Za 1. polską szkołę na Mazurach i walkę z germanizacją zapłacił życiemM. Nykiel: Za pierwszą polską szkołę na Mazurach i walkę z germanizacją zapłacił życiem!

Jerzy Lanc glowne.webp
FacebookTwitter

Od 1878 roku Mazury nie miały polskiej szkoły. Z misją utworzenia pierwszej udał się w 1931 roku młody nauczyciel ze Śląska Cieszyńskiego – Jerzy Lanc. Dziś 125. rocznica jego urodzin. Dobrze wiedział, jak bezwzględni potrafią być Niemcy i jak podłe są metody germanizacji. Rozumiał też, że walka o polskość wymaga największych ofiar. Przez rok wiódł w Piasutnie-Łęgu bohaterską batalię o ocalenie duszy narodu. Zginął w „niewyjaśnionych” okolicznościach, choć rzeczą oczywistą było, że w wyniku zbrodni. W domu, w którym pracował i mieszkał jest teraz leśniczówka. Byłam tam tego lata. Młody leśniczy mówi, że świadectwa mieszkańców potwierdzają tę wersję. Jerzy Lanc urodził się 21 września 1901 roku. Historia jego 31-letniego życia jest niezwykle poruszającą kroniką tamtych czasów. O takich ludziach nie wolno zapomnieć.

„Trzeba być absolutnie przekonanym, że się zrobi to, co się przedsięwzięło” — te słowa, odnalezione w notatniku Jerzego Lanca po jego tragicznej śmierci, najpełniej oddają ducha człowieka, który całym swoim życiem walczył o polskość. Ten cichy bohater i męczennik walki o polską tożsamość, z odwagą rzucił wyzwanie potężnej machinie pruskiej germanizacji. Pewnie nie poznalibyśmy jego historii, gdyby nie Melchior Wańkowicz, który w swoim genialnym reportażu „Na tropach Smętka”, opisał podróż po Warmii i Mazurach z 1935 r. Dotarł do świadków, dokumentów, zdobył relacje, widział miejsca, analizował fakty. „Zielonemu Chłopakowi” (bo taki przydomek miał Lanc pochodzący z „Zielonego Śląska”), poświęcił cały rozdział. Jego opowieść o skali germanizacji i barbarzyńskich metodach stosowanych przez Niemców jest nieoceniona. Ze zdumieniem pisał: „Mazury, w których teraz jeszcze, teraz, pomimo wszystko, po polsku mówi z górą 350 tysięcy ludności – nie miały ani jednej szkoły polskiej. I nie mają”.

Walka z germanizacją

Polskie szkoły zaczęły powstawać w Prusach Wschodnich w 1929 r. Oczywiście przy pełnej wrogości Niemców. Na katolickiej Warmii szło łatwiej, na ziemi malborskiej także, ale na ewangelickich Mazurach nie było polskiej szkoły od 1878 r. Do misji utworzenia pierwszej, wytypowano Jerzego Lanca, który mimo młodego wieku, posiadał już ogromne doświadczenie. 10 lat wcześniej dokonał niemożliwego.

Jerzy Lanc urodził się 21 września 1901 roku w Kostkowicach na Śląsku Cieszyńskim w skromnej, bogobojnej rodzinie ewangelickiej jako szóste z dwanaściorga dzieci. Ojciec był ekonomem, matka wychowywała dzieci w miłości do ojczyzny, na polskich książkach. Po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego w Cieszynie i po pierwszej pracy w Rudzicy, w 1922 roku — gdy miał zaledwie 21 lat — został kierownikiem Szkoły Powszechnej w Szklarce Śląskiej.

Sytuacja, jaką tam zastał, była niezwykle trudna. Miejscowa ludność była głęboko zgermanizowana i odniosła się do młodego nauczyciela z brutalną wrogością. Przez pierwsze cztery tygodnie Lanc nie mógł w całej wsi kupić kęsa jedzenia i musiał stołować się w miejscowości oddalonej o 4 kilometry. Nocami podkradano się pod jego okna, straszono, łomotano, klamkę drzwi szkolnych smarowano cuchnącymi substancjami, a na drzwiach wypisywano obelżywe epitety. Dzieci podburzane przez rodziców wołały za nim „dummer polnischer Lehrer”, a starzy gospodarze mówili o nim z pogardą: „głupi, zielony chłopak”. Lanc miał świadomość przyczyn. W kronice szkolnej pisał:

„Deprawacja społeczeństwa tutejszego przez Niemców doszła do tego stopnia, że młodsze pokolenie gardzi swymi żyjącymi dziadkami i rodzicami, którzy zatrzymali swą mowę ojczystą i nie znają języka niemieckiego”. 

Cud w Szklarce 

Jerzy Lanc odpowiedział na nienawiść pogodnym uśmiechem, nieustępliwością i tytaniczną pracą społeczną. W drugim roku pracy zorganizował amatorskie przedstawienie, które przełamało lody. W ciągu kilku lat dokonał w Szklarce Śląskiej prawdziwego cudu. Zorganizował struktury społeczne: założył Kółko Rolnicze, Klub Sportowy, Oddział Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego oraz Spółkę Rolną.

Zabiegał o wznowienie polskich nabożeństw w miejscowym kościele ewangelickim, organizował kursy języka polskiego, geografii i historii Polski, które z roku na rok cieszyły się coraz większą frekwencją. Organizował wycieczki do Warszawy, Poznania i Krakowa oraz rozmaite wydarzenia z okazji świąt narodowych i religijnych. Przełamał trwale opór społeczności. W efekcie, gdy germańscy działacze zbierali podpisy pod petycją o utworzenie szkoły niemieckiej, Lanc zebrał mieszkańców na rynku i w radosnej atmosferze publicznie spalił petycję. Z czasem gospodarze przeprosili go za dawne wyzwiska, a wieś otoczyła go niespotykaną troską.

W Szklarce Śląskiej Lanc poznał swoją żonę, którą sam nauczył pisać i czytać po polsku. Ernestyna tak po latach wspominała męża:

„Tu nauczył mnie mowy w słowie i w piśmie. Tu nauczył mnie mowy ojczystej, bo chociaż pochodzę z polskiej rodziny, nie nauczono mnie jej za czasów pruskich; tu nauczył mnie mój przyszły mąż kochać ojczyznę, tu została wzbudzona ma pierwsza miłość. On stał się źródłem mego największego szczęścia, a obecnie źródłem największego bólu...”.

8 czerwca 1929 roku urodził się ich pierwszy syn, Bogusław. Drugi – Jerzy nigdy nie poznał ojca, urodził się po jego śmierci. 

jerzy_lanc_z_rodzina-p20260902

Samotny bój o polskość Mazur

Mimo sukcesów w Wielkopolsce, serce Lanca rwało się tam, gdzie sytuacja Polaków była najtrudniejsza. Na Mazurach niemiecka administracja bezwzględnie tłumiła wszelkie przejawy polskości. Germanizacja opierała się na potężnej presji ekonomicznej i terrorze psychicznym. Rodzicom zapisującym dzieci do polskich szkół, niemieckie banki natychmiast wypowiadały kredyty. Urzędy i sekwestratorzy nasyłali natychmiastowe egzekucje rzekomych zaległości podatkowych. Żandarmi przeprowadzali przesłuchania, a pracodawcy zwalniali Polaków z pracy. Jednocześnie dzieciom w pruskich szkołach zabraniano mówić po polsku, a najmłodsze pokolenie wychowywano w pogardzie dla języka i tradycji własnych dziadków.

W lutym 1931 roku 30-letni Lanc wyjechał do Prus Wschodnich, by podjąć się misji utworzenia pierwszej i jedynej polskiej szkoły na Mazurach. Powitanie było wrogie. W Jerutce grupa wyrostków powitała ich obłąkańczą nienawiścią, obrzucając bryłami lodu.

W Łęgu pod Piasutnem wynajął u wdowy Wilhelminy Lumowej skromną izbę o wymiarach 4 na 4 metry i przyległy mały pokoik, gdzie mieszkał. 13 kwietnia 1931 nastąpiło uroczyste otwarcie Polsko-Ewangelickiej Szkoły w Piasutnie-Łęgu. Mimo że wcześniej do szkoły zgłoszono 16 dzieci, w dniu otwarcia — w wyniku bezwzględnego terroru niemieckiej policji i urzędników — na uroczystość przyszło 18 zastraszonych gospodarzy i tylko dwoje dzieci. Po dalszych szykanach rodzice wycofali dzieci i ostatecznie w polskiej szkole pozostała tylko jedna uczennica — niepełnosprawna intelektualnie dziewczynka, córka gospodarza Macieja.

Jedyna uczennica

Mimo drwin, szykan i osamotnienia, Jerzy Lanc nie poddał się. Przez cały rok codziennie prowadził lekcje dla jednej uczennicy, twierdząc że już sam fakt istnienia polskiej szkoły ma fundamentalne znaczenie symboliczne. Melchior Wańkowicz opisuje to tak:

Lancowi pozostała tylko dziewczyna. Na domiar złego był to typ niedorozwinięty. Lanc, świetny nauczyciel, prezes wielu instytucji w Szklarce, staje się prywatnym nauczycielem jakiejś półkretynki, jak przedrwiwa prasa niemiecka.

Tak mija rok. Przez rok codziennie duka Lanc ze swoją uczennicą lekcje. I trwa. Choćby tam nie wiem co. Jest jednak szkoła na Mazurach Pruskich!

Szkoła!... Pokój w chacie Lumowej, w którym trawi godziny i dnie, i miesiące na wbijaniu wiedzy w głowę jednej półnormalnej dziewczyny”.

A właśnie, że szkoła. Bo czemuż to coraz większy niepokój, coraz większe zniecierpliwienie ogarnia Niemców? Kamienie turkoczą za Lancem. Raz uratował się przed ciosami noża ucieczką przez okno. Raz pocięli na nim palto. Na noc, zgasiwszy światło, przeciąga łóżko w coraz to inne miejsce.

Jeśli zginę — mówi do żony przy ostatnim jej widzeniu — naucz syna dobrze, za co zginąłem". 

Maciejowie

Groźby i prześladowania

Wbrew wszystkiemu, Lanc potrafił sobie jednać ludzi. W jego pokoju zbierali się wieczorami gospodarze ze wsi, by słuchać radia, w którym ukazywała się „ta daleka i zabroniona Polska”. Na Lanca sypał się grad dochodzeń, ma wytaczane sprawy sądowe. W liście do brata pisze: 

„Może po tych rozprawach wysiedlą mnie poza kordon. Dałby Bóg, żeby tylko zdrowego. Wierzaj mi, to kraj zbirów i hien, pragnących polskiej krwi”.

Nie są to słowa przesadzone. Był prześladowany na wszelkie sposoby. Tuż obok szkoły Niemcy rozbili obozowisko, by odstraszać gości. Miejscowy rzeźnik po pijanemu wykrzykiwał przed gospodą, że zlikwiduje szkołę nawet za cenę odsiadki. Fryzjer zapowiadał, że gdy do niego przyjdzie, poderżnie mu gardło. Prowokatorzy nasłani przez służby próbowali wciskać Lancowi aparat fotograficzny i lornetkę, by oskarżyć go o szpiegostwo. Aby zniszczyć polską szkołę, starosta szczycieński nakazał otworzyć konkurencyjną szkołę niemiecką niespełna kilometr dalej, choć nigdy wcześniej takiej w Łęgu nie było.

Lanc wiedział, że wisi nad nim śmiertelne zagrożenie, ale w listach do żony nie ma cienia chęci poddania się. Pisze do niej:

„Módl się żebym otrzymał dzieci. Nie pisz o powrocie, kiedym tu jeszcze nic nie zdziałał. Nie mogę pozwolić, żeby ta pierwsza szkoła polska ewangelicka zakończyła swój żywot. Tu jest lud polski — musi też być i szkoła polska".

Choć korespondencja pełna jest miłości i oddania, widać też głęboką świadomość wagi misji, którą na siebie przyjął.  Dopytuje o przebieg wychowania synka, o dokształcanie się żony. Na jej nalegania do powrotu odpowiada: „Walcz ze sobą, bo tylko przez walkę w życiu urabiają się twarde charaktery".

Ostatnie listy pełne są troski o zdrowie żony i nienarodzone jeszcze dziecko. Na 10 dni przed śmiercią (18 lutego), tuż przed mającymi się rozpocząć feriami, pisze: „Jak cieszę się, że was ujrzę, że usłyszę wasze głosiki... Boguśku... tata — hopsa — na pole".

Niewyjaśniona śmierć

1 marca 1932 znaleziono Jerzego Lanca martwego we własnym łóżku. Na ustach miał pianę. Dzień wcześniej do późnego wieczora siedzieli u niego gospodarze i wspólnie słuchali radia. Wańkowicz pytał ich o jego zdrowie. „Mówili, że był zdrów i wesoły”. Niemiecki lekarz dr Pork ze Świętajna, który jako pierwszy badał ciało, oświadczył wprost żandarmowi: „Uważam śmierć naturalną za całkowicie wykluczoną”. Obecni na miejscu od razu wzięli pod uwagę otrucie.

Jednak niemieckie władze i prasa natychmiast zaczęły fabrykować sprzeczne wersje: oficjalny lekarz powiatowy stwierdził gruźlicę, gazety pisały o zapaleniu płuc. Ciało przewieziono do Poznania, gdzie sekcja zwłok przeprowadzona przez dr. Łagunę wykazała śmiertelne zatrucie tlenkiem węgla. Ale w pokoju nie było czuć czadu, ani nie było śladu sadzy. Lumowa i świadkowie potwierdzili też zgodnie, że w piecu w pokoju Lanca nie rozpalano od południa poprzedniego dnia. „Piec był palony tylko z rana” – mówiła Lumowa. Wańkowicz zbadał dom. „W podłodze znalazłem klapy do piwnicy. Wyszedłem na zewnątrz – przez okienko w piwnicy mógł wślizgnąć się szczupły człowiek” – zaświadczył w reportażu. Polska opinia publiczna nie miała wątpliwości — Jerzy Lanc został podstępnie zamordowany.

Ostatnia droga – patriotyczna manifestacja

Ciało Jerzego Lanca przewieziono do Ojczyzny, gdzie „witała go ziemia polska i dusze ludzkie które dla polskości pozyskał”.  Pogrzeb odbył się 8 marca 1932 i stał się potężną manifestacją patriotyczną, w której wzięło udział ponad 2 tys. osób. Najpiękniej to wydarzenie opisuje Melchior Wańkowicz:

„Na peronie kolejowym w Sośniach, dekorowanym jedliną i wstęgami narodowymi, rozbłysły wieńce od konsulatu Rzeczypospolitej w Olsztynie, od Związku Polskich Towarzystw Szkolnych w Berlinie, od Koła Nauczycieli w Olsztynie, Klubu Polskiego w Olsztynie, Ludności Polskiej z Mazur, Towarzystwa Szkolnego w Olsztynie. Te wieńce to były goście z ziemi dalekiej, zakordonowej.

Przed dworcem czekały je już inne i tłum dwutysięczny, nauczyciele z trzech powiatów, młodzież szkolna z Ostrowa i seminarium w Ostrzeszowie z orkiestrami, dzieci szkolne okolicznych miejscowości, ks. pastorzy z Łodzi, z Sośni, z Ostrzeszowa, władze — kuratorium, województwo, starostwo, wojskowość z gen. Dziewanowskim na czele.

Nieśli go tak z dworca cztery kilometry do kościoła ewangelickiego w Sośni, nieśli go tak z Sośni do Szklarki sześć kilometrów w zadymkę śnieżną, aż już zaczął się zasnuwać zmrok i straże ogniowe otoczyły trumnę wieńcem palących pochodni.

I podczas gdy płaczące dzieci sypały mu mogiłę — nie przy pomocy łopat, lecz gołymi rękami — mówili mu nad grobem ostatnie słowa inteligenci i prości ludzie, mówili mu z galicyjska i z królewiacka, i z poznańska, mówili mu wszystkimi mowami Polski, jakby te wszelakie, te różne słowa wejść chciały do trumny, ułożyć się najwięcej, przeniknąć zimne ciało ciepłem za te trzysta sześćdziesiąt i siedem samotnych dni. I na końcu żegnano go przemówieniem w gwarze śląskiej. Jak mówiła matka w Kostkowicach. W tej samej”. 

15 października 1932 roku, już po śmierci bohatera, urodził się jego drugi syn, który otrzymał imię ojca. Szkołę w Piasutnie zamknięto. Dziś mieści się tam leśniczówka Lasów Państwowych. O „Zielonym Chłopaku”, który oddał życie za wyrywanie polskiej duszy ze szponów niemieckiej germanizacji, przypomina stojący przed domem kamień. Prawdopodobnie większość z nas nawet nie wie o heroicznej ofierze tego pięknego, szlachetnego  człowieka. A iluż takich Lanców, cichych, nieznanych bohaterów, kryje polska historia? Nie dajmy im zginąć. Mamy miliony powodów do dumy!

 

Przy okazji przypominam, że Instytut Pamięci Narodowej nieustannie zaprasza do przekazywania okruchów historii w ramach akcji Archiwum Pełne Pamięci. Ocalmy przeszłość.

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.