Pani minister by chciała i obiecuje, ale to rząd decyduje
Pani minister by chciała i obiecuje, ale to rząd decyduje. A może sztab… wyborczy?

W kolejce do decydowania o cenach prądu w Polsce jest jeszcze jedno gremium – to sztab wyborczy przed przypadającymi na 2025 rok wyborami prezydenckimi.
Szefowa resoru Klimatu i Środowiska bardzo by chciała, byśmy w przyszłym roku nie płacili wyższych rachunków za prąd. I to jest dla nas dobra wiadomość, która wybrzmiała w radiu TOK FM, a powtórzyło ją wiele mediów. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie drobny szczegół – to nie minister Paulina Henning – Kloska będzie decydować, ale – co oczywiste –rząd. No, chyba że ostatecznie zdecyduje Komisja Europejska. W kolejce do decydowania o cenach prądu w Polsce jest jeszcze jedno gremium – to sztab wyborczy przed przypadającymi na 2025 rok wyborami prezydenckimi.
Gdy mowa o rządzie – to wiadomo – ma problem, bo Komisja Europejska objęła Polskę tzw. procedurą nadmiernego deficytu, więc trzeba zaciskać pasa i ciąć wydatki. Zatem szanse na utrzymanie cen energii z tego półrocza na przyszły rok nie są zbyt duże. Na dodatek nie sposób oprzeć się wrażeniu, że „zapowiedź ministry klimatu” to rodzaj politycznego zabiegu, skoro pada tuż po podwyżce rachunków (obowiązującej od 1 lipca). W końcu dobrze jest taką „niefajną sprawę” przykryć nowymi obietnicami na 2025 rok. Zwłaszcza, że drożejący prąd to problem wszystkich – nie tylko wyborców prawicy. Podwyżki są faktem, na dodatek niektórzy odbiorcy dostali faktury już z zupełnie nowymi stawkami i to wyższymi niż – formalnie obowiązujące w tym półroczu - 50 groszy za kilowatogodzinę
