Niemcy chcą blokady polskich złóż ropy! Żądają „przejęcia inicjatywy” Niemcy chcą blokady polskich złóż ropy! Żądają „przejęcia inicjatywy” na Bałtyku
Cztery organizacje ekologiczne chcą zablokowania inwestycji u polskich wybrzeży. Chodzi o odwierty na dnie Bałtyku niedaleko Świnoujścia, wskazujące na duże złoża ropy. Petycja w tej sprawie trafiła właśnie do rządu federalnego. Co więcej, jeszcze w zeszłym roku media za Odrą donosiły, że Berlin ma upomnieć się o zyski z przyszłego wydobycia ropy. - Całość odwiertów prowadzona jest po stronie polskiej. Żadne niemieckie instytucje nie mogą mieć wpływu na inwestycję – odpowiada na pretensje Niemców Dariusz Sobczyński, rzecznik prasowy Central European Petroleum Ltd. W rozmowie z portalem wPolityce.pl przedstawiciel kanadyjsko-norweskiej spółki prowadzącej prace, mówi też z czego mogą wynikać nerwowe reakcje sąsiada.
Odkrycie dekady w Europie
O złożach ropy na dnie Bałtyku w obrębie polskich granic zrobiło się głośno nieco ponad rok temu. Wówczas ujawniono, że zgodnie z badaniami spółki naftowo-gazowej Central European Petroleum Ltd. (CEP) zaledwie 6 km od Świnoujścia znajdują się złoża o zasobach szacowanych na 22 mln ton ropy naftowej oraz 5 mld m³ gazu ziemnego.
Co więcej, kanadyjsko-norweska spółka oblicza potencjał całej koncesji Wolin na ponad 33 mln ton ropy oraz 27 mld m³ gazu ziemnego.
Rolf Skaar, prezes CEP, określił wówczas, że to „największe w historii Polski odkrycie konwencjonalnych węglowodorów i jedno z największych konwencjonalnych odkryć ropy naftowej w Europie w ostatniej dekadzie”.
„Niemcy muszą przejąć inicjatywę!”
Jak można się było tego spodziewać wkrótce potem odezwały się niemieckie organizacje ekologiczne alarmując o zagrożeniu płynącym dla środowiska w związku z polskim odkryciem. W sukurs przyszły im władze samorządowe po drugiej stronie Odry, które roztoczyły wizję umierających plaż na Zatoce Pomorskiej.
Sprawa odżyła latem tego roku, gdy cztery niemieckie organizacje ekologiczne postanowiły zjednoczyć siły i zebrać podpisy pod inwestycją na polskim terenie.
Jak czytamy w najnowszych informacjach „Niemieckiej Federacja Ochrony Środowiska i Przyrody” (BUND) udało im zebrać „89 000 podpisów przeciwko nowemu wydobyciu ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Bałtyckim”.
Petycja wynika z konkretnych planów kanadyjskiej spółki naftowo-gazowej Central European Petroleum Ltd. (CEP), zakładających wydobycie ponad 33 milionów ton ropy naftowej i około 27 miliardów metrów sześciennych gazu z Zatoki Pomorskiej na Morzu Bałtyckim, u wybrzeży wysp Uznam i Wolin w Polsce
- czytamy na stronie BUND.
Tamtejsi ekolodzy „domagają się też ochrony rodzimych szarych fok, morświnów i ptaków morskich”.
Wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego spod dna morskiego wiąże się z wysokim ryzykiem i bezpośrednim wpływem na wrażliwe środowisko morskie, zwłaszcza płytkie wody Morza Bałtyckiego. Plany te stanowią zagrożenie dla tysięcy ptaków morskich, morświnów i fok szarych w Zatoce Pomorskiej poprzez zanieczyszczoną wodę wiertniczą, wbijanie pali, eksplozje i wycieki
- piszą niemieccy ekolodzy.
Jednak na wymienieniu rzekomych zagrożeń się nie kończy. Jak wynika z dalszego opisu na stronie BUND, teraz czas ofensywę ze strony niemieckich władz federalnych.
Niemcy muszą przejąć inicjatywę w ochronie Morza Bałtyckiego! Plan Działań na Rzecz Ochrony Morza Bałtyckiego, opracowywany obecnie przez Federalne Ministerstwo Środowiska, Ochrony Przyrody, Bezpieczeństwa Jądrowego i Ochrony Konsumentów (BMUKN), musi wykluczać fundamentalne zagrożenia. Rząd federalny wyraźnie zobowiązał się do ochrony Morza Bałtyckiego w umowie koalicyjnej. Plan Działań na Rzecz Ochrony Morza Bałtyckiego to dobra okazja do ustanowienia spójnej ochrony Morza Bałtyckiego w prawnie wiążących ramach
– domaga się Corinna Cwielag, dyrektor krajowy BUND Mecklenburg-Vorpommern .
Jaki jest prawdziwy powód niemieckich pretensji?
Według Dariusza Sobczyńskiego, rzecznika CEP, żadna z niemieckich instytucji nie skontaktowała się ze spółką, która prowadzi odwierty na Bałtyku.
Jakie zatem stanowisko kanadyjsko-norweskiej spółki w sprawie niemieckich pretensji?
Nawet trudno to komentować. Całość odwiertów prowadzona jest po stronie polskiej. Wychodzimy więc z założenia, że jakiekolwiek niemieckie instytucje nie mogą mieć wpływu na inwestycję
- stwierdził rzecznik firmy.
Dariusz Sobczyński dodał też, że spółka pozostaje cały czas w kontakcie lokalnymi samorządami w Polsce.
Mamy świetny kontakt z władzami Świnoujścia i robimy w tym zakresie więcej niż nakazuje prawo
- zaznaczył i przyznał, że powód nerwowych reakcji po stronie niemieckiej może być zupełnie inny od deklarowanego.
Uważamy, że reakcja strony niemieckiej jest zbyt emocjonalna. Można to postrzegać jako ich poczucie pewnego rodzaju zagrożenia energetycznego lub w ogóle gospodarczego ze strony konkurencji, bo mówimy o naprawdę dużych złożach ropy.
- podkreślił.
Zniszczenie przyrody? "To nieprawda!"
Jednocześnie przedstawiciel spółki zaznaczył, że badane złoża pod Bałtykiem „nie uczynią z Polski Kuwejtu”.
Ale mogą zapewnić niezależność energetyczną przynajmniej na dwa-trzy lata. Relatywnie to istotne wartości, skoro teraz Polska sprowadza ten surowiec w ok. 98 procentach. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację czasowego braku dostaw z zewnątrz
- powiedział Dariusz Sobczyński.
Jego zdaniem niemiecka narracja o zagrożeniu polskiej inwestycji dla miejscowej przyrody jest nonsensem.
Przedstawianie tego w ten sposób jest kompletną bzdurą. Nie będzie tam żadnej konstrukcji platformy wiertniczej, na szczycie której pali się płomień. Przeciwnie to ma raczej przypominać zieloną wyspę wielkości dużego kontenerowca. Poza tym pamiętajmy, że za tymi pracami stoi kanadyjsko-norweska spółka, a jeśli chodzi o Norwegów, to mają obsesję w sprawach ekologii
- podkreślił rzecznik CEP.
Liczymy się jednak z tym, że spotkamy się z wieloma próbami dyskryminowania inwestycji, bo może ona dać Polsce pewną niezależność
- dodał.
Czyje zyski ze złoża?
Wraz z żalem ekologów w Niemczech słychać również głosy innego rodzaju. Jeszcze rok temu tamtejsze media zaczęły zgłaszać pretensje do zysków z badanych złóż.
„Die Welt” donosił na przykład, że:
Część ropy znajduje się na niemieckich wodach terytorialnych. Rząd niemiecki będzie musiał teraz dochodzić swoich roszczeń.
Opinia spółki prowadzącej prace na Bałtyku jest w tej sprawie jednoznaczna.
To absolutnie nieprawda. Całość złoża leży w 100 procentach w granicach Polski. Potwierdzają to mapy geologiczne – to nie jest kwestia naszej uznaniowości, tylko obiektywna ocena naukowców
- podkreślił rzecznik Central European Petroleum Ltd. w rozmowie portalem wPolityce.pl
źr. wPolityce.pl/wPolsce.pl/bund.net
