Po 7 miesiącach aż 141 mld zł deficytu i brakuje około 50 mld złPo 7 miesiącach aż 141 mld zł deficytu i brakuje jednomiesięcznych dochodów podatkowych, czyli około 50 mld zł

Minister finansów opublikował w ostatni poniedziałek komunikat o szacunkowym wykonaniu budżetu państwa za 7 miesięcy tego roku, z którego wynika, że deficyt przekroczył już 141 mld zł i brakuje prawie jednomiesięcznych dochodów podatkowych, czyli kwoty około 50 mld zł.
Dochody budżetowe zostały wykonane tylko w 51,6 proc., a dochody podatkowe na jeszcze niższym poziomie, bo 51 proc., natomiast upływ czasu to już ponad 58,3 proc. i choć trudno tutaj o idealną zgodność, to wynosząca blisko 8 pp rozbieżność i to już w II połowie roku, jest poważnym sygnałem, że zaplanowanych dochodów podatkowych i w tym roku nie uda się zrealizować (w 2024 roku zabrakło do planu aż 56 mld zł, a w 2025 roku prawie 42 mld zł). Także wydatki budżetowe po 7 miesiącach nie są w pełni zrealizowane, bo tylko w 51,7 proc., a więc nie wydano zgodnie z planem ponad 50 mld zł, co oznacza, że już teraz minister finansów przygotowuje się do cięć wydatków w końcówce roku.
Ponad 141 mld zł deficytu budżetowego za 7 miesięcy tego roku, to fragment większej całości, czyli pogłębiającej się zapaści polskich finansów publicznych w ciągu już ponad 2,5 roku rządów koalicji 13 grudnia i to mimo przyzwoitych poziomów wzrostu PKB w każdym z tych lat. Już pod koniec października 2024 roku, rząd Tuska zdecydował się na nowelizację budżetu, w wyniku której zwiększono deficyt budżetowy z 184 mld zł do 240 mld zł, choć ostatecznie został on zrealizowany w wysokości 211 mld zł, ale tylko dlatego, że wydatki budżetowe wykonano tylko w 96 proc. zaplanowanych, a więc były aż 32 mld zł mniejsze, niż planowano. Z kolei budżet na 2025 rok został zaplanowany z jeszcze wyższym deficytem w wysokości aż 289 mld zł i z jego szacunkowego wykonania wynika, że został zrealizowany w wysokości 276 mld zł, ale tylko dlatego, że znowu wydatki budżetowe zrealizowano w jeszcze niższej wysokości niż w 2024 roku, a więc w 94 proc., czyli o ponad 50 mld zł mniejszej niż planowano. Ale zupełnie dramatycznie pod tym względem wygląda rok 2026, bo to już trzeci budżet z deficytem aż 272 mld zł i wspomnianym już wynoszącym ponad 141 mld zł deficytem, zaledwie po 7 miesiącach tego roku, a tak naprawdę już z deficytem wynoszącym ponad 190 mld zł, ze względu na wykonanie wydatków, tylko na poziomie niecałych 51,7 proc. w stosunku do tych zaplanowanych.
Ale przecież nie tylko o deficyty budżetowe tu chodzi, rząd Tuska chętnie pożycza, także poza budżetem, żeby finansować zadania publiczne, co skutkuje tym, że dług publiczny liczony unijną metodą ESA2010, wyniósł w 2024 roku około 320 mld zł, w 2025 roku ponad 324 mld zł, a w 2026 roku, wg prognozy ma przekroczyć 400 mld zł. A więc tylko suma deficytów budżetowych za 3 lata wyniesie ok. 750 mld zł, a długu publicznego zbliży się do astronomicznej sumy 1,1 biliona złotych i to oznacza, że jesteśmy najszybciej zadłużającym się krajem w Unii Europejskiej. Ostrzega w tej sprawie Polskę, także KE, która ostatnio raporcie opublikowanym w lutym tego roku, podała dane, że jeżeli tempo zadłużania naszego kraju nie spowolni, to w ciągu 10 lat, a więc do roku 2036, dług publiczny przekroczy aż 107 proc. PKB, co oznaczałoby tak naprawdę, realizację wariantu greckiego.
Mimo coraz szybszego tempa zadłużania naszego kraju rządowi Tuska brakuje pieniędzy w zasadzie na wszystko, stąd wręcz dramatyczne starania ministra finansów Andrzeja Domańskiego, żeby pozyskiwać środki zewnętrzne w tym unijne i przy ich pomocy, choćby przejściowo poprawiać płynność budżet państwa. Stąd między innymi, co ujawnił prezes NIK, wykorzystywanie środków z KPO na poprawienie płynności budżetu (w 2024 roku aż 90 proc. środków z KPO zostało przeznaczenie na poprawienie płynności budżetu, a zaledwie 10 proc. na realizacje inwestycji zapisanych w tym programie, a chodziło o kwotę ponad 90 mld zł), a teraz jest wykorzystana w taki sam sposób zaliczka z programu SAFE. Ministrowie Kosiniak-Kamysz i Domański, mimo weta prezydenta, podpisali umowę tej pożyczki na początku maja, co oznacza, KE przekazało zaliczkę w wysokości 15 proc. całości jej kwoty, czyli około 6,5 mld euro, a więc ponad 28 mld zł. Z tych pieniędzy do końca czerwca do polskich zakładów zbrojeniowych zaledwie 157 mln zł a pozostałe 27,85 mld zł jest wykorzystywana do zapewnienia płynności budżetu, a wynoszący już ponad 141 mld zł deficyt budżetowy po 7 miesiącach tego roku, jest dobitnym tego potwierdzeniem.
Po 7 miesiącach ponad 141 mld zł deficytu, po stronie dochodowej brakuje już ok. 50 mld zł dochodów podatkowych, bo zostały one wykonane zaledwie w 51 proc., gdy upływ czasu wynosi dokładnie 58,3 proc., a więc są one niższe od planowanych aż o ponad 7 pp. Z kolei po stronie wydatkowej zrealizowano wydatki w wysokości prawie 51,7 proc., co oznacza, że są one o blisko 7 pp niższe od planu, a więc gdyby zostały zrealizowane w pełni, to deficyt budżetowy wyniósłby ponad 190 mld zł. To wszystko dzieje się w sytuacji, kiedy minister finansów, jak się to zgrabnie nazywa, urealnił dochody budżetowe (czyli jej obniżył), czego dobitnym przykładem jest zaplanowanie w 2026 roku dochodów z VAT na poziomie 341,5 mld zł, podczas gdy w 2025 roku były one zaplanowane na poziomie 350 mld zł. Co więcej, w 2026 roku przyjęto prognozę wzrostu PKB na poziomie 3,9 proc., inflację na poziomie 3 proc., co oznacza, że nominalny wzrost PKB to blisko 7 proc., a to jest właśnie baza do ustalania wpływów z głównego dochodu podatkowego, czyli VAT, który stanowi blisko 60 proc. wszystkich dochodów podatkowych. Wszystko to potwierdza, że minister finansów kompletnie nie panuje nad realizacją budżetu zarówno w latach poprzednich jak po 7 miesiącach tego roku, a w konsekwencji także nad sytuacją w finansach publicznych i to już trzeci rok z rzędu, co coraz wyraźniej grozi Polsce realizacją wariantu greckiego.
