W wywiadzie dla dziennika „Bild” (w jego najbardziej w Polsce komentowanej części, bo za granicą zajmowano się innymi wątkami) Witold Waszczykowski być może faktycznie nieco wyszedł z roli. Może istotnie sięgnął po zbyt publicystyczne tezy. Faktem jest – śledząc wypowiedzi szefa MSZ – że czasami zdaje się mieć on ambicję odgrywania roli bardziej prezentera nowej doktryny państwa niż tylko szefa resortu spraw zagranicznych. Z drugiej jednak strony w najczęściej cytowanym fragmencie wywiadu Waszczykowski lapidarnie i niezwykle celnie ujął istotę narzucanej Polakom, ale i całemu Zachodowi, lewicowej narracji.

Przypomnijmy – szef MSZ powiedział:

Chcemy tylko wyleczyć nasz kraj z kilku chorób, aby mógł ponownie wyzdrowieć. Poprzedni rząd realizował [w mediach] specyficzną koncepcję lewicowej polityki. Tak jakby świat musiał poruszać się według marksistowskiego wzorca tylko w jednym kierunku ­– nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i zwalczają wszelkie przejawy religii. To nie ma nic wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami.

Te słowa spotkały się w Polsce z reakcją tyleż histeryczną, co groteskową. Rzecz jasna, zostały zinterpretowane całkowicie opacznie, czego zresztą można było się spodziewać. Dla części osób – głównie polityków toczących walkę z obecną władzą – taka wykoślawiona interpretacja, zgodnie z którą wrogami PiS stali się cykliści i wegetarianie, jest po prostu wygodna. Choć prywatnie rozumieją zapewne doskonale, że Waszczykowski nie mówił o poszczególnych osobach i nikogo nie chciał piętnować ani wykluczać, ale miał na myśli prąd ideologiczny, każący uznawać pewne rozwiązania za bezdyskusyjne i oczywiste, choć wcale takimi nie są.

Część – głównie zwykła publiczność, rekrutująca się z KOD-opodobnych lemingów, jest zwyczajnie zbyt prymitywna intelektualnie, żeby pojąć, o co Waszczykowskiemu chodzi. Oni są zwykle przekonani, że oddając hołd przejawom współczesnej lewackiej religii (na które składają się również te zjawiska, o których wspominał szef MSZ), są po prostu nowocześni, europejscy i – co ciekawe – racjonalni. Podczas gdy faktycznie są umiejętnie sterowani. O mechanizmach tego sterowania, które działały na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, bardzo przenikliwie, choć zarazem porażająco, pisał między innymi Michel Houellebecq w swoich „Cząstkach elementarnych”. Wyznawcom biegactwa, roweryzmu, weganizmu i innych kultów szczególnie warto polecić w tej powieści epizod rozgrywający się na założonym za czasów pierwszych hippisów polu kempingowym, nieustannie dostosowywanym do nowych mód i oferującym pełną gamę modnych aktualnie zajęć. Od lat piszę o podobnych zjawiskach, starając się wytłumaczyć, że ich ideologiczna podbudowa jest głęboko ukryta pod pozorami neutralności i racjonalności. Wychodzi ona jednak na jaw, gdy uderzy się w stół. Wystarczy wówczas popatrzeć, które nożyce się odzywają. I, dziwnym trafem, są to na ogół nożyce ściśle powiązane z lewicowymi ideologiami. Wielokrotnie obserwowałem takie właśnie reakcje na moje teksty – ostatnio w postaci burzy, którą wywołał opublikowany przeze mnie gościnnie w „Plusie-Minusie” obszerny tekst o tym, jak w imię lewicowej ideologii sekowani są w miastach kierowcy samochodów.

Ciąg dalszy na następnej stronie.