WYWIAD "SIECI". Prof. Andrzej Betlej: Tajemnice WaweluWYWIAD "SIECI". Prof. Andrzej Betlej: Tajemnice Wawelu. "Obecnie rolą Wawelu jest nie tylko być, lecz także przypominać o historii"

Wawel jest miejscem snucia opowieści. Tę o wzgórzu prezentują nasze wystawy – „Wawel zaginiony”, a także „Wawel odzyskany”. Myślę, że nowa odsłona wnętrz wawelskich, ekspozycja, nad którą obecnie pracujemy, również na to pozwoli.
Wawel to wielka synteza naszych losów i naszych chęci. Zestawiając kalendarium Wawelu z kalendarium Rzeczypospolitej, widzimy, że tak naprawdę zlewają się one w jedno. Patrząc chociażby na krużganki – okazałość dziedzińca obrazuje, jak duże znaczenie w XVI stuleciu miała Polska - mówi prof. Andrzej Betlej, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu, w rozmowie z Piotrem Słabkiem na łamach tygodnika „Sieci”.
Wawel to w powszechnej świadomości przede wszystkim komnaty, katedra, miejsce pochówku królów. Czym oprócz tego jest Wawel?
Andrzej Betlej: Mówiąc o Wawelu, mamy do czynienia z dwiema rzeczywistościami. Pierwsza wynika z historycznego znaczenia tego miejsca, w jak najszerszym tego słowa rozumieniu. To rezydencja królów, miejsce, które łączy się z dziejami państwowości i narodu. Z natury rzeczy ten aspekt odwołuje się do pewnych stałych wartości, pewnych imponderabiliów. Z jednej strony zatem wizerunek Wawelu jako ostoi, skały, punktu odniesienia do losów Rzeczypospolitej i jej historii nie tylko dziejowej, lecz także artystycznej – jest tutaj oczywisty. Z drugiej strony możemy rozumieć Wawel jako instytucję muzealną, której zadaniem jest ochrona i przekazywanie dziedzictwa.
Pomimo że w spojrzeniu z zewnątrz instytucja ta może się wydawać czymś stałym, w rzeczywistości jednak wciąż się zmienia. Aktywność muzeum, zwłaszcza w ostatnich kilkunastu miesiącach, wyraźnie pokazuje, że Wawel to miejsce, które można odkrywać wciąż na nowo. Poszerzamy kolekcję eksponatów, tworzymy nowe wystawy. Otwieramy przestrzenie wystawiennicze, które dotychczas nie były znane lub udostępniane.
Pokutuje pewne stereotypowe spojrzenie na to miejsce: „Byłem na Wawelu raz czy dwa razy w życiu – to wystarczy”. Tymczasem muzeum wciąż oferuje coś nowego. Nawet to, co jest klasyczną częścią naszych zbiorów, jak kolekcja arrasów, staramy się pokazywać w nowym świetle tak, aby umożliwiać coraz lepsze zrozumienie historii tego miejsca.
Nawiązując do historii tego miejsca, moglibyśmy powiedzieć, że dzieje wzgórza wawelskiego są w pewnym sensie odbiciem dziejów Polski, jej wzlotów i upadków…
To prawda. Myślę, że z wielu określeń Wawelu jednym z najtrafniejszych jest to: Wawel to wielka synteza naszych losów i naszych chęci. Zestawiając kalendarium Wawelu z kalendarium Rzeczypospolitej, widzimy, że tak naprawdę zlewają się one w jedno. Patrząc chociażby na krużganki – okazałość dziedzińca obrazuje, jak duże znaczenie w XVI stuleciu miała Polska. Od dekad sprzed II wojny światowej aż po dziś na Wawelu odbywają się najważniejsze wydarzenia historyczne oraz dyplomatyczne, dość wspomnieć jubileuszowy zjazd premierów grupy V4, który z okazji 30-lecia formatu odbył się w lutym tego roku.
Które okresy z historii Wawelu są najmniej znane?
Wydaje mi się, że najtrudniejszym okresem do zaprezentowania jest wiek XVIII. Zamek wykorzystywany był wówczas incydentalnie, prowadzono prace restauracyjne. Jedynie okres końcowy, gdy pojawiła się słynna sala kolumnowa na I piętrze, jest nieco lepiej rozpoznany. Wawel nie odgrywał w XVIII w. roli miejsca, w którym odbywały się wielkie wydarzenia historyczne (poza pogrzebami i koronacjami królów). Jest to najsłabiej rozpoznany okres, któremu poświęcone będą nasze badania i konferencje naukowe.
Jaki wpływ na funkcjonowanie wzgórza wawelskiego miało przeniesienie stolicy do Warszawy?
Przeniesienie miejsca przebywania króla na przełomie XVI i XVII w. w zdecydowany sposób umniejszyło rangę rezydencji. Nie czyniono większych inwestycji budowlanych wynikających z państwowego mecenatu. Zamek został spustoszony przez Szwedów – i w połowie XVII w., i na początku XVIII stulecia. Trzeba jednak pamiętać, że pomimo przeniesienie miejsca rezydencji królewskiej do Warszawy cały czas na wzgórzu wawelskim funkcjonował skarbiec koronny, czyli jedna z podstawowych instytucji Rzeczypospolitej. To w nim przechowywano regalia, czyli insygnia królewskie – przedmioty będące oznakami władzy króla. Utratą splendoru i odarciem z majestatu Rzeczypospolitej było zajęcia Krakowa i znamienne włamanie do skarbca oraz zrabowanie insygniów koronnych przez Prusaków w 1795 r. – ważna data, jeśli chodzi o wzgórze wawelskie oraz rzecz jasna całą Rzeczypospolitą.
Czy po przeniesieniu stolicy do Warszawy królowie wciąż przyjeżdżali na Wawel?
Należy to rozpatrywać w odniesieniu do poszczególnych władców. I tak w przypadku obu Wettynów – byli oni zobowiązani do co najmniej półrocznego pobytu w Warszawie. Drugie pół mieli spędzać w Dreźnie, w związku z powyższym w naturalny sposób Kraków oraz Wawel pozostawały poza sferą ich zainteresowania. Zresztą wszystkie nici polityczne ciągnęły w kierunku Warszawy. Pod tym względem rzeczywiście można powiedzieć o pewnej obojętności niektórych władców w stosunku do wzgórza wawelskiego. Jakieś jaskółki zainteresowań pojawiły się za czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego, choć miało to charakter incydentalny. Kraków w olbrzymiej Rzeczypospolitej, nawet po pierwszym rozbiorze, pozostawał miastem, z którego do granicy było stosunkowo niedaleko. To nie było miasto, które topograficznie znajdowało się w sercu Rzeczypospolitej.
W kontekście ważnych dla zamku postaci znamy przede wszystkim królów. O jakich jeszcze ludziach związanych z Wawelem warto wiedzieć?
Jeśli chodzi o Wawel w postaci znanej nam dziś, a który został na nowo wykreowany w końcu XIX w., to należy wspomnieć kilka wyjątkowych osobistościach. Prof. Adolf Szyszko-Bohusz, człowiek, który de facto ukształtował i wypromował w dwudziestoleciu międzywojennym Wawel. To on wyznaczył kierunek odbudowy i restauracji tego miejsca. Ponad ćwierćwiecze brał udział w tej spektakularnej inwestycji. To człowiek, który autentycznie żył Wawelem, myślał w kategoriach reprezentacji tego miejsca, jednocześnie podchodząc czasem do spuścizny w sposób swobodny. Do tej pory poznawać go można nie tylko jako wybitnego modernistę, architekta, lecz również pewnego rodzaju kreatora wizerunku tego miejsca. Ten aspekt umyka często tym, którzy mówią o Szyszko-Bohuszu jako twórcy.
Z mniej znanych postaci – mnie osobiście, a wynika to być może z funkcji, jaką pełnię – fascynują te związane z okresem tworzenia muzeum oraz rezydencji po 1945 r. Pojawiła się tutaj swego rodzaju kolonia lwowska, wyjątkowych postaci ekspatriowanych ze Lwowa – wszak pierwszym dyrektorem muzeum był Tadeusz Mańkowski, wybitny historyk sztuki. Na czele innej instytucji wawelskiej, Kierownictwa Odbudowy Zamku, stanął wybitny architekt Witold Minkiewicz, a następnie Alfred Majewski, który wcześniej odbudowywał zamki i rezydencje, zajmując się pracami konserwatorskimi we Lwowie.
Powstało tutaj niesamowite środowisko intelektualne składające się ze znakomitych znawców historii sztuki i architektury, na wzgórzu mieszkali bowiem i Adam Bochnak, i Jerzy Szablowski. Nieco zapomnianą kartą historii wzgórza wawelskiego jest również aktywność wielu wybitnych archeologów, którzy pracowali na Wawelu – tak naprawdę dzięki ich pracy możemy oglądać to, co obecnie prezentujemy na ekspozycji „Wawel zaginiony”.
Jakie znaczenie dla odbudowy Wawelu miało odzyskanie niepodległości?
Nie tylko umożliwiło odbudowę, lecz i bardzo ją przyspieszyło. Wspomniałem już o roli Adolfa Szyszko-Bohusza, który bardzo dobrze rozumiał wzgórze wawelskie pod względem historycznym i podkreślał jego znaczenie dla kraju, jako miejsca kluczowego w historii Polski. Spotkał się on z wyjątkowo przychylnym odbiorem instytucji odradzającego się państwa. Podkreślę raz jeszcze, że Adolf Szyszko-Bohusz był szczególnym architektem i wizjonerem. Zdumiałby się pan, widząc projekt przebudowy wzgórza wawelskiego jego autorstwa. Wszyscy mamy w głowie wspaniały projekt „Akropolis” Stanisława Wyspiańskiego, którego rozmach do dnia dzisiejszego może służyć jako źródło inspiracji i wizualizacji roli Wawelu. Ten projekt zakładał powstanie na Wawelu pomieszczeń Sejmu, Senatu, Parlamentu Odrodzonej Rzeczypospolitej, siedziby Polskiej Akademii Umiejętności. Oprócz tego zagospodarowane miało być otoczenie Wawelu, powstać miały teatr, muzeum narodowe.
Ekspozycja „Wawel odzyskany”, na którą gorąco zapraszam, zestawia model Wyspiańskiego z projektem Szyszko-Bohusza, który utrzymany jest w zupełnie innym stylu. Proponuje budowle zaskakujące, wielki plac z kolumnadą i pomnikiem Piłsudskiego. Szyszko-Bohusz był człowiekiem bezkompromisowym, myślał w kategoriach Wawelu i jego znaczenia. Niektóre elementy, do których jesteśmy w tym momencie przyzwyczajeni, jako wrośniętych w wizerunek Wawelu, chociażby loggia od strony ulicy Grodzkiej – są kreacjami Szyszko-Bohusza. Rozumiał on, że Wawel powinien mieć takie miejsce, w którym Krakowowi przyglądać się mogła królowa Bona. Loggia królowej Bony to dobry przykład architektonicznej kreacji z jednej, a żywego podejścia do historii z drugiej strony.
Nawiązując jeszcze do „Wawelu odzyskanego”, jak wyglądał proces odzyskiwania Wawelu?
Na skutek uchwały Sejmu Galicyjskiego z 1880 r. zamek wawelski został przekazany na rezydencję cesarza Franciszka Józefa, co pozwoliło wyprowadzić ze wzgórza wawelskiego wojska austriackie, które miały tutaj swoje koszary. Był to jeden z ciekawszych wybiegów politycznych. Dzięki niemu uzyskano dostęp do miejsc, które były dotychczas wykorzystywane przez wojsko i dlatego niedostępne. Gdy powołano w 1905 r. Kierownictwo Odnowienia Zamku Królewskiego i rozpoczęto prace restauracyjne, tak naprawdę stało się to w pewnych aspektach pisaniem historii Polski na nowo.
Co zastano na Wawelu? W jakim stanie był zamek? Jak wykorzystywano komnaty królewskie?
Komnaty królewskie wykorzystywano jako sale sztabowe bądź pomieszczenia dla wyższych oficerów. Pojawiły się nowe budowle, na przykład istniejący do dzisiaj budynek szpitala, znajdujący się od strony Wisły. Zastano właściwie tylko i wyłącznie przestrzenie, puste wnętrza, częściowo przekształcone, przebudowane – omurowane krużganki, których filary zostały obłożone cegłami. Z oryginalnego wystroju, poza nielicznymi detalami, nic nie ocalało. Pierwszym obiektem w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu jest „Hołd Pruski” Jana Matejki. W 1882 r., w czasie posiedzenia Sejmu Krajowego we Lwowie, obraz został podarowany przez artystę jako impuls do stworzenia kolekcji, którą prezentować będzie można na wzgórzu wawelskim.
Do podobnej sytuacji doszło po 1945 r., kiedy to dyrektorem muzeum został prof. Tadeusz Mańkowski. Tak naprawdę ten badacz podjął się stworzenia od podstaw ekspozycji, która miała świadczyć o roli i historii wzgórza wawelskiego. Było to wyjątkowo trudne zadanie.
Jakie zadania stawia przed sobą muzeum dzisiaj?
Obecnie rolą Wawelu jest nie tylko być, lecz także przypominać o historii – na różne sposoby. Kolekcja, którą posiadamy, jest znacząca, chcemy ją nieustannie poszerzać oraz jak najlepiej prezentować, uświadamiając naszych gości. Dlatego tak ważny jest odpowiedni opis tego, co się widzi. Zwiedzanie z przewodnikiem (lub audioprzewodnikiem) pozwala rozumieć to, na co się patrzy – kiedy spoglądamy na stropy i kasetony z głowami, dowiadujemy się nie tylko tego, że zostały one zrekonstruowane przez najwybitniejszych artystów dwudziestolecia międzywojennego, lecz również na przykład tego, że są one naśladownictwem stropów, które znajdowały się w zamku w Podhorcach na Kresach. Naszą ideą jest to, żeby każdy mógł wejść i jak najpełniej rozumieć i docenić to, co widzi.
Wawel jest miejscem snucia opowieści. Tę o wzgórzu prezentują nasze wystawy – „Wawel zaginiony”, a także „Wawel odzyskany”. Myślę, że nowa odsłona wnętrz wawelskich, ekspozycja, nad którą obecnie pracujemy, również na to pozwoli.
Wawel jest miejscem żywym, które oferuje całą gamę nowych perspektyw. Rolą muzeum jest stwarzać jak najdogodniejsze możliwości ku temu, by odwiedzający wzgórze wawelskie mogli te perspektywy odkrywać.
Artykuł z 36/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
