Nie żyje kpt. Radłowski. Pozwał ZDF, Niemcy wskazywali na "neosędziów"Nie żyje kpt. Radłowski. Pozwał ZDF, ale Niemcy wskazywali na "neosędziów"
Nie żyje kpt. Zbigniew Radłowski. Weteran AK i więzień Auschwitz, znany wszystkim z niezłomnej walki o dobre imię żołnierzy Armii Krajowej. To on pozwał niemieckiego giganta, państwową telewizję ZDF i producenta filmowego Ufa Fiction. Niemcy robili wszystko, by przedłużać proces i udało im się. Pomogła im w tym polityka obecnego rządu i kwestionowanie tzw. neosędziów. W sierpniu pan kapitan skończył 102 lata. W najbliższy piątek miało dojść do decydującego rozstrzygnięcia w tej sprawie.
Niemiecki pomysł na historię
Pozew kpt. Radłowskiego dotyczył miniserialu "Nasze matki, nasi ojcowie", wyprodukowanego przez ZDF i Ufa Fiction w 2013 r. Film miał też swoją premierę w TVP.
Niemieccy producenci przedstawili w nim własną wersję historii.
O ile główni bohaterowie serialu zostali ukazani jako ludzie uwikłani w wojenną zawieruchę, o tyle rolę negatywnych postaci powierzono między innymi żołnierzom Armii Krajowej.
Szczególnie wymowna jest scena, w której polscy partyzanci zatrzymują transport więźniów przewożonych do obozu koncentracyjnego. Mężczyźni mają na ramionach biało-czerwone opaski z napisem AK. Ich wygląd i zachowanie bardziej przypominają bandę uzbrojonych przestępców niż żołnierzy podziemnej armii.
Kiedy otwierają drzwi wagonu bydlęcego, ukazuje się im widok stłoczonych, wynędzniałych więźniów. Nie podejmują jednak próby udzielenia im pomocy. Na pytanie „co z nimi?”, pada odpowiedź: „Większość z nich to Żydzi, a Żydzi są tak samo parszywi jak komuniści czy ruskie. Lepiej martwi niż żywi”.
Dobra i zła partyzantka
Za konsultację historyczną przy produkcji odpowiadał prof. Julius Schoeps. W rozmowie z TVP w 2013 roku niemiecki badacz otwarcie mówił o swojej perspektywie interpretowania wydarzeń przedstawionych w serialu. Podkreślał, że jako Żyd i obywatel Niemiec patrzy na poruszone w filmie zagadnienia z innego punktu widzenia.
Odnosząc się do zarzutów dotyczących przedstawienia antysemityzmu w szeregach Armii Krajowej, bronił wizji historycznej zaprezentowanej przez twórców. Po emisji produkcji w Telewizji Polskiej próbował łagodzić spór.
W Polsce działały też dobre ugrupowania, lewicowe, które pomagały Żydom
- stwierdził
Kapitan vs ZDF
Taki obraz historii zyskał ogromne uznanie w Niemczech, ale i na całym świecie, bo zrobiony z rozmachem serial cieszył dużą popularnością i był obsypany deszczem nagród.
Z podobnym odczytaniem losów II wojny światowej nie mógł się jednak pogodzić kpt. Radłowski. Wraz ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej zarzucili niemieckim twórcom "naruszenie prawa do tożsamości, godności i dumy narodowej, a także prawa do wolności od mowy nienawiści".
Proces na dobre zaczął się dopiero trzy lata po premierze, w 2016 r.
Kolejne pięć lat zajęło sądom rozstrzygnięcie sprawy. W marcu 2021 roku Sąd Apelacyjny wydał prawomocny wyrok, zobowiązując niemiecką stronę do przeproszenia kpt. Radłowskiego i Światowego Związku Żołnierzy AK za naruszenie dóbr osobistych.
W pierwszej instancji sędzia Kamil Grzesik nakazał przeprosiny Pana Kapitana, co Zbigniew Radłowski odebrał jako wyraz sprawiedliwości, ale również uczciwości historycznej. Sprawa następnie trafiła do Sądu Apelacyjnego, który - mimo, że nakazał przeprosiny Światowego Związku Żołnierzy AK (choć nie samego Kapitana), to jednak wstrzymał wykonanie wyroku
- przypomina dr Monika Brzozowska - Pasieka, która od początku prowadziła sprawę.
Była to dla Kapitana sytuacja bardzo trudna, bo liczył, że jednak żołnierze AK (w tym i on) zostaną przeproszeni po prawomocnym orzeczeniu. Sąd apelacyjny wstrzymał wykonanie wyroku - do czasu rozpoznania sprawy przed Sądem Najwyższym. Kapitan Radłowski był bardzo zaangażowany na każdym etapie sprawy
- mówi pełnomocniczka weterana.
Odwoływani "neosedziowie" na wniosek sędziów
Po wyroku w tej sprawie kapitan, mimo podeszłego wieku i pogarszającego się stanu zdrowia nie zamierzał rezygnować z dochodzenia sprawiedliwości. Jego determinację najlepiej oddawały słowa, które wówczas wypowiedział:
Przeżyłem niemiecki obóz koncentracyjny, więzienie stalinowskie, obecnie koronawirusa. To znaczy, że mam doczekać się sprawiedliwego wyroku
– zapowiedział kpt. Radłowski.
Zapewne udałoby się zdążyć, gdyby nie przedłużany systematycznie proces.
Na 5 dni przed ostatecznym rozstrzygnięciem Pan Kapitan odszedł
- zaznacza radca prawny Jerzy Pasieka, drugi z pełnomocników kpt. Radłowskiego.
Sprawa trwała bardzo długo, przechodząc przez wszystkie instancje. Gdy trafiła do SN w 2022 r., druga strona składała wnioski o wyłączenie sędziów z uwagi na kwestionowanie ich statusu. Spowodowało to opóźnienie również na tym etapie
- przypomina prawnik.
Rzeczywiście, strona niemiecka kwestionowała kolejno czterech sędziów SN, którzy trafiali do tej sprawy. I to z powodzeniem. Odwoływano więc wszystkich, których uznawano za tzw. neosędziów.
„Zrobiłem, co mogłem dla Polski”
Po wydaniu wyroku w I instancji, kpt. Radłowski deklarując, że zamierza dotrwać do końca procesu, wygłosił również znamienny apel:
Zrobiłem, co mogłem dla Polski, dla moich poległych i umarłych już kolegów i koleżanek z Armii Krajowej. Teraz – tu – zwracam się przede wszystkim do wszystkich młodych Polaków: wszystko jest w waszych rękach i w waszych sercach. Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę, żebyście nie musieli wstydzić się i przepraszać za winy niepopełnione przez waszych ojców, dziadów czy pradziadów.
Pełnomocnicy weterana AK pamiętają to oświadczenie.
Możemy tylko podpisać się pod wzruszającym apelem, który Kapitan wystosował do młodego pokolenia
- mówią zgodnie.
źr. wPolityce.pl
Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?
Zachęcamy do:
- dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
- lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
- oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
- mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów
Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.
