Jak zabijano koszmar. "Polio było przerażające"Jak zabijano koszmar. "Polio było przerażające. Kto już na nią zachorował, nie miał najmniejszej szansy, by kiedykolwiek w pełni wyzdrowieć"

Pewien człowiek sprawił jednak, że można było na nią nigdy nie zapaść. Nazywał się Hilary Koprowski i kiedy się urodził, polio właśnie zaczynało wkraczać w swoją najbardziej drapieżną fazę.
Kto zachorował, nie miał szansy wyzdrowieć. Jeśli nie zmarł, zostawał inwalidą. Polio – zmorę dzieciństwa połowy XX w. – pokonała szczepionka wynaleziona przez Polaka. Choć nie tylko ona przyczyniła się do zwalczenia tej choroby.
Od kiedy niemiecki lekarz Jakob Heine odkrył ją w połowie XIX w., miała wiele nazw. Określana była jako niemoc kończyn dolnych, paraliż dziecięcy, ostre nagminne porażenie dziecięce, zapalenie rogów przednich rdzenia kręgowego. Ostatecznie do obiegu weszły dwie, stosowane wymiennie. Pierwsza to polio, będące dziennikarskim skrótem od poliomyelitis, czyli istota szara – jest to bowiem zapalenie szarej substancji rdzenia kręgowego. Druga zaś to choroba Heinego-Medina, od nazwisk odkrywców, czyli wspomnianego już Heinego, który po raz pierwszy opisał ją jako jednostkę chorobową, oraz szwedzkiego pediatry Karla Oskara Medina, który pół wieku później opublikował raport o jej epidemicznym charakterze.
Znano ją wcześniej. W starożytnym Egipcie na wielu malowidłach widać postaci o specyficznie zdeformowanych nogach, które z całą pewnością były jej efektem. Nieco później opisywali chorobę Hipokrates i Galen, a w XVIII w. zapadł na nią słynny szkocki powieściopisarz Walter Scott. Ale tak naprawdę polio stało się plagą pierwszej połowy XX w. Jej pierwsza wielka epidemia wybuchła w 1916 r., największe zaś jej nasilenie przypadło na okres bezpośrednio po II wojnie światowej. Występowała na całym świecie, ale jej główne skupiska pojawiły się w krajach o wysokim poziomie higieny i zamożności: w Europie Zachodniej, Kanadzie, Australii i przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, gdzie zachorowało wówczas ok. 40 tys. osób.
Amerykański autor David M. Oshinsky opisał jej przebieg z perspektywy miasta San Angelo w zachodnim Teksasie, gdzie „odnotowano 420 przypadków, jeden na 124 osoby. 84 pacjentów zostało trwale sparaliżowanych, a 28 osób zmarło”. Dodawał też, że „żadna inna choroba nie wywołała takiej determinacji i paniki jak polio. Z uzasadnionych powodów. Choroba Heinego-Medina pojawiała się bez jakiejkolwiek zapowiedzi. Nie było sposobu, aby przewidzieć, kto zachoruje, a kogo polio oszczędzi. Część chorych umierała, reszta zostawała inwalidami. Ich życie na zawsze naznaczone było wózkami inwalidzkimi, kulami, aparatami ortopedycznymi, respiratorami, zdeformowanymi kończynami”.
I to właśnie w polio było najbardziej przerażające. Kto już na nią zachorował, nie miał najmniejszej szansy, by kiedykolwiek w pełni wyzdrowieć.
Pożytki ze szczurów
Pewien człowiek sprawił jednak, że można było na nią nigdy nie zapaść. Nazywał się Hilary Koprowski i kiedy się urodził, polio właśnie zaczynało wkraczać w swoją najbardziej drapieżną fazę. W 1916 r. w Warszawie występowało również – młody Koprowski z pewnością miał świadomość istnienia choroby, choć początkowo chyba nie zaprzątała mu ona głowy. Podjął co prawda studia na wydziale medycznym Uniwersytetu Warszawskiego, ale była to raczej próba uzyskania dobrego zawodu niż życiowa pasja. Tę stanowiła muzyka – równolegle studiował w warszawskim konserwatorium, później zaś pogłębiał umiejętności w rzymskiej szkole artystycznej – Akademii św. Cecylii. Uciekł do Włoch w przededniu niemieckiej agresji na Polskę. Dziwny był to wybór jak na osobę narodowości żydowskiej, ale nie można wykluczyć, że Koprowski uznał, iż „pod latarnią zawsze najciemniej”. Był człowiekiem zamożnym, biegle władał kilkoma językami, a jego wygląd zupełnie nie zdradzał pochodzenia – zaś jedną z najbardziej wybijających się cech jego charakteru była skłonność do podejmowania ryzyka. Co zresztą bardzo mu się przydało w późniejszych badaniach.
Najwyraźniej jednak pod wpływem sukcesów niemieckich na europejskich frontach i we Włoszech sytuacja zaczęła się zagęszczać. Już w 1940 r. opuszcza więc Italię i przez Portugalię dociera do Ameryki Południowej, gdzie na kolejne cztery lata osiada w Rio de Janeiro. I tam właśnie na poważnie zetknął się z wirusologią. Podjął mianowicie pracę w laboratorium wirusologicznym Fundacji Rockefellera, gdzie współpracował przy tworzeniu szczepionki przeciwko żółtej febrze. Nie ma pewności, ale możliwe, że właśnie tam, pod wpływem genialnego wirusologa Maxa Theilera, wpadł na pomysł opracowania szczepionki przeciwko polio. Kiedy w 1944 r. przeprowadził się do USA i podjął pracę w laboratoriach firmy Lederle w Pearl River niedaleko Nowego Jorku, w swoich pracach wykorzystywał w każdym razie doświadczenia Theilera.
Koprowski był bardzo zdolnym i utalentowanym człowiekiem. Świetnie grał na fortepianie, mówił biegle kilkoma językami, był znawcą dobrego jedzenia i wina. Swoim urokiem, wulkanicznym temperamentem i gotowością do podejmowania ryzyka potrafił zarówno zainspirować, jak i zastraszyć innych
– pisał amerykański historyk nauki Oshinsky.
Nic też dziwnego, że młodego naukowca włączył do swojego zespołu, uznawany za doskonałego wirusologa, Herald Cox. Laboratoria Lederle były wówczas miejscem, gdzie działy się rzeczy ważne dla świata. Tam właśnie zsyntetyzowano witaminę B, tam opracowano bardzo silny antybiotyk aureomycynę. Jednak to właśnie polio było chorobą, na której leczenie panował wówczas najsilniejszy medialny nacisk. Z tego choćby powodu, że od 1916 r. choroba nigdy nie zanikła i odzywała się co rusz w równych miejscach Ameryki. Głównie chyba jednak dlatego, że zmarł właśnie dotknięty nią prezydent USA Franklin Delano Roosevelt.
Dwa lata po śmierci prezydenta w 1947 r. Koprowski wstrzyknął wirusa polio bezpośrednio do czaszek myszy. Następnie ich mózgi zmieszał z roztworem soli fizjologicznej i tak przygotowany preparat trafił z kolei do mózgów szczurów bawełnianych – naturalnie odpornych na chorobę. Procedurę powtórzył kilkanaście razy, aż uznał, że otrzymany wirus został na tyle osłabiony, by w formie szczepionki podać go doustnie małpom.
Następnie podał im dawki zjadliwego wirusa polio typu II, by zobaczyć, czy po jego szczepionce nabrały odporności. Żadna z dziewięciu małp nie zachorowała na polio, co sugerowało, że szczepionka jest skuteczna
– tłumaczył Oshinky.
I tak właśnie wyglądał pierwszy krok w kierunku zwalczenia najbardziej przerażającej choroby tamtych czasów.
Lekarzu, zaraź się sam
W tamtych czasach wirusologia była zawodem bardzo wysokiego ryzyka, a wiązało się to z etosem pracy – twórca szczepionki testował ją najpierw na sobie. Na początku stulecia badacz żółtej febry Jesse Lazear zmarł na nią, gdy dobrowolnie dał się ukąsić zarażonemu komarowi. Kilka lat później Joseph Goldberger, chcąc udowodnić, że pelagra nie jest chorobą zakaźną, wstrzykiwał sobie krew chorych, a nawet połykał drobne elementy ich odchodów. Koprowski również należał do tego pokolenia badaczy i wiedział, że zanim rozpocznie testy na dzieciach, najpierw musi zaryzykować sam. Jak się jednak rzekło – ryzyko leżało w jego naturze.
„Test prawdy” rozpoczął zimą 1948 r. wraz z asystentem Thomasem Nortonem. Przygotowali mieszankę rdzenia kręgowego i mózgu zakażonego szczura. Anegdota mówi, że po wypiciu obaj stwierdzili, że miało to smak oleju z wątroby dorsza. „»Jeszcze kieliszeczek?« – zapytał Norton. »Lepiej nie, prowadzę«, odpowiedział Koprowski” – jak opowiadał Oshinsky. Żaden z nich nie zachorował. Dla Koprowskiego nie oznaczało to jednak końca ryzyka, ponieważ na dalsze testy zdecydował się… nielegalnie, a pod względem moralnym – bardzo wątpliwie.
Otóż pierwsze testy na dzieciach rozpoczął w 1950 r. w „ośrodku dla ociężałych umysłowo i epileptyków” w Letchworth w stanie Nowy Jork. Ośrodek cieszył się dobrą opinią, podobnie jak prowadzący go lekarz, bliski przyjaciel Koprowskiego, George Jervis. I podobno to właśnie on miał poprosić polskiego badacza o przeprowadzenie testów na swoich podopiecznych. Jervis jednak nie zgłosił tego urzędnikom stanowym, a Koprowski swoim przełożonym. Zaszczepiono wówczas 19 dzieci i żadne z nich nie wykazało objawów chorobowych. W tym właśnie momencie stało się już zupełnie jasne, że szczepionka jest skuteczna.
Wyniki testu – w którym dość mocno nadużyto słowa „ochotnik” – opublikował w 1952 r., ale w środowiskach naukowych przedstawiał je już rok wcześniej. Nie obeszło się bez ataków za wykorzystywanie dzieci do testów, w dodatku bez zgody ich opiekunów. Choć były też głosy pochwalające odwagę Koprowskiego. Sam Max Theiler, który dokładnie w tym momencie zakończył prace nad szczepionką przeciwko żółtej febrze, za co dostał nawet Nagrodę Nobla, przyznał, że był to punkt zwrotny w rozwoju udanej szczepionki, chwalił odwagę młodszego kolegi i dopingował go. Koprowski miał jednak świadomość swojego nadużycia.
Gdybyśmy teraz zrobili taki test, trafilibyśmy do więzienia, a firma zostałaby pozwana
– przyznawał już pod koniec życia, choć nic nie wskazuje na to, by miał wyrzuty sumienia.
To, że uniknął poważniejszych konsekwencji, wiązało się zapewne z tym, że polio wciąż wywoływało medialną panikę, a właśnie rok 1952 był najgorszy w historii choroby. W USA chorowało wówczas blisko 60 tys. ludzi, z czego 3 tys. zmarło, 20 tys. zostało trwale sparaliżowanych, reszta w mniejszym lub większym stopniu została inwalidami do końca życia. Do Koprowskiego przylgnęła jednak opinia naukowca bardzo kontrowersyjnego, co będzie miało jeszcze swoje skutki.
Globalne problemy, dziecinne ambicje
Koprowski nie był oczywiście sam. Nad swoimi szczepionkami przeciwko polio pracowali wówczas starsi i bardziej znani badacze: Jonas Salk i Albert Sabin – ten ostatni, nawiasem mówiąc, również pochodził z polskiej rodziny żydowskiej, tyle że z Białegostoku. Obaj jednak ukończyli swoje prace już po Koprowskim. Salk w 1954 r., szczepionkę Sabina podano zaś po raz pierwszy sześć lat później – choć pracowali równolegle, pierwszeństwo należy się więc jednak Koprowskiemu. Rzecz ciekawa, że obaj polscy emigranci zastosowali niezależnie od siebie zbliżoną metodę – pracowali z wykorzystaniem żywego wirusa, podczas gdy Salk na organizmie martwym.
W przeciwieństwie do szczepionki Koprowskiego, która wywoływała zarówno odpowiedź ogólnoustrojową, jak i miejscową, szczepionka Salka dawała tylko odpowiedź ogólnoustrojową. Nigdy nie stwierdzono poważnych reakcji ubocznych w przypadku tej pierwszej, po stosowaniu szczepionki Salka dochodziło jednak do ciężkich powikłań u dzieci w różnych stanach USA
– pisał prof. Andrzej Śródka, dodając, że szczepionka opracowana przez Sabina ustępowała pod względem bezpieczeństwa tej Koprowskiego. Mimo to amerykańska Fundacja do Walki z Paraliżem Dziecięcym rekomendowała właśnie tę ostatnią i ona też weszła do powszechnego obiegu na terenie USA.
Obaj przegrani w tej rywalizacji natychmiast skomentowali tę decyzję jako polityczną i posuwali się do negowania osiągnięć kolegów. Wcale nie można tego wykluczyć, chodziło przecież o duże pieniądze i sławę. „Oni walczyli jak psy o kość” – komentował ich spór jeden z obserwatorów.
Salk, Sabin, Koprowski – chętnie bym obejrzał drużynowy wrestling w ich wykonaniu
– dodawał z pewnym niesmakiem inny. Prawda jest bowiem taka, że nie cierpieli się wzajemnie i nie chcieli nawet słyszeć o jakiejkolwiek współpracy. Prawdą jest jednak również, że w tym czasie, gdy oni sami zachowywali się jak obrażone dzieci, szczepionki każdego z nich ocaliły miliony na całym świecie – mimo pewnych kontrowersji ostatecznie wszystkie okazały się skuteczne na tyle, by w pierwszej połowie lat 60. polio praktycznie przestało istnieć, a pokolenie dzisiejszych 60-latków jest pierwszym, które wychowywało się już bez strachu przed inwalidztwem.
Najbardziej poszkodowany w tej trójce Koprowski ocalił przed polio Afrykę – gdzie stosowano jego szczepionkę. Wiąże się z tym zresztą teoria spiskowa, którą 30 lat później, w 1992 r., opublikował magazyn „Rolling Stone”, oskarżając Koprowskiego o stworzenie wirusa HIV – niejako na marginesie badań nad szczepionką, poprzez testowanie jej na afrykańskich małpach. Rozwojowi teorii nie przeszkodziło niestety ani sprostowanie redakcji, ani prosty fakt, że były to małpy azjatyckie. Ani nawet to, że dokładnie w tym samym momencie, gdy szczepiono mieszkańców Konga i Rwandy, 9 mln dawek tej samej szczepionki, z inicjatywy Koprowskiego i zupełnie za darmo trafiło do Polski, redukując polio z 6 tys. przypadków w 1958 r. do zaledwie siedmiu pięć lat później. Pierwszy przypadek AIDS zanotowano tu dopiero ćwierć wieku później.
Natomiast Hilary Koprowski spokojnie dożył blisko setki w zasadniczo dobrym zdrowiu. Zmarł osiem lat temu.
Artykuł z 48/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
