Jak piłkarze zwolnili trenera Kuleszę, afera na Okęciu
Jak piłkarze zwolnili trenera Kuleszę, czyli afera na Okęciu. "Niektórzy z nich balowali do godzin porannych"

Terlecki podpadł wiceprezesowi PZPN, a zarazem zastępcy komendanta stołecznego Milicji Obywatelskiej...
Niedawne odejście Paulo Sousy ze stanowiska selekcjonera polskiej reprezentacji odbywało się w atmosfer ze skandalu. W podobnych okolicznościach żegnał się z kadrą Ryszard Kulesza 31 lat wcześniej . W przeciwieństwie jednak do Portugalczyka nie porzucił swoich piłkarzy, a wręcz przeciwnie – zapłacił wysoką cenę za ich obronę…
Reprezentacja Polski wylatywała 29 listopada 1980 r. do Włoch na zgrupowanie przed meczem eliminacyjnym mistrzostw świata 1982 z Maltą. Dzień wcześniej nasi futboliści – co nie było zresztą niczym nadzwyczajnym – „poszli w miasto”. Niektórzy z nich balowali (pili) do godzin porannych. Tak było m.in. w przypadku znakomitego bramkarza Józefa Młynarczyka, który trafił (wraz z napastnikiem Włodzimierzem Smolarkiem) do Adrii. Tam spotkali zaprzyjaźnionego z nimi redaktora Wojciecha Zielińskiego. W efekcie Młynarczyk do hotelu, w którym była zakwaterowana reprezentacja, dotarł około siódmej rano. Tu już czekał na niego kierownik reprezentacji płk Roman Lisiewicz. O zaistniałej sytuacji poinformował on (wraz z drugim trenerem Bernardem Blautem) selekcjonera Ryszarda Kuleszę. Ten pod ich naciskiem, głównie Lisiewicza, podjął decyzję o pozostawieniu reprezentacyjnego bramkarza w kraju, o czym piłkarze dowiedzieli się przy wsiadaniu do autokaru, który miał ich zawieźć na lotnisko. W obronie kolegi wystąpili Zbigniew Boniek, Stanisław Terlecki i Władysław Żmuda, którzy bezskutecznie próbowali przekonać do zmiany decyzji Blauta. W tej sytuacji zaproponowali, aby decyzję na lotnisku podjął sam Kulesza, a nawet zagrozili, że bez Młynarczyka nie polecą. Bez skutku, wobec czego Terlecki swym prywatnym samochodem zawiózł bramkarza na lotnisko.
