Co wolno biskupowi. "Zepchnięci na margines"Co wolno biskupowi. "W ostatnich latach kilku hierarchów zostało zepchniętych na margines lub ukaranych przez usunięcie z urzędu"

Cordileone wiele zaryzykował, otwarcie konfrontując się z jedną z obecnie najpotężniejszych kobiet w Stanach Zjednoczonych.
Arcybiskup San Francisco Salvatore Cordileone mógł się poczuć dziwnie, gdy zobaczył zdjęcie. To, na którym papież Franciszek trzyma rękę amerykańskiej polityk Nancy Pelosi, spikerki Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, podczas gdy ona patrzy w obiektyw spojrzeniem, które jasno mówi, że jest pod wrażeniem spotkania z Ojcem Świętym.
Zdjęcie zostało zrobione w sobotę 9 października w Watykanie podczas prywatnej audiencji, na której papież przyjął jednego z najbardziej wpływowych polityków Partii Demokratycznej. Arcybiskup Cordileone pozostaje z nią w mniej lub bardziej otwartym konflikcie. Powód?
Zwolenniczka aborcji
Izba, której przewodniczy Pelosi, niedawno uchwaliła ustawę o ochronie zdrowia kobiet, uznającą aborcję za „ustawowe prawo kobiet”, odnosząc się jednocześnie do „prawa” lekarzy do wykonywania aborcji. Jest to zdecydowanie najbardziej radykalne prawo proaborcyjne (najprawdopodobniej nie przejdzie w Senacie), jakie dotychczas uchwalono w Stanach Zjednoczonych. Pelosi jest jedną z głównych zwolenniczek tej ustawy.
Cordileone określił to prawo jako „składanie ofiar z dzieci”, a w jego liście otwartym pojawia się takie określenie, jak „katoliccy politycy zaangażowani w zło”. To jasne, że chociaż oficjalnie nie padło nazwisko Pelosi, właśnie ją hierarcha miał na myśli. Wcześniej wezwał wiernych do modlitwy i postu w celu nawrócenia spikerki Izby.
Pelosi na tę krytykę odpowiedziała, że Bóg, w którego wierzy jako katoliczka, dał ludziom „wolną wolę” do samodzielnego decydowania, czy chcą mieć dzieci, czy nie.
Cordileone wiele zaryzykował, otwarcie konfrontując się z jedną z obecnie najpotężniejszych kobiet w Stanach Zjednoczonych. Lewicowo-liberalne media, które działają w politycznym interesie Partii Demokratycznej, otwarcie go zaatakowały. Cordileone mógł się więc poczuć trochę osamotniony, gdy zobaczył zdjęcia z serdecznego spotkania papieża i Pelosi, opublikowane bez żadnego wyjaśnienia i, co ważniejsze, bez dystansu Stolicy Apostolskiej do jej proaborcyjnych poglądów.
Sytuacja, w jakiej znalazł się Cordileone, nie jest wyjątkiem. W ostatnich latach kilku ważnych hierarchów zostało zepchniętych na margines lub ukaranych przez usunięcie z urzędu, ponieważ upierali się przy nauczaniu Kościoła w kwestiach społecznych i teologicznych. Ich przykłady są niepokojące, ponieważ pokazują, że Stolica Apostolska w relacjach z biskupami kieruje się niekiedy bardziej względami politycznymi niż duszpasterskimi czy teologicznymi.
Metropolita i prefekt odprawieni
Zatrzymajmy się w Stanach Zjednoczonych i przytoczmy przykład emerytowanego arcybiskupa Filadelfii Charlesa Chaputa. Został on metropolitą tej ważnej archidiecezji w 2011 r., kiedy powołał go na to stanowisko Benedykt XVI. Wcześniej był biskupem Denver i Rapid City.
Chociaż większość jego poprzedników na fotelu metropolity Filadelfii została mianowana kardynałami, jemu się to nie przydarzyło. Jak twierdzili analitycy wydarzeń kościelnych, był na to zbyt „konserwatywny”.
Mianowicie od samego początku swojej posługi biskupiej Chaput był postrzegany jako jeden z najgłośniejszych teologicznie głosów w episkopacie amerykańskim. Biskup, który nie boi się „wojny kulturowej” i który jest zawsze gotowy do wyrażenia jasnego stanowiska Kościoła w trudnych kwestiach społecznych.
Był i pozostaje ostrym krytykiem ideologii LGBTQ. Przekonywał, że na określenie LGBTQ nie ma miejsca w dokumentach kościelnych, ponieważ człowieka nie można zdefiniować na podstawie jego preferencji seksualnych.
Nie ma czegoś takiego jak »katolik LGBTQ« czy »katolik heteroseksualny«, tak jakby nasze seksualne apetyty decydowały o tym, kim jesteśmy. To nigdy nie było prawdą w życiu Kościoła i nie jest prawdą nawet dzisiaj
– powiedział trzy lata temu podczas synodu o młodzieży w Watykanie. Powiązał wtedy wykorzystywanie seksualne w Kościele z homoseksualnymi drapieżnikami.
Tym, co najbardziej zirytowało lewicowe media, była jego ostra krytyka katolików z Partii Demokratycznej oraz ich proaborcyjnych poglądów. Nie wahał się mówić o karach kanonicznych dla takich osób, jak John Kerry, Nancy Pelosi czy Joe Biden.
Wydaje się, że właśnie ta bezkompromisowość nie podobała się niektórym w Watykanie.
W styczniu 2020 r. skończył 75 lat, spełniając tym samym warunek przejścia na emeryturę. Jego prośba o emeryturę została zaakceptowana przez papieża, choć w takich przypadkach najczęściej się zdarza, że arcybiskup pozostaje na urzędzie, chyba że jest poważnie chory. Chaput jest zdrowy, o czym świadczą jego publiczne wystąpienia, które są częstsze, niż bywało to wcześniej.
Innym prałatem, który często publicznie zabiera głos, jest kard. Gerhard Ludwig Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, który w 2017 r. w dość dziwnych okolicznościach opuścił urząd.
Niemiec spędził tylko jedną kadencję jako prefekt najważniejszej kongregacji watykańskiej – tej, która dba o ortodoksję nauki katolickiej. Kiedy został usunięty, w mediach pojawiły się doniesienia, że jest to nowa polityka papieża, który chciał, aby prefektowie tej kongregacji wykonywali swoje obowiązki tylko przez jedną kadencję.
Müller powiedział jednak później, że papież Franciszek poinformował go o zwolnieniu w ostatnim dniu jego kadencji, nie wyjaśniając swojej decyzji, a spotkanie trwało tylko minutę.
Sposób, w jaki zostałem zwolniony, jest nie do przyjęcia
– oświadczył wtedy kardynał.
Chociaż papież nic nie powiedział kardynałowi, było jasne, dlaczego Müller został usunięty. Powodem są napięcia wywołane przez papieską adhortację „Amoris laetitia”, a dokładniej tę część dokumentu, która otworzyła drzwi do komunii św. dla katolików znajdujących się w „nieregularnych sytuacjach” (drugie małżeństwo cywilne, po kościelnym).
W tych sporach Müller, jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, starał się ważyć każde słowo. Chociaż było jasne, że adhortacja zmienia stosunek do komunii św., kardynał nalegał na jej interpretację zgodnie z tym, co mówili św. Jan Paweł II i Benedykt XVI – komunia św. dla rozwiedzionych nie jest teologicznie ani moralnie uzasadniona. Wydaje się, że to był właśnie powód, dla którego hierarcha został zwolniony.
Müller nadal z wielkim szacunkiem wypowiada się o papieżu, a ostatnio pochwalił jego posynodalną adhortację „Querida Amazonia”. Jest jednak całkiem jasne, że ten ważny teolog został przez hierarchię kościelną odsunięty na boczny tor.
Persona non grata
Nieco trudniejsza sytuacja jest z kardynałem Raymondem Leo Burkiem. Amerykański hierarcha został opisany w lewicowo-liberalnych mediach jako „przywódca konserwatywnego oporu wobec papieża Franciszka”.
Faktem jest, że Burke był uczestnikiem kilku inicjatyw, które rewidowały decyzje Watykanu. Był też jednym ze współautorów książki „Pozostać w prawdzie Chrystusa”, która w przededniu synodu o rodzinie postulowała doktrynę o niemożności komunii św. dla rozwiedzionych. Po opublikowaniu adhortacji „Amoris laetitia” był jednym z czterech kardynałów, którzy zwrócili się do papieża z pytaniem, czy ten dokument należy rozumieć jako zmianę doktryny o komunii św. (nigdy na swoje pytania nie otrzymali odpowiedzi). Skrytykował także inne decyzje Stolicy Apostolskiej, m.in. o porozumieniu z chińskimi komunistami czy dokument przygotowawczy synodu w sprawie Amazonii.
W tym wszystkim pisał o papieżu z najwyższym szacunkiem, a sam Franciszek powiedział kiedyś, że „nie uważa Burke’a za wroga”.
Rzeczywistość jest trochę inna. Burke został usunięty ze stanowiska prefekta Trybunału Sygnatury Apostolskiej w 2014 r. Otrzymał potem funkcję patrona Suwerennego Zakonu Maltańskiego, co ma jedynie znaczenie symboliczne.
W wielu diecezjach traktowany jest jako persona non grata. Mogłem się o tym przekonać podczas jego wizyty w Chorwacji w 2016 r., kiedy był gościem konserwatywnej konferencji.
Nikt z archidiecezji zagrzebskiej nie chciał go wtedy przyjąć, a katolickie media, które przeprowadziły z nim wywiad, nie zdecydowały się na jego publikację po „interwencji” środowisk kościelnych.
Portal, który wówczas redagowałem, opublikował jednak świetny wywiad z arcybiskupem, który wywołał wielkie oburzenie we wspomnianych już kręgach. Jednym słowem – wzniesiono wówczas mur wokół katolickiego kardynała.
W dzisiejszych czasach toczy się wiele dyskusji na temat synodalności Kościoła i potrzeby „słuchania” towarzyszącego temu procesowi. Przytoczone tu przykłady biskupów mówią nam jedną ważną rzecz. Często się dzieje tak, że Stolica Apostolska chce słuchać tylko wtedy, gdy mówi się jej to, co chce usłyszeć.
Artykuł z 42/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
