Jak będzie działał system ETS? Decydujące starcie w Brukseli
Jak będzie działał system ETS do 2050 roku – decydujące starcie w Brukseli

Na dzień przed opublikowaniem przez Komisję Europejską pomysłów zreformowania kontrowersyjnego systemu handlu emisjami (EU ETS) czyli podatku węglowego wiadomo, że dojdzie w tej kwestii do starcia dwóch koalicji państw. Czy w roli rozjemców będą Niemcy, które nie należą do żadnej z nich?
Z jednej strony są kraje nordyckie i Hiszpania, które promują politykę klimatyczną i chcą by system, nakładający opłaty za emisje dwutlenku węgla, funkcjonował w dotychczasowej – praktycznie niezmienionej formie. A z drugiej jest koalicja dziesięciu - z Włochami i Polską na czele oraz Grecją i państwami naszej części kontynentu, które domagają się poważnych zmian w systemie ETS i spowolnienia tempa transformacji energetycznej. Jednak tak pierwsza jak i druga grupa bynajmniej nie kwestionuje nadrzędnego celu czyli neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w połowie wieku, pomimo że Wspólnota emituje jedynie około 7 procent światowego CO2.
Przemysł czy transformacja?
Biorąc pod uwagę, że tak przeciwnicy faktycznej reformy ETS jak jej zwolennicy w ostatnim czasie mocno zaktywizowali wystąpienia i wysłali odpowiednio uargumentowane własne propozycje do Komisji Europejskiej, to wydaje się, że zupełnie po środku sporu o system są dwaj – wyjątkowo wpływowi w Brukseli – rozgrywający. Francja i Niemcy liczą na zmiany w systemie, ale nieprzesadne. Francuska energetyka opiera się na energetyce jądrowej, więc obciążenia w związku z emisją nie są zbyt bolesne. Natomiast dla rządu w Berlinie najważniejsze jest wsparcie własnego przemysłu, z którego część – ta tradycyjna ma poważne problemy, podobnie jak branża motoryzacyjna, w którą uderzają unijne plany elektromobilności i normy emisji.
Tymczasem oczekiwania koalicji dziesięciu, jak wynika z opublikowanego przez media listu do Brukseli, są bardzo duże. A chodzi o utrzymanie i zwiększenie puli darmowych uprawnień na CO2 w dłuższym horyzoncie – do nawet 2050 roku i by były bezwarunkowo przydzielane przedsiębiorstwom energochłonnym oraz o to, by ich cena była przewidywalna. (Obecnie tona CO2 wyceniana jest na ponad 70 euro, podczas gdy jeszcze przed pandemią było to kilkanaście euro.) Argument podstawowy jest taki, że Unia musi mieć konkurencyjny przemysł, a tymczasem nie wytrzymuje w starciu z rywalami z USA czy Chin, gdzie energia jest dużo tańsza a wymogi klimatyczne raczej symboliczne w porównaniu z unijnymi.
Co powie von der Leyen?
Szefowa Komisji Europejskiej jutro przedstawi propozycje reformy EU ETS, a potem rządy będą mogły je zaakceptować lub poprawić. Ursula von der Leyen oczekuje, że ustalenia nastąpią jeszcze w tym roku, bo w przyszłym z racji wyborów wielu krajach na konsensusu raczej nie ma co liczyć. Nie trudno bowiem przewidzieć, że temat unijnej polityki klimatycznej z jej kosztami i problemami może być jednym z dominujących w kampanii wyborczej przynajmniej w dwóch państwach. W Polsce krytyczne nastawienie do niego ma cała obecna opozycja, a Prawo i Sprawiedliwość wręcz kwestionuje dalsze uczestniczenie w systemie EU ETS. We Francji partia Marine Le Pen otwarcie wypowiada się przeciwko Zielonemu Ładowi, uznając że uderza w przemysł. Gdyby doszło do zmiany opcji rządzącej w każdym z tych krajów europejskich, podstawy polityki klimatycznej mogłyby zadrżeć w posadach, szczególnie, że także z Rzymu płynęły już kilkukrotnie apele o zawieszenie systemu handlu emisjami, zaś krytyczne opinie wygłaszają również rządy w Bratysławie i Pradze.
Bądźcie zieloni i ambitni!
Władze w Brukseli dobrze to rozumieją i dlatego nie można wykluczyć takiego scenariusza, że będą bardziej skłonne zgodzić się nawet na nieco większe złagodzenie ETS, niż wcześniej zakładały. Bo kluczową kwestią będzie osiągnięcie szybko porozumienia w tej sprawie. Z drugiej jednak strony lobbing klimatyczny jest niezwykle silny i mnożą się publikacje – szczególnie w ostatnim czasie – różnych analiz i ekspertyz pokazujących skuteczność podatku od CO2 i osiągniecia unijne w redukcji emisji. To też ważny element rozpoczynającej się rozgrywki o przyszłość EU ETS, ale biorąc pod uwagę wpływy Berlina w Brukseli, ważniejsze mogą być jednak opinie kanclerza Friedrich Merza.
Dla obecnego polskiego rządu ogłoszenie choćby niewielkich zmian w tym systemie będzie miało ogromne znaczenie i najpewniej zostanie przedstawione jako wielki sukces. Bo stawką jest kolejna kadencja, a rzeczywistość jest taka, że polska gospodarka bazuje w dużej mierze na tradycyjnym przemyśle, a koszty transformacji są i będą olbrzymie szczególnie, że już w 2028 roku ma wejść w życie nowy ETS2, który wywinduje rachunki gospodarstw domowych za paliwo i ogrzewanie.
