Trwający od miesięcy protest pielęgniarek w CZD nie robił na nikim żadnego wrażenia. Panie domagające się obiecanych im 400 zł brutto obwieszały się wstążkami, głodowały, pikietowały, trąbiły na lewo i prawo. Nic, cisza, zero zainteresowania. Dopiero strajk spowodował, że ktoś się temu zaczął przyglądać. Cała sprawa ma dwa wymiary: czysto polityczny i ludzki.

Ten pierwszy jest oczywisty. Nędza Centrum Zdrowia Dziecka narasta od lat, dlatego minister Radziwiłł ma rację mówiąc, że

Ministerstwo Zdrowia nie ma nic wspólnego z sytuacją w CZD. To za rządów Platformy Obywatelskiej dług szpitala urósł trzykrotnie.

I ma rację przypominając sytuację z 2013 roku, kiedy minister Arłukowicz zarządził raport na temat stanu Centrum, o likwidacji którego mówiono coraz głośniej (pamiętam, bo gorąca obrona CZD była tematem jednego z moich pierwszych artykułów dla „w Sieci”). W raporcie napisano, że szpital w gruncie rzeczy wcale nie jest taki dobry, a pieniądze przewala się tam na lewo i prawo. Jeśli tak, to rozumiem, że po latach naprawiania go przez ekipę PO jest znacznie lepszy, a winni nadużyć zostali osądzeni, prawda?

Jednocześnie mam dla Konstantego Radziwiłła i PiS wiadomość fatalną. Otóż nie możecie dłużej udawać, że to nie wasz problem, że wy macie długi weekend. To w programie PiS jest bowiem likwidacja NFZ i finansowanie służby zdrowia bezpośrednio z budżetu. I tak, możecie wskazywać palcem Kopacz i mówić: „To jej wina”, ale zarówno z długiem CZD, jak i skandalicznymi pensjami pielęgniarek będziecie się musieli w końcu zmierzyć. Więc może pan minister zechciałby powiedzieć jaki ma pomysł dla takich miejsc jak Centrum? Co zrobi z setkami milionów ich długów i jak sprawi, by się nie zadłużały znowu?

Ale to polityka, a konflikt ma też inny, ludzki wymiar. Powiedzmy sobie jasno, że wycenienie ciężkiej pracy pielęgniarki na 2000 zł netto (z dyżurami rzecz jasna) to kpina. Jak zauważyła blogerka Kataryna przynoszą one miesięcznie do domu tyle, ile politycy PO puszczali (publicznych pieniędzy!) na jednej kolacji z ośmiorniczkami. Czysta demagogia? To jedźcie do Międzylesia i wytłumaczcie to pielęgniarce samotnie wychowującej dwójkę dzieci.

Każdy, kto był w Centrum – a, niestety, dobrze wiem o czym mówię – dostrzega, że poziom opieki i serdeczności pielęgniarek (bo tylko o nich dziś piszę) jest absolutnie niezwykły. To naprawdę fenomenalne kobiety, wiele z nich ma wyższe wykształcenie i doświadczenie w pracy w bardzo trudnym szpitalu z naprawdę ciężko chorymi dziećmi. O ile lekarze mogą, choć nie powinni, dorabiać sobie na boku rozmaitymi grantami one nie mają nic więcej.

I zanim hiperwolnorynkowi koledzy zaczną krzyczeć, by zmieniły zawód proponuję litr zimnej wody i różaniec. Woda na łeb, różaniec w łapę i modlić się, by wasze dzieci nigdy nie potrzebowały pomocy Centrum Zdrowia Dziecka.