W rządzie jak w prywatnym folwarku? Ministrowie robią co chcą, a Ewa Kopacz nic o tym nie wie…

Ewę Kopacz znowu „obsługiwał” rządowy embraer, który po premier poleciał pusty i… pusty wrócił

Po medialnym zamieszaniu i społecznym oburzeniu na marnotrawienie publicznych pieniędzy okazało się, że rząd nie jest tak rozrzutny jak mogłoby się wydawać. Rządowy samolot nie leciał pusty. Leciał nim minister Grzegorz Schetyna.

Nikt z otoczenia pani premier, a nawet szefowa rządu o tym nie wiedziała!

—informuje „Fakt”.

To, że tylko jeden minister podróżuje samolotem z Warszawy do Świnoujścia wydaje się dość zaskakujące, ale jeszcze dziwniejsze są wyjaśnienia rzecznika rządu - Cezarego Tomczyka.

Ministrowie konstytucyjni mają prawo zamawiać loty rządowym samolotem. Ten samolot jest właśnie po to, żeby wtedy, gdy jest taka potrzeba, można było z niego korzystać w sprawach służbowych. Nie jest tak, że ministrowie informują się nawzajem czy przyjechali samochodem, czy samolotem rejsowym, czy samolotem rządowym. Każdy z nich wypełnia swoje obowiązki

—tłumaczy Cezary Tomczyk.

Z wyjaśnień jakie uzyskał „Fakt” wynika, że minister Schetyna nie mógł lecieć rejsowym samolotem, musiał skorzystać z rządowego samolotu, żeby zrelacjonować ministrom ustalenia jakie zapadły w Rady ds. Zagranicznych Unii Europejskiej.

Rozmawiamy o uchodźcach, to normalne, że minister spraw zagranicznych przekazuje ustalenia na poziomie unijnym pozostałym ministrom. To sprawy, które muszą być przekazywane w sposób dyskretny

-wyjaśniał Marcin Wojciechowski, rzecznik MSZ.

Lot maszyny został wyceniony na 100 tysięcy złotych. Kto za to zapłacił? Pan, pani, społeczeństwo płaci…

ann/”Fakt”