87. rocznica napaści Niemców na Polskę87. rocznica napaści Niemców na Polskę

FacebookTwitter

1 września 1939 r. Polska została napadnięta przez Niemcy. Rozpoczęła się w ten sposób II wojna światowa, choć Hitler liczył na polityczne i militarne osamotnienie Polski.

Agresja Niemiec na Polskę była konsekwencją fiaska rachub Hitlera na wciągnięcie Warszawy w orbitę swoich wpływów. Od dojścia do władzy wódz III Rzeszy kokietował polski rząd. W 1934 r. zawarł z nim pakt o nieagresji (deklarację o niestosowaniu przemocy) i wyciszył antypolską propagandę, która była stałym elementem polityki Republiki Weimarskiej. Żadnego sojuszu z Hitlerem nie chciał jednak Józef Piłsudski, a politykę jednakowego dystansu do dwóch wielkich sąsiadów – Niemiec i ZSRR – starali się kontynuować następcy Marszałka.

Jesienią 1938 r., gdy Polska zajęła Zaolzie i de facto do spółki z Hitlerem wzięła udział w rozbiorze Czechosłowacji, wielu polityków na Zachodzie odniosło jednak wrażenie, że Polska znalazła się w orbicie III Rzeszy. Taką nadzieję miał również Hitler, składając Polsce propozycję przystąpienia do paktu antykominternowskiego i zbudowania eksterytorialnej autostrady przez „polski korytarz” do Prus Wschodnich.

Rząd polski uznał, że przyjęcie tej oferty byłoby równoznaczne z podporządkowaniem się większemu sąsiadowi. Resztkę wątpliwości co do zamiarów Hitlera Warszawa straciła w marcu 1939 r., gdy Wehrmacht, łamiąc warunki zawartego zaledwie kilka miesięcy wcześniej w Monachium układu, zajął Pragę. To zdarzenie zmieniło również politykę Zachodu. 31 marca 1939 r. jednostronnych gwarancji bezpieczeństwa – na wypadek agresji ze strony Niemiec - udzieliła Polsce Wielka Brytania. Jak się miało wkrótce okazać – ta deklaracja nie miała pokrycia w realnych działaniach, bo Wielka Brytania nie była przygotowana do prowadzenia wojny. Pociągnęła za to za sobą kolejną decyzję Hitlera: brytyjskie gwarancje były dla niego pretekstem do wypowiedzenia układu z Polską z 1934 r.

"Nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę"

Od tamtego momentu wypadki nabrały tempa. Do historii przeszło wygłoszone 5 maja 1939 r. w Sejmie przemówienie Józefa Becka. Polski minister spraw zagranicznych wyjaśnił powody odrzucenia propozycji Hitlera – zawarcia nowego układu w zamian za uznanie niemieckich roszczeń terytorialnych. Beck mówił: 

Motywem dla zawarcia takiego układu byłoby słowo »pokój«, które pan kanclerz Rzeszy z naciskiem w swym przemówieniu wymieniał. Pokój jest na pewno celem ciężkiej i wytężonej pracy dyplomacji polskiej. Po to aby to słowo miało realną wartość, potrzebne są dwa warunki: pokojowe zamiary, pokojowe metody postępowania. Jeżeli tymi dwoma warunkami rząd Rzeszy istotnie się kieruje w stosunku do naszego kraju, wszelkie rozmowy, respektujące oczywiście wymienione przeze mnie uprzednio zasady, są możliwe. Gdyby do takich rozmów doszło – to rząd Polski swoim zwyczajem traktować będzie zagadnienie rzeczowo, licząc się z doświadczeniami ostatnich czasów, lecz nie odmawiając swej najlepszej woli

- podkreślił.

Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor

- powiedział na zakończenie.

Hitler uznał, że i tak podporządkuje sobie Polskę. Zdawał sobie sprawę, że Wielka Brytania i Francja nie są przygotowane do tego, żeby udzielić Polsce skutecznej pomocy wojskowej. Jedynym krajem, który – jak się obawiał – może pokrzyżować jego plany, był ZSRR. Żeby temu zapobiec, złożył Stalinowi ofertę radziecko-niemieckiego układu. Tzw. pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. dawał Hitlerowi wolną rękę w jego planach w stosunku do Polski. Zaledwie kilka dni później rozpoczęła się II wojna światowa.

Wojska niemieckie przekroczyły granicę polską bez aktu formalnego wypowiedzenia wojny 1 września. Wśród pierwszych celów ataku znalazła się polska placówka wojskowa w Wolnym Mieście Gdańsku na Westerplatte oraz zbombardowany przez Luftwaffe Wieluń. Od początku atakowane były nie tylko cele wojskowe, ale też cywilne. Hitler tak instruował w tej sprawie swoich generałów:

Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś oznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły. Nawet gdyby wojna miała wybuchnąć na Zachodzie, zniszczenie Polski musi być pierwszym naszym zadaniem. Decyzja musi być natychmiastowa ze względu na porę roku. Podam dla celów propagandowych jakąś przyczynę wybuchu wojny. Mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna, czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. W sprawach związanych z rozpoczęciem i prowadzeniem wojny nie decyduje prawo, lecz zwycięstwo. Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni.

Niemiecki plan ataku zakładał, że za pomocą lotnictwa, wojsk zmotoryzowanych i pancernych uda się przełamać polskie pozycje obronne, wedrzeć się na głębokie tyły i rozbić okrążone oddziały polskie. Koncentryczne uderzenia w kierunku Warszawy poszczególne niemieckie formacje wyprowadziły ze Śląska, Prus Wschodnich i Pomorza Zachodniego.

Strona niemiecka, przystępując do wojny z Polską, wystawiła 1 mln 850 tys. żołnierzy, 11 tys. dział, 2800 czołgów i 2 tys. samolotów. Wojsko Polskie dysponowało dwukrotnie mniejszą liczbą żołnierzy (950 tys.), ponaddwukrotnie mniejszą liczbą dział (4,8 tys.), czterokrotnie mniejszą liczbą czołgów (zaledwie 700, w większości w porównaniu z niemieckimi przestarzałych) i pięciokrotnie mniejszą liczbą samolotów (400). Przewaga niemiecka na głównych kierunkach uderzeń była jeszcze większa.

Sytuację militarną Polski pogarszała długość granicy z Niemcami, która po zajęciu przez III Rzeszę Moraw i wkroczeniu niemieckich wojsk na Słowację liczyła ok. 1600 km. Umożliwiało to zaatakowanie Polski z zachodu, północy i południa.

Przygotowując plany obrony, dowództwo polskie nie przesunęło wojsk na linię Narwi, Wisły i Sanu, z punktu widzenia wojskowego najkorzystniejszą, ale zgrupowało większe siły w rejonach przygranicznych.

Zdecydowano się na takie posunięcie z powodów politycznych. Nie chciano bowiem oddawać bez walki Pomorza i Śląska, obawiając się, że Niemcy po zajęciu tych terenów zakończą działania militarne, oświadczając, iż naprawione zostały w ten sposób „krzywdy” wyrządzone przez traktat wersalski, i następnie zwrócą się o międzynarodową mediację. Obawiano się także tego, że przemarsz niemieckiej armii przez polskie terytorium opuszczone przez Wojsko Polskie bardzo źle wpłynie na morale społeczeństwa i złamie w nim wolę walki.

Wojska niemieckie od samego początku walk odnosiły sukcesy. Luftwaffe po zdobyciu panowania w powietrzu rozpoczęło bombardowanie szlaków komunikacyjnych, zgrupowań polskich wojsk, a także dokonywało nalotów na miasta. Wojska pancerne wspierane przez piechotę przełamywały polskie linie obrony i wychodziły głęboko na tyły. Strona niemiecka miała nie tylko przewagę liczebną, ale dysponowała również nowocześniejszym uzbrojeniem i sprzętem.

3 września związane z Polską układami sojuszniczymi Wielka Brytania i Francja przekazały władzom III Rzeszy ultimatum, w którym domagały się od Niemiec natychmiastowego wstrzymania działań wojennych i wycofania swoich wojsk z terytorium Polski. Po jego odrzuceniu rządy obu państw wypowiedziały Niemcom wojnę. Tym samym Hitlerowi nie udała się izolacja konfliktu polsko–niemieckiego i powtórzenie scenariusza z Monachium.

Pomimo wypowiedzenia wojny Niemcom wojska brytyjskie i francuskie nie podjęły jednak żadnych efektywnych działań militarnych przeciwko III Rzeszy. Polska pozostała więc w konflikcie z Niemcami osamotniona.

Po wygranej bitwie granicznej wojska niemieckie zaczęły coraz bardziej zagrażać stolicy. W nocy z 4 na 5 września rozpoczęto ewakuację urzędów centralnych i rządowych. 6 września Warszawę opuścił rząd i marszałek Edward Rydz-Śmigły, który przeniósł swoją kwaterę do Brześcia nad Bugiem.

Walczące oddziały rozkazem Naczelnego Wodza miały tworzyć linię obrony wzdłuż Narwi, Wisły i Sanu.

8 września pierwsze oddziały niemieckie dotarły pod Warszawę. Nie udało im się wprawdzie zająć miasta prosto z marszu, ale po trwającym prawie trzy tygodnie oblężeniu broniące stolicy polskie wojsko skapitulowało.

Wcześniej, 17 września, łamiąc pakt o nieagresji z 1932 r., na teren Rzeczypospolitej wkroczyła Armia Czerwona. Liczącym w sumie ok. 1,5 mln żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1,8 tys. samolotów formacjom Polska mogła przeciwstawić tylko nieliczne oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza. Na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej najwyższe władze RP – z prezydentem Ignacym Mościckim, marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym i członkami rządu – przez granicę w Zaleszczykach udały się do Rumunii.

Nawet w takiej sytuacji część polskich formacji stawiała skuteczny opór Niemcom. Od 17 września pod Tomaszowem Lubelskim armie „Kraków” i „Lublin” toczyły bój z Niemcami, usiłując przedostać się na tzw. przedmoście rumuńskie. Skapitulowały dopiero 20 września, po wyczerpaniu amunicji.

Do 28 września broniła się Warszawa, a do 2 października załoga Helu.

6 października zakończyła walkę ostatnia duża polska formacja - Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga, która przedzierając się w kierunku stolicy, toczyła boje i z Wehrmachtem, i z Armią Czerwoną.

Wojna obronna 1939 r., nazywana też kampanią wrześniową, zakończyła się klęską Polski i zajęciem całego państwa przez Niemcy i ZSRR. Nie spełniły się jednak nadzieje Hitlera na polityczną i militarną izolację Polski. Wielka Brytania i Francja nie wywiązały się wprawdzie ze swoich sojuszniczych zobowiązań (aż do wiosny 1940 r. sytuację na Zachodzie określano terminem „dziwna wojna”), ale pokonana Polska nie skapitulowała, a struktury państwowe i wojskowe zachowały ciągłość.

źr. wPolityce.pl za PAP

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.