Choć MEN dał rodzicom sześciolatków wybór, to  samorządy próbują na to prawo wyboru znacząco wpływać.

Władze Warszawy deklarują, że będą zachęcać rodziców sześciolatków, by posłali dzieci do szkół. Nie są w tym osamotnione. Podobne deklaracje składają władze samorządowe innych dużych miast.

Przypomnijmy, że Sejm uchwalił, a prezydent podpisał ustawę, która zniosła obowiązek szkolny dla 6-latków i przedszkolny dla 5-latków. Dzieci mają rozpoczynać naukę w wieku siedmiu lat, po rocznym obowiązkowym przygotowaniu przedszkolnym dla sześciolatków. Jeśli jednak rodzice chcą wysłać sześciolatka do pierwszej klasy, mogą to zrobić.

Dziś już jednak widać, że wybór ten w praktyce ograniczy się do decyzji: pierwsza klasa czy zerówka szkolna. Rodzice dowiadują się bowiem w przedszkolach (czy we wszystkich - tego oczywiście nie wiem, ale można się spodziewać, że taka będzie tendencja), że dyrektorzy placówek nie mogą znów tworzyć zlikwidowanych raz zerówek, bowiem nie będą mieli gdzie przyjąć trzylatków. Tłumaczą rodzicom, że ci mają wybór między zerówką szkolną (czyli oddziałem przedszkolnym w szkole), a pierwszą klasą. Dokładnie tych samych argumentów używają władze miasta:

Jeżeli stołeczne 6-latki nie pójdą do I klasy, to nie będzie miejsc w przedszkolach dla 3-latków, a ponad tysiąc nauczycieli może mieć problem ze znalezieniem pracy. Miasto będzie zachęcać rodziców do posyłania 6-latków do szkół

-mówi wiceprezydent stolicy Włodzimierz Paszyński.

I choć nie jest winą rodziców sześciolatków, że władze miasta nie wkładały dość energii w tworzenie nowych miejsc w przedszkolach, a władze centralne koncentrowały się na wypychaniu maluchów do szkół, to jednak wybór rodziców będzie bardziej ograniczony niż wydawało się na początku, czyli będzie wyborem między szkołą, a szkołą. Między pierwszą klasą, a szkolną zerówką. Choć to wybór ograniczony, to jednak realny i jak twierdzą eksperci warto dzieciom ten rok dzieciństwa podarować. W ten sposób dzieci będą mogły uczyć się przez przekształcenie, a nie po śladzie.

To jest ta wielka różnica. Zabawa jest twórcza i pozwala na wyrażanie się poprzez twórczą ekspresję

-wielokrotnie tłumaczyła rodzicom Dorota Dziamska, metodyk nauczania z Pracowni Pedagogicznej im. prof. Ryszarda Więckowskiego.

Władze Warszawy (i innych miast także) idą jednak krok dalej. One nie tylko będą zachęcać, by rodzice wybierali szkolne zerówki, czyli odziały przedszkolne w szkołach, będą zachęcać, by wybierali dla swoich dzieci pierwszą klasę.

Nie powtórzymy tego wyniku (w bieżącym roku szkolnym do stołecznych przedszkoli trafiło prawie 90 proc. dzieci 3-letnich, których rodzice ubiegali się o zapisanie swoich dzieci do tych placówek - przyp. red.), chyba, że uda nam się namówić rodziców 6-latków, żeby posłali dzieci do szkoły. Naprawdę nasze dzieci 6-letnie w niczym nie są gorsze od swoich rówieśników w Europie i na świecie, znakomicie radzą sobie ze szkołą

-powtórzył wiceprezydent argumenty znane z propagandowej retoryki rządu PO-PSL.

Wiceprezydent Paszyński twierdzi także, że wcześniejsze pójście do szkoły będzie korzystne dla dzieci i umożliwi im lepszy start w późniejszym życiu. Jest to argumentacja nie mająca żadnego pokrycia w faktach. Poniżej przypominam teksty, w których światowej sławy eksperci twierdzą coś wręcz przeciwnego, czyli zbyt wczesne rozpoczęcie formalnej edukacji po prostu dzieciom szkodzi.

Szefowa MEN unika prawdy jak ognia. A jaka jest prawda? Że nie działa dla dobra dzieci

Brytyjski naukowiec: „Wszystkie badania potwierdzają, że wczesna edukacja szkolna raczej szkodzi dzieciom niż im pomaga

Pomimo tych argumentów władze Warszawy będą zachęcać rodziców 6-latków, aby posyłali swoje dzieci do pierwszych klas.

Będziemy organizować spotkania, będziemy pokazywać rodzicom szkoły, ponieważ jest szalenie ważne, żeby pokazać rodzicom, że mitem są te nieprzygotowane szkoły. W ostatnich latach włożyliśmy mnóstwo pieniędzy w modernizacje, remonty, nie mówiąc o budowie całkiem nowych placówek

-przekonywał Paszyński.

Poza tym miasto planuje spotkania z nauczycielami i kampanię informacyjną. Zamierza wystartować ze swoją akcją po tegorocznych feriach zimowych.

Nic dziwnego, że władze Warszawy będą robić PR szkołom. Przecież wywodzą się z tej samej partii, która wbrew rodzicom reformę przeforsowała. Jeśli uda im się rodziców przekonać i większość pośle dziecko do pierwszej klasy, PO z satysfakcją powie: „MEN narobił zamieszania, a rodzice i tak wybrali szkołę. To my mieliśmy rację.”

I oczywiście ostatnia sprawa, to pieniądze:

Samorządy zaniedbały budowę przedszkoli. Walczą, też żeby dostać pieniądze z subwencji oświatowej, które przysługują na uczniów w szkole a nie na przedszkolaki. Kasa, misiu, kasa!

-tłumaczy presję samorządów na rodziców Stowarzyszenie rzecznik Praw Rodziców na swoim profilu na FB.

A rodzice powinni pamiętać, że to do nich należy wybór, który przecież świeżo odzyskali.