Kierunek zielonej rewolucji pozostaje bez zmian
Kierunek zielonej rewolucji pozostaje bez zmian

Brukselscy komisarze nie zmieniają kursu – klimat i elektryfikacja kontynentu to cele niezmienne, a długo zapowiadana reforma systemu handlu emisjami – ETS sprowadza się do niewielkich zmian. "To pudrowanie rzeczywistości" – ocenia Anna Łukaszewska–Trzeciakowska, była Minister Klimatu i Środowiska.
Władze unijne najwyraźniej uznały, że z polityki klimatycznej nie można zrezygnować, dlatego zaproponowały tylko kilka zmian w kontrowersyjnym systemie handlu emisjami EU ETS, który winduje koszty przemysłu i obciąża rachunki obywateli. Jednocześnie stawiają na elektryfikację, uznając, że przyniesie "znaczne korzyści gospodarce, przedsiębiorstwom i obywatelom UE pod względem niższych cen energii i konkurencyjności, większego bezpieczeństwa energetycznego i odporności energetycznej".
Kosmetyczne zmiany
Podstawowa "zachęta" do inwestycji, służących elektryfikacji przemysłu, czyli EU ETS pozostanie w mocy. Propozycje reformy systemu sprowadzają się do tego, że przemysł ciężki będzie dłużej, czyli także po 2030 roku otrzymywał część darmowych pozwoleń na emisję CO2, lecz pod warunkiem że zobowiąże się do inwestycji dekarbonizacyjnych, by jego produkcja była bardziej "zielona". Tak więc, jak ujęła to Komisja Europejska w oficjalnym komunikacie, "zasadnicza rola ETS w transformacji klimatycznej i energetycznej" zostanie zachowana, Ponieważ eko-inwestycję mają być najważniejsze, Bruksela ma także specjalną inicjatywę - bank dekarbonizacji przemysłu, który ma dysponować finansowaniem w wysokości 100 mld euro.
Anna Łukaszewska–Trzeciakowska, komentując propozycje Komisji Europejskiej, wskazuje, że długofalowo nie spowodują istotnych i koniecznych dla poprawy konkurencyjności europejskiego przemysłu zmian.
Oczywiście każda ulga w wymaganiach i obowiązkach wynikających z polityki klimatycznej i ETS jest dla przemysłu dobra. Ale nie w tym rzecz. Te pomysły Brukseli nie dotykają kwestii zasadniczej czyli likwidacji przyczyn problemów i kryzysowej sytuacji wielu branż
- mówi.
Jej zdaniem najkrócej pomysł reformy EU ETS można podsumować: tak: "za mało i za późno".
Leczymy objawy a nie przyczyny
- mówi była Minister Klimatu i Środowiska.
I dodaje, że "praprzyczyną" problemów gospodarczych Unii i utraty konkurencyjności przez wiele branż jest strategia klimatyczna, która m.in. poprzez ETS doprowadziła do wzrostu cen energii i kosztów produkcji.
ETS do likwidacji?
Anna Łukaszewska–Trzeciakowska uważa, że "tak długo jak ETS będzie obowiązywał w obecnej formie, a wskaźniki redukcji emisji i wymogi budowy odnawialnych źródeł będą nierealne, tak długo problemy gospodarcze Europy nie znikną i nie ma szans na tanią energię".
Ciągle europejski przemysł będzie droższy i nie zwiększy eksportu przy wysokich kosztach
- dodaje.
Propozycje dotyczące elektryfikacji kontynentu i zmian w systemie handlu emisjami, jakie dziś przedstawiono w Brukseli to dopiero początek debaty w Unii na ten temat. A bez wątpienia będzie gorąca, bo zwolenników utrzymania dotychczasowego eko-kursu nie brakuje tak samo jak i przeciwników.
Pierwsze starcie nastąpi w Europarlamencie, gdzie Socjaliści i Zieloni dążą do wzmocnienia jeszcze celów klimatycznych, a frakcje konserwatywne żądają radykalnych zmian. Szefowie rządów państw członkowskich także mają różne opinie.
Natomiast powstaje wrażenie, że Komisja Europejska jednak uznaje, że polityka klimatyczna przynosi dobre efekty gospodarcze.
Musimy porzucić przekonanie, że klimat i gospodarka nie mogą iść ręka w rękę. W rzeczywistości mogą iść ręka w rękę
- zapewniał dziś w Brukseli dziennikarzy komisarz ds. klimatu Wopke Hoekstra.
