Ukraińskie zboże znów zaleje Polskę? Kijów chce od UE 220 mln euroZboże z Ukrainy znów zaleje Polskę? Rząd rozmawia, Kijów chce 220 mln euro
Żniwa w zachodniej i południowej Polsce są już niemal zakończone, a na północy kraju dopiero na półmetku. Tymczasem są poważne obawy, że znów grozi nam zalew ukraińskiego zboża. Przed takim scenariuszem ostrzega były europoseł Jacek Saryusz-Wolski. "Droga czarnomorska jest zablokowana, Ukraina negocjuje z Rumunią, Polską, Węgrami, Słowacją i Mołdawią, aby przesłać więcej zboża drogą lądową. (...) organizacje rolnicze twierdzą, że niektóre transporty rzekomo wysłane do innych krajów, nigdy nie opuszczają Polski" - napisał na X ekonomista. Jednocześnie kijów domaga się do UE 220 mln euro bezzwrotnej pożyczki dla swoich rolników.
Żniwa się kończą i rolnicy już wiedzą, że plony są niższe nawet o 25 proc. Nie będzie to jednak oznaczać podniesienia cen w skupie, bo na horyzoncie pojawia się ukraińskie zboże. Ukraina znów chce przesyłać je drogą lądową przez Polskę na Zachód, ponieważ czarnomorskie porty są zablokowane w związku z rosyjskimi atakami. Jak pokazał rok 2023 mimo zacieśnienia kontroli transportów kolejowych jadącego z Ukrainy zboża, dochodziło do licznych nadużyć i wyładowywania go w Polsce. Przed takim scenariuszem ostrzega ekspert i były europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Okazuje się, że rząd Donalda Tuska już prowadzi rozmowy w Kijowem ws. tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę.
CZY UKRAIŃSKIE ZBOŻE ZNOWU WLEJE SIĘ NA POLSKI RYNEK?
Zwykle obfity eksport zboża Ukrainy utknął w kraju - uwięziony między rosyjskimi atakami na Morzu Czarnym, suszą na Dunaju i nieufnością wśród najbliższych sąsiadów Kijowa jak Polska. Świeże prośby Kijowa - i naleganie, że zboże będzie tylko tranzytowane przez sąsiadów z UE - skłoniły Warszawę do zapewnienia własnych rolników, że nic z tego nie trafi do Polski. Ponieważ droga czarnomorska jest zablokowana, Ukraina negocjuje z Rumunią, Polską, Węgrami, Słowacją i Mołdawią, aby przesłać więcej zboża drogą lądową. Warszawa w dotąd była nieugięta, żeby jej embargo zbożowe pozostało w mocy.
Ale podczas gdy ukraińskie zboże miało nie być sprzedawane w Polsce, rząd rozmawia teraz z Kijowem, aby pomóc je przewieźć tranzytem. Rozmowy z Kijowem "dotyczą wyłącznie sprawnego transportu ukraińskiego zboża do krajów trzecich tranzytem przez Polskę, a nie jego wpuszczenia na polski rynek", powiedział rzecznik polskiego MSZ Maciej Wewiór
- napisał na X Jacek Saryusz-Wolski powołując się na ustalenia "Politico".
Transporty mogą utknąć w Polsce
Kijów mocno naciska na Brukselę, aby wywarła wpływ m.in. na polski rząd i pomogła przepchnąć zgodę na tranzyt zboża przez nasze terytorium. Ponieważ ataki rakietowe na Morzu Czarnym ograniczyły eksport drogą morską, ukraińskie zboże może iść drogą lądową przez Polskę, Rumunię czy Węgry. Rolnicy z krajów graniczących z Ukrainą obawiają się, że zamiast tranzytu zafunduje się im destabilizację rynku zboża i biedę zaraz po żniwach, ponieważ ukraińskie zboże w sposób niekontrolowany będzie tu rozładowywane.
Dla polskich rolników zapewnienie, że zboże będzie tylko przejeżdżać przez Polskę bez przerwy na rozładunek, nie jest wiarygodne, a organizacje rolnicze twierdzą, że niektóre transporty rzekomo wysłane do innych krajów, nigdy nie opuszczają Polski. Gustaw Jędrejek, szef Lubelskiej Izby Rolniczej i jeden z liderów blokad granicznych, twierdzi, że transporty są rejestrowane elektronicznie jako dostarczone do innych krajów, podczas gdy samo zboże zostaje sprzedawane w Polsce. Dokumenty podróżują do na Litwę, Czechy lub Słowację - a zboże zostaje w Polsce" - powiedział. Polski rząd konsekwentnie zaprzeczał takim zarzutom. Zapytany, czy ufa zapewnieniom, że dodatkowe ukraińskie zboże po prostu przejedzie tranzytem przez kraj, Jędrejek odpowiedział jednoznacznie: “Absolutnie w to nie wierzę."
- ostrzega Saryusz-Wolski.
Kijów chce 220 mln euro dla swoich rolników
Jakby tego było mało Kijów domaga się od Komisji Europejskiej 220 mln euro bezzwrotnej pożyczki dla swoich rolników. Oczywiście pieniądze będą pochodziły z unijnego budżetu, na który kraje wspólnoty łożą. Ukraina nie chce, aby jej rolnicy sprzedawali zboże po zaniżonych cenach.
Unijny grant miałby zostać wykorzystany do dopłat do oprocentowania kredytów oraz częściowego pokrycia ryzyka bankowego w ramach ukraińskiego programu preferencyjnych pożyczek „5-7-9 proc. Według założeń Kijowa 220 mln euro z UE pozwoliłoby uruchomić nawet 4 mld euro kredytów, oprocentowanych dla rolników na nie więcej niż 10 proc. rocznie
- informuje portal Topagrar.pl.
Z powodu blokowania przez Rosję eksportu morskiego tysiące ukraińskich rolników nie mogą sprzedać już wyprodukowanych produktów i uzyskać środków na dalszą działalność. Dlatego zwróciliśmy się do Komisji Europejskiej z propozycją wsparcia ukraińskich producentów poprzez rekompensatę odsetek od kredytów. Pozwoli to rolnikom zachować płynność, przeprowadzić jesienną kampanię siewną i uniknąć przymusowej sprzedaży produktów po zaniżonych cenach
- powiedział cytowany przez Latifundist minister rolnictwa Ukrainy Taras Wysocki.
koal/X/Topagrar.pl
