wPolityce.pl: Spółki, które transferują swoje zyski do spółek w rajach podatkowych, miały zostać obłożone 19-proc. podatkiem. Niestety, zabrakło publikacji ustawy w terminie. „Rzeczpospolita” szacuje te wpływy na ponad 3 mld złotych. Można mówić o niedopatrzeniu rządu Platformy na tak dużą skalę?

CZYTAJ WIĘCEJ: Sorry, taki mamy klimat! Polska straci ponad 3 mld złotych, bo… rząd Platformy nie opublikował ustawy na czas. Szczurek: „Ubolewam…”

Roman Kluska, przedsiębiorca, b. założyciel Optimusa, dziś hodowla owiec: W mojej historii bardzo wiele razy byłem w takiej sytuacji, że trudno podejrzewać przypadek. To nie jest lekkomyślność i przypadkowość, gdy traci się tak duże kwoty przeznaczone dla budżetu państwa. Możemy tylko się domyślać, ale tego typu sprawy, jeśli są uznane za ważne dla państwa, muszą być szczególnie mocno pilnowane. A jeżeli na koniec pieniądze, nasze pieniądze, proszę o tym pamiętać, zostają wypuszczone tak lekką ręką, to aż słów brakuje. Wystarczy zwrócić uwagę na tak ogromne potrzeby, jakie ma polska gospodarka.

A jak duży jest problem spółek i zagranicznych koncernów, które transferują zyski do tzw. rajów podatkowych, a w kontekście których była właśnie skonstruowana ustawa?

Problem, o którym pan mówi, dotyczy przede wszystkim jeszcze innego poziomu. Jeżeli polskim firmom, zwłaszcza tym małym, narzuca się takie same rozwiązania i wymogi jak wielkim i zagranicznym, to jest to krzywdzące dla polskiej gospodarki. To systemowy błąd, że małym firmom i wielkim koncernom narzuca się ogromną liczbę wymagań produkcyjnych, co dla dużych firm nie jest dużym problemem, ale małym praktycznie uniemożliwia działalność. To ogromna liczba wymogów, często absurdalnych - to de facto dyskryminacja polskich przedsiębiorstw. Większość prawa, zwłaszcza tworzonego przez Unię Europejską, dostosowana jest do wielkich skali produkcji. Ale jeżeli to samo prawo chce się dostosować do małych, to de facto je się zabija.

Może pan podać przykład takich absurdalnych wymogów w działaniu pana firmy?

Proszę bardzo. Takim przykładem jest spełnienie wymogu stosowania kwot mlecznych dla mojej maleńkiej mleczarni. Ponieważ owce nie dają mleka przez szereg miesięcy w ręku, bo tak działa natura, to żebym mógł wykorzystać efektywnie mleczarnię, musiałbym produkować ser z krowiego mleka. Spełnienie wymogów z kwotami mlecznymi jest jednak tak wysokie, że powodowałoby dopłatę do kosztu mojej produkcji kilkunastu złotych do jednego kilograma! A są jeszcze wymogi biurokratyczne - założenie systemów rejestrowania i inne administracyjne konieczności.

Skoro wspomniał pan o kwotach mlecznych - Komisja Europejska poinformowała dziś, że polscy rolnicy będą musieli zapłacić ponad 46 mln euro za przekroczenie w ubiegłym roku unijnego limitu produkcji mleka.

CZYTAJ WIĘCEJ: Polska zapłaci ponad 46 mln euro kary za nadprodukcję mleka! KE nie odpuszcza

To kolejny absurd. Limitowanie produkcji jest po prostu zaprzeczeniem wolności gospodarczej. To działalność, która nie służy ani polskiej gospodarce, ani nawet europejskiej. Nie zyskuje na tym ani konkurencyjność, ani nie mamy z tego obniżonych kosztów. Jedyne uzasadnienie, jakie w tym widzę, to ogromne zarobki dla administracji, która to kontroluje. Powołuje się wielotysięczne organizacje, której urzędnicy mają bardzo duże pensje, a potem znajduje się takie rzeczy do uregulowania i pilnowania.

Na koniec powrót do pytania o zaniedbanie kosztujące Polskę ponad trzy miliardy złotych. Czy wyjaśnienie tej kwestii to sprawa dla służb specjalnych?

Oczywiście. Może wreszcie zaczęłyby się zajmować czymś, co ma sens dla Polski. Cała masa działań służb specjalnych jest bardzo zastanawiająca i kontrowersyjna, zresztą nie mam tutaj na myśli tylko działań w sferze gospodarczej.

Rozmawiał Marcin Fijołek

CZYTAJ TAKŻE: Mocne słowa Romana Kluski w Krynicy o III RP: „Proszę państwa, co to za kraj?!”

CZYTAJ WIĘCEJ: „wSieci” poleca: wyjątkowy wywiad z Romanem Kluską. „Mózgi ludzi są prane przez media. Nie tylko w sferze gospodarczej”