Jeśli Adam Michnik nazywa kogoś autorytetem moralnym, to prawie na pewno jest to oszust, złodziej czy agent komunistycznej bezpieki

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Janusz Korwin-Mikke.

wPolityce.pl: Przed chwilą mówił pan na konferencji prasowej w Sejmie, by nie przejmować się stanowiskiem Komisji Europejskiej, bo ono nic nie znaczy. Dlaczego?

Janusz Korwin-Mikke, prezes partii KORWiN: Nic nie znaczy dlatego, że przyjedzie do Warszawy pan Timmermans, sprawdzi, czy w Polsce przestrzegane jest prawo i co z tego? Swoją drogą ciekawe, jak będzie to wyglądało - pan Timmermans będzie chodził po ulicach i patrzył czy policjanci nakładają mandaty? Oczywiście, że prawo nie jest do końca przestrzegane, ale w USA też i wielu innych krajach też nie jest, bo to niemożliwe. Prawo jest zbyt skomplikowane - mamy tony praw i ustaw, z czego 3/4 narzucone jest zresztą przez Unię Europejską. Timmermansowi chodzi o coś innego.

O co?

On chce sprawdzić, czy przestrzegane są w Polsce tzw. reguły europejskie i tutaj jest bardzo duża dowolność oceny - pan Timmermans może bowiem powiedzieć, że tak nie jest. Ja jestem zresztą wrogiem tych reguł. Jeżeli Europa ma przeżyć, to musimy pozbyć się ich pozbyć i - dla przykładu - przywrócić karę śmierci. Jak możemy się bronić przed muzułmanami, skoro oni mogą nas zabijać, a my nie? To tak jakby ktoś powiedział, że Hitlera nie trzeba powiesić - należało go powiesić!

Także być może rząd PiS zostanie uznany za ten, który odrzuca częściowo te europejskie reguły - z przykrością muszę powiedzieć, że akurat w tej sprawie sporu z KE będę PiS popierał.

W pewnej jednak mierze widzimy pełne oburzenia głosy, które przestrzegają, by nie zadzierać z KE, bo to się nie może dobrze skończyć.

To salonowa histeria - ci ludzie uważają, że tylko oni mają prawo interpretować historię, że tylko ich opinie są ważne. Ile razy się zdarza, że państwo słyszą, że wszyscy ludzie potępiają, że cała Europa potępia - to proszę pamiętać, że jest to 15 procent. Oni rozmawiają z kolegami z tego samego salonu z Paryża czy Brukseli, a to nie są opinie całego świata, ani nawet większości demokratycznej, ani nawet elit - to opinie hołoty, która dorwała się do władzy w tych krajach i wzajemnie się wspiera.

Powiem tak: jeśli Adam Michnik nazywa kogoś autorytetem moralnym, to prawie na pewno jest to oszust, złodziej czy agent komunistycznej bezpieki.

Traktuje pan te połajanki z Brukseli jako ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski?

To ingerencja w polskie sprawy, ale to PiS negocjował Traktat Lizboński, agitował by go podpisać, a śp. prezydent Kaczyński go podpisał. To PiS jest współodpowiedzialny za to, co się stało. Oczywiście Platforma też by to podpisała, ale to PiS mówi o obronie suwerenności Polski.

Chcę jednak powiedzieć, że na zewnątrz będziemy wspierać rząd, wewnątrz zaś ostro się spierać, bo tak rozumiem spór polityczny.

not. Marcin Fijołek