Jacek Sasin dla Stefczyk.info o obstrukccjni kancelarii premiera ws. rządowych smaolotów: Arabski łamał prawo

opublikowano: 3 lutego, 18:24

Fot. KBWLLP

Jacek Sasin, były wiceszef kancelarii prezydenta, a w 2008 roku doradca głowy państwa wspomina dni jednego z najostrzejszych konfliktów wywołanych przez kancelarię premiera ze śp. Lechem Kaczyńskim. W rozmowie z portalem Stefczyk.info wspomina, jak szef KPRM Tomasz Arabski dyskredytował prezydenta i odmawiał mu udostępnienia rządowego samolotu przed szczytem UE w Brukseli.

Jak mówi, chodziło o sprowadzenie prezydenta do roli osoby bez żadnych kompetencji w polityce zagranicznej.

Przypominam sobie jak pan premier przy okazji tego szczytu w Brukseli mówił, że pan prezydent jest mu do niczego niepotrzebny i nie widzi potrzeby, żeby pan prezydent tam był. Sprawa z tym samolotem była tylko narzędziem w tej rozgrywce o obniżenie rangi prezydentury, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, pozbawienia go kompetencji wynikających z Konstytucji, czyli współdecydowania o polityce zagranicznej. Użyto do tego samolotu, uniemożliwiając niejako wykonywanie jego obowiązków. Tak łatwo to było wykorzystać, ponieważ, na podstawie umowy pomiędzy 4 kancelariami - Sejmu, Senatu, prezydenta i premiera, osoba odpowiedzialną za koordynowanie transportu najważniejszych osób w państwie był szef Kancelarii Premiera, czyli wówczas Tomasz Arabski. To on, zgodnie z tym porozumieniem przydzielał i wyrażał zgodę na użycie samolotów rządowych. I to on, na polecenie pana premiera - bo trudno sobie wyobrazić, żeby tutaj działał samodzielnie, bez akceptacji, czy wręcz dyspozycji pana premiera - odmówił samolotu prezydentowi Kaczyńskiemu.

Zdaniem Sasina działania Arabskiego nie były legalne, bo uniemożliwiały wykonywanie obowiązków urzędującemu prezydentowi. Polityk przypomina, jak w tym celu mówiono o prywatnej wycieczce Lecha Kaczyńskiego do Brukseli. Według niego często zdarzało się, że prezydent nie mógł skorzystać z samolotu, bo akurat załoga była chora lub zmęczona, samolot się zepsuł albo akurat musiał lecieć gdzieś indziej.

To było formalne obchodzenie tych przepisów, natomiast w wypowiedziach publicznych, do których przecież można wrócić, są wypowiedzi, np. że nie ma powodu, żeby leciał samolotem rządowym. I to było już wyraźne łamanie prawa.

Atmosfera przed 10 kwietnia, jak analizuje Jacek Sasin, przypominała tę przed brukselskim szczytem.

Padały przecież sformułowania, że prezydenta nikt tam przecież nie zaprasza, że prezydent leci znowu na prywatną wycieczkę - wręcz porównywano to z tą sytuacją brukselską. My, w Kancelarii obawialiśmy się, że może powtórzyć się tamta sytuacja i prezydent nie będzie mógł skorzystać 10 kwietnia z samolotu. Ja osobiście miałem takie niedobre przeczucia, że 10 kwietnia prezydent przyjedzie na lotnisko i okaże się, że nie można lecieć, bo np. samolot się zepsuł, albo załoga jest niedysponowana. To się wtedy nie stało, ale takie obawy w Kancelarii mieliśmy właściwie przed każdą wizytą, która mogła budzić kontrowersje rządu.

A straszliwe konsekwencje umniejszania rangi prezydenta zobaczyliśmy 10 kwietnia:

I jeśli teraz przed tą tragiczną wizytą do Katynia cały czas propaganda rządowa trąbiła, że ważną wizytą była ta z 7 kwietnia - bo odbywa ją premier na zaproszenie premiera Rosji, że to jest rzeczywiście ta przełomowa wizyta, a wizytę prezydenta znowu pokazywano, że to jest jakaś wizyta prywatna, że prezydent tam sobie leci na jakąś wycieczkę - bo takie wypowiedzi polityków partii rządzącej były i można to łatwo odtworzyć - to musiało to w jakiś sposób na ludzi oddziaływać.

(…)

Porównanie wizyt 7 i 10 kwietnia jest próbą rozmycia tej odpowiedzialności. Mówi się, że BOR tak samo źle przygotował wizytę prezydenta jak i premiera. Tylko zapominamy, że 7 kwietnia, tam, na tym lotnisku w Smoleńsku lądował również premier Putin, w związku z czym, poziom zabezpieczeń, jakie ze strony rosyjskiej zostały podjęte, poziom profesjonalizmu obsługi wszystkiego, co tam się działo w Smoleńsku - choćby z tego powodu musiał być niezwykle wysoki, bo Rosjanie mając do czynienia z lądowaniem własnego premiera, przyłożyli wszelkich starań, żeby wszystko było OK - i na tym skorzystał również premier Tusk. Mówienie dziś, że sytuacja 10 kwietnia byłą taka sama jak 7 kwietnia jest bardzo dużym nadużyciem - w przypadku wizyty prezydenta, tych środków bezpieczeństwa ze strony rosyjskiej nie było, wiemy, jak ta cała obsługa tam wtedy działała.

Rosjanie spostrzegli również, że ze strony polskich służb zainteresowanie tą wizytą jest zdecydowanie niewielkie. No bo jeśli ze strony BOR nie ma skutecznych działań, nawet choćby w sprawie rekonesansu tego lotniska, to Rosjanie zdali sobie sprawę, że polskie służby traktują tę wizytę po macoszemu. Tym bardziej trudno było oczekiwać od Rosjan, że to oni będą się przykładać.

Cała rozmowa na Stefczyk.info

znp

Zainteresował Cię artykuł?

tagi: KPRM samolot Smoleńsk Tomasz Arabski

Komentarzy: 9

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Pewnie już niedługo pójdą do "odstrzału" pierwsze kozły ofiarne.Kim oni będą?,pewnie właśnie Arabski i Janicki.Tego kłamstwa nikt rozsądny już nie będzie krył,no chyba że sam jest w to jakoś zamieszany.Ale np.prokuratorzy,po jakiego mają kryć tych nieudaczników?,co nie dopełnili swoich obowiązków?,przecież im też może ktoś,jak nie teraz to w przyszłości zarzucić niedopełnienie.A politycy z górnej półki już pewnie typują jakiego koziołka można wystawić na "odstrzał".

Zgłoś nadużycie

jak na razie to do odstrzału bul zaproponował biegłych prokuratury - polszcza to kraja takich dziwnych POkrętów

Zgłoś nadużycie

wsadzić łobuzów do tupolewa....cały rząd, peo i bula z "doradcami"... niech gdzies polecą

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

JUŻ DRUGĄ KADENCJĘ PERMANENTNIE oni wszyscy ŁAMIĄ PRAWO i co z tego !!!!!!!! ŚMIEJĄ SIĘ Z NARODU . ŁAMIĄ WSZELKIE JEGO PRAWA NABYTE ,WYPRACOWANE PRZEZ POWOJENNE POKOLENIA . SPRZEDALI MAJĄTEK NARODOWY, UZALEŻNILI NAS OD NASZYCH "odwiecznych przyjaciół" LIKWIDUJĄ SZKOŁY , WYPĘDZILI 3000000 WYKSZTAŁCONYCH MŁODYCH POLAKÓW NA "ZMYWAK" ZNISZCZYLI PRZEMYSŁ ,PUŚCILI Z TORBAMI ROLNIKÓW , Z ROBOTNIKÓW ZROBILI BEZDOMNYCH I BEZROBOTNYCH ! ROZWIĄZALI POLSKĄ ARMIĘ zastąpili JĄ armiami ochroniarzy na czele których stoją -ormo I zomo ci arabscy ŁAMALI I ŁAMIĄ PRAWO - "...co mi zrobisz jak mnie złapiesz hahahaha"

Zgłoś nadużycie

Zgadzam się z Twoją opinią w 100%

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Czytając ten artykuł przypomniał mi się ważny element celu wyprawy 10 kwietnia.Prezydent śp.Lech Kaczyński miał przygotowane i zapowiedziane nawet w mediach wspaniałe przemówienie,które w znacznym stopniu było ukoronowaniem wysiłków w odzyskiwaniu dokumentów katyńskich.Tragedia spowodowała,że nie tylko to przemówienie nie zostało wygłoszone.Putin poczuł się zwolniony z obietnic i jak pokazały dalsze jego poczynania w kwestii Katynia - znów zakopał prawdę,która wtedy była już prawie odkryta. Polacy pamiętają- przynajmniej część ...więc niech się zbrodniarze mają na baczności,bo sprawiedliwość i prawda kiedyś jednak wyjdzie

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Bo trzeba być dzieckiem, by wierzyć, że Arabski działał sam – bez uzgodnień z Donaldem Tuskiem wszystkich kroków przeciwko ś.p. prezydentowi. Kontrolerzy NIK zbadali głośny wyjazd Lecha Kaczyńskiego do Brukseli w październiku 2008 r. na spotkanie unijnych przywódców i spór, jaki mu towarzyszył. Prezydentowi odmówiono wtedy rządowego TU154 M, jak i mniejszych Jaków40, które były w 36. spec pułku wożącym VIP ów. Ówczesny szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski twierdził, że maszyny są potrzebne do zabezpieczenia delegacji, której przewodniczy premier. Ostatecznie Lech Kaczyński poleciał wyczarterowanym od LOT boeingiem 737, za co Kancelaria Prezydenta zapłaciła ok. 160 tys. zł. NIK jednak ustaliła, że 36. spec pułk w kluczowym dniu miał "techniczną możliwość wykonania przelotu do Brukseli". W dyspozycji były wtedy dwa Jaki40, z czego można wnioskować, że nie istniały przeszkody, by je udostępnić prezydentowi. Kontrola NIK potwierdziła, że odmowną decyzję podjął szef Kancelarii Premiera. Zdaniem NIK - zgodnie z porozumieniem regulującym zasady przewozu VIP ów -"nie miał podstaw do takiej odmowy". Ale Arabski był i niestety nadal jest tylko wykonawcą poleceń fircyka, któremu zamarzyło się rządzić Polską, czego nie jedynym rezultatem jest gwałtownie odsłaniane kłamstwo smoleńskie. Bezpodstawna odmowa samolotu na wyjazd Lecha Kaczyńskiego do Brukseli samolotu to nie jedyny dowód, że Kancelaria Premiera brała udział - jako koordynator - w organizacji wyjazdu do Smoleńska... Według NIK są na to i inne dowody. Koordynatorem nazywa Kancelarię Premiera zarówno instrukcja organizacji lotów o statusie HEAD (taki status miał lot do Smoleńska), jaki i kluczowe w tej sprawie porozumienie z 2004 r. między instytucjami uprawnionymi do korzystania z lotnictwa transportowego.

Zgłoś nadużycie

Słusznie piszesz

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Ze świecą szukać idioty, który wierzy że Arabski działał sam,robił to na polecenie premiera,któremu "Prezydent nie był potrzebny".Sprawa jest kryminalna tylko żeby prokurator stanął na wysokości zadania i wykazał się odwagą.Oby jak najszybciej, hańba tym sprzedawczykom.

Najnowsze