Nie tylko kupcy płaczą po Marywilskiej
Nie tylko kupcy płaczą po Marywilskiej. Centrum handlowało z połową Polski. Rocznie obiekt odwiedza około 5,5 mln klientów

Kupcy z 14 krajów opłakują skutki gigantycznego pożaru hali Marywilska 44 na warszawskiej Białołęce. To dla nich dramat.
Kupcy z 14 krajów opłakują skutki gigantycznego pożaru hali Marywilska 44 na warszawskiej Białołęce. To dla nich dramat. Skutki zniknięcia z handlowej mapy stolicy największego centrum handlowego specjalizującego się w sprzedaży hurtowej i detalicznej będą jednak odczuwalne nie tylko w samej aglomeracji warszawskiej i nie wyłącznie przez kupców.
Marywilska została oddana do użytku w 2010 roku, a swoje biznesy prowadzili tam mali przedsiębiorcy, którzy wcześniej handlowali pod Pałacem Kultury i Nauki, skąd zostali wyrzuceni siłą. Wielu mieszkańców stolicy z pewnością pamięta te dramatyczne sceny. Swoje boksy kupcy przenieśli do centrum handlowyego na Białołęce, gdzie handlowali przede wszystkim odzieżą – trudniła się tym połowa najemców. Kolejne kategorie to: usługi (10 proc.), artykuły dla dzieci (6 proc.), wyposażenie wnętrz (6 proc.), żywność (5 proc.) i systematycznie zyskująca na znaczeniu gastronomia. W obiekcie znajdowały się także sklepy wielu znanych sieci, jak Jysk, Black Red White, Galeria Dobrych Mebli, Media Ekspert, Action, a nawet… Biedronka. Z dymem poszło około 90 proc. liczącego ponad 63 tys. mkw. kompleksu – a mowa o 1348 lokalach o powierzchni od 20 mkw do 1170 mkw.
