyki zdrowia psychicznego wśród samych księży ale i biskupów. Jest więcej zrozumienia i akceptacji dla poszukiwania form wsparcia. Temat różnorakich terapii nie jest już  tematem tabu – takie przynajmniej odnoszę wrażenie żyjąc w stanie kapłańskim już ćwierć wieku.

Z pewnością, jak już wcześniej wspomniałem jest wiele jeszcze do zrobienia w dziedzinie ludzkiej komunikacji i ludzkich odniesień wśród samych księży, ale wydaje się również, że wielu nawet nie próbuje budować relacji, stwarzać więzi, co jedynie pogłębia ich poczucie samotności. Jest coś na rzeczy, gdy oczekuje się jedynie zmian od otaczających nas osób, a jednocześnie nie robi się nic, albo zdecydowanie za mało, by wyjść poza mury własnego ego. I nie jest to domeną jedynie księży diecezjalnych, w zakonach kapłani również potrafią się izolować.

Może dzisiaj jest znacznie trudniej budować relacje – z jednej strony jakoś idealizuje się relacje  damsko-męskie (oczekując jedynie na doznawanie szczęścia i bliskości) a z drugiej strony relacje męsko-męskie zabarwia się podtekstem homoseksualnym, zapominając w końcu o trudzie budowania przyjaźni.  Przestrzeń do zdrowienia rozciera się od zauważenie problemu i szukania dróg rozwiązań. Trudno tymczasem na odpowiedź zwrotną, gdy nie stawia się pytań, albo gdy nie oczekuje się wcale na odpowiedź.

Wiele mówi się o tym, jak depresja wśród księży jest wciąż stygmatyzowana. Pisałem o tym również, chwaląc decyzję biskupa Edwarda Dajczaka, który otwarcie mówił o depresji jako przyczynie swojej rezygnacji. Wydaje mi się jednak, że w ostatnich latach doszliśmy do przeciwnego stanowiska. Kwestia zdrowia psychicznego stała się tak dominująca w Kościele, że dla niektórych zdrowie psychiczne stało się bożkiem i nastąpiła pewna psychologizacja chrześcijaństwa która stworzyła i różne modele chrześcijańskiego self-help? Czy się mylę? 

Wracam do myśli z listu o „cierpieniu księdza dla siebie a miłości dla owiec”.

To, że w przestrzeni publicznej lub między - kapłańskiej komunikuje się o własnych schorzeniach, dolegliwościach czy brakach zdrowotnych uważam za dobre i pożyteczne. Nie oznacza to jednak nieustannego akcentowania własnych potrzeb przy każdej okazji. Ks. Kaczkowski (wiem, że nie chodzi w tym Liście o sytuację choroby nowotworowej ale bardziej dolegliwości natury psychicznej) nie udawał zdrowego, ale przy swoim stanie zdrowia robił to, co potrafił najlepiej nie epatując swoją chorobą przy każdej okazji. Ofiara w milczeniu dla siebie nie oznacza bynajmniej nie szukania pomocy czy jej zanegowania, ale raczej nie obciążania własną dolegliwością bliźnich.

Nieraz słyszałem świadectwo cierpiącego kapłana i z pewnością było ono budujące dla słuchaczy, zwłaszcza przeżywających podobne doświadczenia. Na pewno wielu zaczyna rozumieć, że kapłan to w końcu tez człowiek, ale wielu również nie rozumie, dlaczego jego cierpienie ma „być bardziej cierpiące” niż innych. Nie potrzeba tak bardzo zmęczonym i cierpiącym różne braki naszym parafianom dokładać jeszcze i swojego cierpienia, chyba, że prosząc o modlitwę lub inną formę pomocy, na przykład w dotarciu do specjalisty. 

Nie odczytuje w Liście ks. profesora żadnej próby zanegowania jakiejkolwiek pożytecznej terapii na rzecz zamodlenia problemu. Równie niebezpieczne  (jak zamodlenie problemu) jest swoiste „kolekcjonowanie” terapii w nadziei, że sama terapia cokolwiek zmieni. Ze swojego doświadczenia wiem, że terapia ma pomóc w głębszym poznaniu siebie samego, ma dostarczyć nowe spojrzenie na swoje problemy, wskazać na nowe możliwości życia z nabytym doświadczeniem, pomóc w nabywaniu nowych rozwiązań. Ale to nie terapia sama z siebie zmienia człowieka, ale jego konkretny wysiłek, praca nad sobą i zaangażowanie a nade wszytko wola życia w inny sposób niż dotąd, co wymaga trudu zmiany nawyków i dotychczasowych praktyk. Z pewnością w procesie zdrowienia może pomóc modlitwa, fachowe kierownictwo duchowe czy też regularne życie sakramentalne. Terapia jest środkiem do zdrowienia, a nie celem samym w sobie. Choć celów pośrednich wyznaczamy sobie niemało, niemniej w perspektywie chrześcijańskiej nie można zapomnieć o celu pierwszorzędnym i fundamentalnym zarazem, jakim jest zjednoczenie w miłości z Bogiem, najpierw tu na ziemi, a potem w wieczności.  

W jakim stopniu dzisiejsza formacja kapłańska obejmuje przygotowanie do wszystkich obciążeń psychologicznych, które są nieuniknione w kontekście posługi kapłańskiej?

Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale oczywista.

Mało kto wstępuje do seminarium z doświadczeniem całkowitej, darmo danej i bezinteresownej  miłości oraz bez braków w dziedzinie życia psychicznego. Mało kto nie doznał w przeszłości jakichkolwiek krzywd czy zranień, które rzutują na jego codzienność. W tej kwestii przyszli księża nie odbiegają od „normy” (choć nie jest to wcale norma)  swoich rówieśników. Być może współczesne pokolenie jest słabsze psychicznie, ponieważ wielu młodych nie doświadczyło większych trudności czy braków. Nie nauczyli się  radzić sobie z samymi sobą a na dodatek ma problem w budowaniu relacji z innymi. Wielu, coraz częściej wywodzi się z rodzin rozbitych, bądź wychowywało się w ponownych związkach swoich rodziców, często bez doświadczenia miłości ojca czy matki.

To wszytko rzutuje na ich tu i teraz. Jestem zwolennikiem integralnego patrzenia na człowieka – dostrzegania jego potrzeb w różnych wymiarach jego człowieczeństwa a także szukania dróg rozwiązań – zdrowienia przy sięganiu zarówno do dziedziny psychologii, psychoterapii, psychiatrii ale również i życia duchowego, z dobrymi rekolekcjami czy regularnym życiem sakramentalnym i modlitewnym. Tym, co może przychodzić z trudem w formacji – jest otwartość  w mówieniu o swoich brakach, uznanie swoich słabości ale również trud podjęcia konkretnych działań, by doświadczyć przemiany i zdrowienia. Czy da się przewidzieć wpływ wszelkich obciążeń na funkcjonowanie w seminarium czy też po nim, w posłudze kapłańskiej. Na pewno da się rozmawiać o tym, co już wiemy, dyskutować o różnych formach radzenia sobie z konkretnymi wyzwaniami, nabywać nowe umiejętności wzmacniające własny charakter a  w końcu wrócić do realizowania postulatu pracy nad własnym charakterem – dorastać do szczerości, wobec Boga, siebie i bliźniego.

 

 

 

 

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?

Zachęcamy do:

  • dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
  • lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
  • oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
  • mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów

Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.