Nawet Mucha nie odeszła, choć zdaje się, że miała. Tusk mówi nam: zostaną i ci najgorsi. Nie, bo nie

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
fot. PAP / R. Pietruszka
fot. PAP / R. Pietruszka

To zdumiewające. Jeszcze dziś rano przekonywano mnie w sejmowych kuluarach, że głównym elementem „rekonstrukcji” będzie minister sportu Joanna Mucha. Ponieważ wymieniano nawet nazwisko jej następcy (Sebastian Chmara, wiceprezydent Bydgoszczy i działacz sportowy), było to z pewnością odzwierciedlenie realnych przymiarek Tuska i jego otoczenia. Przymiarek, z których nic nie wyszło.

Inne informacje były już mniej pewne. Michała Boniego raz przedstawiano jako ewentualnego ministra edukacji po Krystynie Szumilas, a raz jako ambasadora w Brukseli. W obu przypadkach byłoby to uzasadnione.

Szumilas uchodzi za jednego z najsłabszych ministrów w tym rządzie. Z kolei Boni nawet zdaniem jego kolegów nie poradził sobie z resortem administracji i cyfryzacji, i chyba nawet nie czuł się w nim dobrze.

Ale Tusk najwyraźniej uznał, że nawet w ewidentnych przypadkach słabości zmieniać nie ma po co. Bo to przyznanie się do wcześniejszych błędów? Bo możliwość realnych korekt trzeba zachować na odpowiedniejszą chwilę?

Wiadomo, że z nas zakpił. Jego tajemnicze zapowiedzi na konferencji prasowej w zeszłym tygodniu sugerowały naprawianie realnych słabości. Usunięcie przynajmniej Muchy, i zastąpienie jej Chmarą, to byłby trick z kozą rabina, którą najpierw wprowadza się do mieszkania aby potem jej się pozbyć i wywołać ulgę. Ale niewątpliwie kręgi sportowe przyjęłyby tę zmianę z uznaniem. Ale nie. Nie, bo nie.

Zamiana Tomasza Arabskiego na Jacka Cichockiego i przyjście do rządu Bartłomieja Sienkiewicza to czysta kosmetyka. Ten ostatni jest niewątpliwie intelektualistą cenionym za swą publicystykę, kojarzonym zresztą niegdyś z Janem Rokitą. Jeszcze parę tygodni temu podejrzewany o to, że obejmie szefostwo ABW, zarzekał się, że na żadne stanowisko się nie wybiera.

I zarazem jest to dawny człowiek służb o mocno kontrowersyjnych punktach w życiorysie. Bogdan Rymanowski w książce „Ubek” cytując opowieści swego rozmówcy, dawnego agenta SB Janusza Molki twierdzi, że w roku 1990 Sienkiewicz jako członek ówczesnego kierownictwa UOP związanego z obozem Mazowieckiego patronował zamiarom użycia służb przeciw komitetowi wyborczemu Lecha Wałęsy. Adresat tych zarzutów gorąco temu zaprzeczał.

Na dokładkę do polityki przechodzi z biznesu, prowadził ostatnio firmę konsultingową. Choć trudno mu odmówić kompetencji i życiowego doświadczenia, stanie się na pewno przedmiotem kontrowersji – jak sześć lat temu Krzysztof Bondaryk.

A zarazem fakt, że zastępuje Cichockiego, nie zapowiada żadnej zmiany polityki. Obaj byli kiedyś we władzach Ośrodka Studiów Wschodnich. Sienkiewicz nie jest znany z żadnych zapowiedzi i planów dotyczących służb mundurowych. Możliwe, że to on zajmie się za to służbami tajnymi, na których kontrolowanie sam premier nie ma czasu ani ochoty.

Z dużej chmury powstał więc mały deszcz. Możliwe, że Tusk zagrał o jedno – o przyćmienie faktu, że tego samego dnia przyjęto z ewidentnym naruszeniem pakt fiskalny będący pierwszym krokiem Polski w stronę europejskiego superpaństwa. Zamiast debaty o suwerenności zaserwowano nam debatę o personaliach.

Dlaczego jednak premier nie chciał przy okazji zarobić choćby kilku punktów? Dlaczego  nie pozbył się Muchy. Szumilas i nie przesunął Boniego? Na razie to jego słodka tajemnica. Kolejna rekonstrukcja zaś za kilka miesięcy. Gońmy króliczka.

A,  jeszcze jedno: Jacek Rostowski został wicepremierem. Faktycznie był nim od lat, więc to żadna zmiana. I zwróćmy uwagę: ratyfikacja paktu fiskalnego powinna nam przypominać, że od tego rządu będzie z biegiem czasu zależało coraz mniej.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych