Europoseł Marek Migalski ogłosił, że nie zgadza się z metodami, jakimi piątka dawnych działaczy „Solidarności” z Krakowa (a w przyszłości może i studenci, w tym Paweł Kurtyka) protestuje przeciw redukcji godzin historii w programach polskich szkół.
– To nie jest sposób walki o swoje postulaty w demokratycznym państwie – wyrokuje.
Czy będziemy popierać głodówkę także tych, którzy – równie zasadnie – domagaliby się zwiększenia liczby (godzin) WF czy muzyki? – pyta Migalski.
To potwierdzenie tezy, że „prawie” robi wielka różnicę, by użyć reklamowego bon motu. Jakoś nikt nie organizuje głodówek w obronie WF i zapewne nie będzie. Występując w obronie historii ci ludzie nie prowadzą technicznej dyskusji na temat szczegółów szkolnych programów. Historia jest dla nich, inaczej niż WF czy muzyka, fundamentalna dla zachowania narodowej tożsamości. Dodałbym także – i obywatelskiej świadomości.
Czy istnieje katalog metod sprzeciwu dopuszczalnych w demokratycznym państwie, i takich których używać nie należy kiedy indziej niż w warunkach dyktatury. Z pewnością instynktownie wyczuwamy, co jest przesadą, a co nią nie jest. Ale tak jak nie należy się całkowicie wyrzekać w demokracjach niekonwencjonalnych metod obywatelskiego nieposłuszeństwa – bo demokracja się wyradza, bo demokratycznie wybrana władza też może nam odbierać przyrodzone prawa - tak samo są sytuację, gdy można w niej sięgnąć po tak drastyczne środki jak głodówka. W obliczu zagrożenia elementarnych wartości.
Czy demokracja może zagrażać wartościom, godzić w nasze sumienia? Może. Z pewnością nie da się spisać precyzyjnie katalogu takich przypadków. A tym bardziej zadekretować, jak robi to Migalski, że takie przypadki to tylko „wolność i niepodległość”. Ci ludzie uznali, a może po prostu czuli, że taki przypadek nastąpił. Zgadzam się z nimi.
Nie przeciwstawiałbym tego zdarzenia, jak czyni to europoseł, z pewnością drastyczniejszym historiom białoruskich opozycjonistów. Czy z faktu, że w Syrii strzela się do manifestantów, wynika, że należy drwić z manifestacji, którym nic nie zagraża? Migalski drwi: ludzie z Krakowa będą mieli zdrowie i samopoczucie jeszcze lepsze niż przed głodówką. Ja sądzę, że w normalnym społeczeństwie nie jedzenie choćby przez kilka dni jest jednak niewygodą. I jeśli ktoś ofiaruje taką niewygodę w imię szczytnej intencji, będę ich chwalił. A Migalski będzie się śmiał, że przecież nie umarli.
Europoseł PJN pamięta ogólne zalecenia programu swojego środowiska: krytykować politykę rządu Tuska, ale z pozycji normalnych, spokojnych, „bez oszołomstwa”. I próbuje stosować tę zasadę mechanicznie. Taki dogmatyzm prowadzi jednak na manowce. Życie jest bardziej skomplikowane niż polityczne ściągawki.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/129125-rzecz-w-tym-ze-nie-chodzi-o-lekcje-wychowania-fizycznego-albo-muzyki-panie-europosle-a-o-historie
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.