Krannhals i jego zdjęcia. "Spojrzeć na powstanie inaczej"Krannhals i jego zdjęcia. "Dzięki niemu możemy spojrzeć na powstanie nieco inaczej"

Stara się on uwolnić żołnierzy Wehrmachtu od odpowiedzialności za zbrodnie wojenne popełnione w okresie Powstania Warszawskiego.
Ci, którzy słyszeli nazwisko Hanns von Krannhals, wiedzą zapewne, że to autor publikacji „Der Warschauer Aufstand 1944” z 1962 r. Jej polskie wydanie ukazało się w 2017 r. Książka ta jest dziś uważana za jedną z ważniejszych pozycji w niemieckiej historiografii dotyczących walki o Warszawę latem 1944 r. Mało kto jednak wie, że jej autor w 1962 r. był w Warszawie i wykonał całą serię interesujących zdjęć.
Kim był Krannhals? Hans Detlef (czasem też pojawia się forma Detlef Hans) Krannhals urodził się 18 września 1911 r. w Rydze w rodzinie Niemców bałtyckich. Po śmierci ojca w 1914 r. przeniósł się do Gdańska, gdzie ukończył gimnazjum i w 1931 r. wstąpił do NSDAP. Początkowo studiował malarstwo na gdańskim uniwersytecie, ale w końcu zwrócił się ku historii, geografii i germanistyce, które poznawał w Królewcu, Kilonii i Fryburgu Bryzgowijskim. W 1937 r. obronił doktorat na temat handlu wiślanego we wczesnej epoce nowożytnej. Bardzo dobrze posługiwał się językiem rosyjskim, angielskim, francuskim i jidysz. Biegle mówił też po polsku.
Jeszcze w 1937 r. Krannhals rozpoczął pracę w Ostland-Institut, gdzie zaangażował się w „badania wschodnie” (niem. Ostforschung). Brał tym samym udział w działaniach deprecjonujących polskość i głoszących rewizjonistyczne hasła nawiązujące m.in. do zarzucenia postanowień wersalskich. Badacze zwracają także uwagę na przejawiające się w jego publikacjach wątki antypolskie i antysemickie.
Po rozpoczęciu wojny został rzecznikiem prasowym gauleitera Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie Alberta Forstera. Był także publicystą czasopisma „Der Deutsche im Osten” i (od lutego 1941 r.) dyrektorem regionalnym Izby Piśmiennictwa Rzeszy w Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie. 13 grudnia 1941 r. został powołany do Wehrmachtu i służył jako oficer polityczny w 142 pułku artylerii przeciwlotniczej. Oddział ten stacjonował przede wszystkim w Skandynawii. Dopiero pod koniec wojny został przerzucony do Niemiec, gdzie wraz z oddziałem poddał się aliantom zachodnim.
Po zakończeniu wojny Krannhals kilka razy zmieniał imię, ostatecznie poprzestając na Hanns, dodał też do nazwiska szlachecki predykat „von”, choć nie miał do tego prawa. Najciekawsze jest jednak to, że rozpoczął pracę w Ostdeutsche Akademie (w 1962 r. przemianowaną na Ost-Akademie) w Lüneburgu, gdzie badał m.in. związki Polski z najnowszą historią Niemiec. Szybko wyrósł na jednego z głównych znawców polskich spraw.
Wizja lokalna
Gdy władze RFN planowały pociągnięcie do odpowiedzialności SS-Gruppenfühera Heinricha Friedricha Reinefartha (znanego jako Heinz Reinefarth), jednego z głównych katów Powstania Warszawskiego, Krannhalsa wyznaczono na biegłego sądowego. Otrzymał on zadanie zebrania i przeanalizowania materiałów w języku polskim, które miały posłużyć do procesu niemieckich zbrodniarzy wojennych. Do swojej pracy zabrał się bardzo pieczołowicie, gromadząc bardzo interesujący materiał ikonograficzny. Realizując zlecenie prokuratury we Flensburgu, 30 września 1962 r. przyjechał do Warszawy. W trakcie trwającego do 6 października pobytu dokonał wizji lokalnej miejsc masowych egzekucji z pierwszych dni sierpnia 1944 r. na Woli (tzw. rzeź Woli). Swoją wędrówkę rozpoczął ulicą Redutową, następnie ulicą Wolską skierował się na wschód.
Bazując na dostępnych mu źródłach, zaczął identyfikować poszczególne miejsca egzekucji z pierwszych dni sierpnia 1944 r. Odwiedził kościół św. Wawrzyńca, gdzie od 5 do 8 sierpnia 1944 r. Niemcy przeprowadzili wiele egzekucji. Zamordowali w samym kościele oraz na terenie przykościelnym kilkuset Polaków. Byli to mieszkańcy okolicznych zabudowań (w tym ok. 15 piekarzy z ul. Redutowej) oraz ranni leczeni w prowizorycznym punkcie opatrunkowym znajdującym się w podziemiach kościoła.
Dalej Krannhals zaszedł w okolice cmentarza prawosławnego i cerkwi pw. św. Jana Klimaka. Doszedł do miejsca, gdzie odbyły się liczne egzekucje, podczas których zamordowano przeszło 1,5 tys. osób. Spalono tam także ciała kolejnych 6 tys. ofiar. Zobaczył też miejsce przy nieistniejącym obecnie skrzyżowaniu ul. Wolskiej i Gizów, gdzie Niemcy zabili nieokreśloną liczbę ludzi, wysadzając dom, w którym się ukrywali. Stojące nieopodal kamienice były niemymi świadkami niemieckich mordów na ich mieszkańcach, do których dochodziło także na okolicznych skwerach i podwórkach.
Cały czas nie rozstając się z aparatem, dotarł w końcu do kościoła pw. św. Stanisława parafii św. Wojciecha (szerzej znanego także jako kościół św. Wojciecha). To właśnie tu Niemcy zorganizowali punkt zborny, do jakiego trafiali warszawscy cywile przed wyruszeniem w kierunku obozu przejściowego (Dulag 121) w Pruszkowie. Zanim jednak tam się udali, musieli przeżyć wiele szykan i tortur. Byli także ograbiani. Pilnujący okolicy Niemcy wyciągali z tłumu młode kobiety, które następnie gwałcili. Przyglądając się kolejnej fotografii, można zauważyć, że Krannhals doszedł do zabudowań Fabryki Obić i Papierów Kolorowych Franaszka. Zobaczył miejsce, gdzie Niemcy wyprowadzali ludzi na miejsce kaźni i palili zwłoki. Historyk dokonał też wizji budynku szpitala wolskiego przy ul. Płockiej (ob. Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc), a potem poszedł na ul. Chłodną w rejon kościoła pw. św. Karola Boromeusza. Tu zakończył swoją wędrówkę i dokumentowanie miejsc zbrodni.
Krannhals przyjechał do Warszawy 17 lat po wojnie. Choć w ciągu tego czasu zabudowa się zmieniła, wciąż mógł oglądać stojące nagrobki postawione przez bliskich ofiar oraz upamiętnienia w postaci krzyży i tablic w miejscach masowych egzekucji. Choć sporo już było budynków z okresu powojennego, to między nimi wciąż stały jeszcze zabudowania, które w swoich ostatnich chwilach widzieli polscy cywile mordowani przez niemieckich oprawców, a których my już zobaczyć nie możemy. Budynki te zostały bowiem wyburzone wiele lat po wojnie, a w ich miejscach stanęły osiedla mieszkaniowe i biurowce.
Zdjęcia Krannhalsa są ciekawe także z tego powodu, że wykonał on wręcz pedantyczną pracę, by pokazać topografię rozgrywającej się tragedii. Na fotografie naniósł oznaczenia ulic oraz lokalizację ważniejszych budynków. Są też adnotacje pokazujące, gdzie znajdowały się miejsca zbrodni, stanowiska niemieckich karabinów maszynowych czy stosy zwłok zamordowanych Polaków. Narysował to wszystko z ogromną dokładnością, dzięki czemu możemy spojrzeć na powstanie nieco inaczej. Ponadto zgromadzony przez Krannhalsa materiał jest doskonałym źródłem pokazującym warszawską Wolę we wczesnych latach sześćdziesiątych.
W spuściźnie, jaka pozostała po Krannhalsie, można znaleźć także inne zdjęcia. Wiele z nich przedstawia SS-Obergruppenführera Heinricha Friedricha Reinefartha oraz innych oficerów. W większości są to pododdziały SS i policji skierowane do tłumienia Powstania Warszawskiego. Można również dojrzeć pojedynczych żołnierzy Luftwaffe i Wehrmachtu. Trafiają się też kopie zdjęć powstańczych.
Nawrócony nazista
Swoją drogą, ciekawe jest to, dlaczego Krannhals z takim zapałem zabrał się do badania spraw polskich. Pewnym wytłumaczeniem może być to, że był historykiem, czyli miał przygotowanie zarówno warsztatowe, jak i merytoryczne. Niemieckich historyków mówiących po polsku i znających geografię i historię kraju nad Wisłą było w RFN niewielu. Badanie zbrodni niemieckich w Polsce wymagało zaś przynajmniej szczątkowej znajomości tych zagadnień. Ponadto Krannhals był tytanem pracy, nie dziwi więc, że zdołał zebrać takie materiały.
Nie tłumaczy to jednak tego, dlaczego były oficer polityczny niemieckiej armii, który otwarcie głosił antypolskie hasła, nagle przedzierzgnął się w badacza poloników. Gdzie leży prawda o jego przemianie? Krannhals był wytworem swoich czasów. Z pewnością zauważył, że w latach 60. ubiegłego wieku nastąpiła przemiana pokoleniowa. Do głosu zaczęli dochodzić młodzi ludzie urodzeni już po wojnie. Pomimo niechęci władz nie dało się już zatrzymać rozrachunków z przeszłością, choć wciąż najwięksi niemieccy zbrodniarze pozostali właściwie bezkarni. Wszczynane procesy były prowadzone niemrawo i często kończyły się niskimi wyrokami. Niemcy chronili swoich.
Krannhals mógł więc podjąć się tego typu działań z trzech powodów. Prowadzenie ekspertyz na potrzeby procesów mogło stanowić źródło dodatkowego zarobku. Przede wszystkim jednak było doskonałą okazją do przeprowadzenia własnych badań. Nietrudno też zauważyć, że Krannhalsa interesowały szczególnie te zbrodnie, które zostały popełnione przez SS i policję. Nawet nie spojrzał na miejsca, gdzie podczas powstania działał Wehrmacht.
Z książki Krannhalsa, która powstała m.in. na podstawie wniosków wyciągniętych z przedstawionej wyżej wizji lokalnej, można dojść do przekonania, że stara się on uwolnić żołnierzy Wehrmachtu od odpowiedzialności za zbrodnie wojenne popełnione w okresie Powstania Warszawskiego. Stają się oni w jego oczach ludźmi, którym bliżej do rycerzy niż do ludobójców. Może więc to wszystko służyło temu, by zdjąć z nich odium zbrodniarzy?
Opisaną powyżej kolekcję fotografii będzie można niebawem obejrzeć na wystawie zorganizowanej przez Instytut Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego w Wolskim Centrum Kultury przy ul. Górczewskiej 15.
Rafał Brodacki
Artykuł z 30/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
