Nie można pozwolić na to, by żywność z Ukrainy zalała nasz rynekNie można pozwolić na to, by zboże i żywność z Ukrainy zalała nasz rynek

Jeśli dziś pozwolimy Ukrainie dyktować warunki, jutro pojawią się kolejne żądania – tak poseł PiS Robert Telus komentuje oczekiwania władz w Kijowie dotyczące otwarcia unijnego rynku dla ukraińskiego rolnictwa.
Już wkrótce Komisja Europejska zamierza otworzyć kolejny, piąty już, tzw. klaster negocjacyjny w sprawie akcesji Ukrainy do Unii, ale obejmujący wyjątkowo wrażliwą branżę, jaką jest rolnictwo. Unijna komisarz Marta Kos zaproponowała „ukierunkowane ustalenia”, które „powinny znacznie ograniczyć wsparcie finansowe i dostęp Ukrainy do rynku dla wrażliwych produktów rolnych”. Władze w Kijowie tymczasem skłonne są zaakceptować jedynie okres przejściowy a nie długotrwałe ograniczenia w eksporcie rolnym do Unii.
„Nie można pozwolić na to, by w efekcie członkostwa Ukrainy zboże i żywność z tego kraju zalała nasz rynek, bo to zachwieje całą gospodarką i doprowadzi do bankructwa nie tylko polskie gospodarstwa – mówi były minister rolnictwa i rozwoju wsi, poseł Robert Telus w wywiadzie dla portalu wGospodarce.pl.
Ale ukraiński minister odpowiedzialny za rolnictwo Taras Wysocki w oficjalnym oświadczeniu stwierdził, że „celem jest uzyskanie członkostwa w sektorze, który będzie sprzedawał Europie nie tylko zboże i inne surowce, ale także pasze dla zwierząt, składniki, produkty przetworzone i biopaliwa”. Jego zdaniem trwałe ograniczenie importu żywności z Ukrainy do Unii Europejskiej „byłoby sprzeczne z samą logiką pełnego członkostwa”.
Ta wypowiedź – według posła Roberta Telusa - „pokazuje butę Ukrainy”.
To kandydat do członkostwa w Unii Europejskiej i już na wstępie stawia, a nawet próbuje dyktować całej Unii warunki
- mówi w wywiadzie. I przypomina, że „każde państwo zabiegające o członkostwo musi spełnić warunki i wymogi unijne, zanim wejdzie do Wspólnoty” i „tak samo musi zrobić Ukraina” i „to nie my mamy się do niej dostosować”.
Dlatego poseł PiS żąda „mocnej i stanowczej odpowiedzi ze strony ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego i samego premiera na oczekiwania Kijowa.
Warszawa musi jasno powiedzieć: polskie rolnictwo nie może być zakładnikiem żadnych negocjacji
- mówi Robert Telus.
Przypomina także, że na Ukrainie dominują olbrzymie gospodarstwa rolne, nieporównywalne z tymi w krajach unijnych. Na dodatek ich właścicielami są wielkie zachodnie koncerny i oligarchowie.
Otwarcie dla nich unijnego rynku powoduje oczywiste zagrożenia dla rolnictwa w Polsce i innych krajach
- mówi poseł PiS.
Jego zdaniem „z oświadczenia ministra Wysockiego płynie tak naprawdę jeden konkretny wniosek”.
Ukrainie w praktyce nie zależy na integracji z Unią Europejską i spełnieniu wszystkich wymogów, ale tylko na otwarciu rynku i dostępie do niego. Bo integracja to wymagania, a otwarcie rynku to same korzyści
- dodaje Robert Telus.
Ostrzega, by Unia nie stosowała „taryfy ulgowej” wobec producentów rolnych z Ukrainy, skoro normy środowiskowe i jakościowe są jednakowe i obowiązkowe dla wszystkich gospodarstw rolnych w krajach członkowskich.
Cały wywiad z posłem Robertem Telusem czytaj na portalu wGospodarce.pl.
