Na zaproszenie fundacji rzecznik Praw Rodziców Polskę odwiedził profesor David Whitebread z Uniwersytetu w Cambridge. Profesor Whitebread prowadzi badania nad wczesną edukacją, z których wynika, że fala niepowodzeń szkolnych i poważnych problemów emocjonalnych u dzieci w Wielkiej Brytanii ma źródło właśnie w zbyt wczesnym rozpoczynaniu obowiązkowej edukacji.

Profesor jest sygnatariuszem listu 130 ekspertów związanych z edukacją, opublikowanego w 2013 roku w „Daily Telegraph”, a poświęconego negatywnym skutkom zbyt wczesnej edukacji. Naukowcy przekonywali, że system w którym dzieci idą do szkoły bardzo wcześnie „ograbia” je z umiejętności zabawy oraz kładzie przesadny nacisk na sformalizowane nauczanie. Pisali także, że dzieci które rozpoczynają naukę w wieku siedmiu lat „konsekwentnie osiągają lepsze wyniki nauczania” oraz wyższy stopień zadowolenia z życia. Młodsze dzieci nie powinny więc mieć zajęć, które wiążą się z określonymi, sztywnymi wymaganiami. Powinny móc skupić się na zajęciach opartych na zabawie. Ich zdaniem trwający w całej Europie nacisk na wczesne rozpoczynanie ścieżki edukacyjnej niesie ze sobą duże prawdopodobieństwo wyrządzenia poważnej szkody całemu pokoleniu dzieci, w takich sferach jak samopostrzeganie oraz możliwości edukacyjne.

Profesor Whitebread wygłosił na UKSW ciekawy wykład podczas którego tłumaczył skąd się biorą negatywne skutki przedwczesnego rozpoczynania edukacji przez dzieci i o znaczeniu nauki przez zabawę. W rozmowie ze mną przyznał, że jego zdaniem polski rząd popełnia błąd, dążąc do obniżenia wieku obowiązku szkolnego, gdyż nie ma żadnych naukowych dowodów na poparcie tezy, że to jest dla dzieci dobre. Jest za to mnóstwo naukowych dowodów na to, że rozpoczynanie edukacji, gdy dziecko nie jest na to gotowe, najzwyczajniej odbija się na rozwoju intelektualnym i emocjonalnym maluchów.

Poważnych argumentów, przygotowanych przez naukowca z Cambridge mogła wysłuchać szefowa MEN Joanna Kluzik-Rostkowska. Być może wówczas zechciałaby zmienić zdanie w sprawie forsowanej przez jej rząd reformy. Niestety pani minister na poważną rozmowę nie znalazła czasu.

Rząd najwyraźniej woli mydlić oczy szerokiej publiczności głupawymi spotami niż słuchać naukowych argumentów, stojących w sprzeczności z jego polityką. Gabinet PO-PSL, forsując tak zwaną reformę edukacji, często używa argumentu, że trzeba gonić Zachód. Jednak nie chce znać badań, pochodzących z tego Zachodu, z których mogłoby wynikać, że się myli, czyli jeśli fakty nie pasują do propagandy, tym gorzej dla faktów.

Szefowa MEN nie znalazła czasu na rozmowę o sześciolatkach. Może dlatego na jesieni będzie musiała brać kredyt i szukać pracy.

Na szczęście o sześciolatkach i wpływie wcześniejszej edukacji na rozwój dziecka z wybitnym ekspertem z Uniwersytetu Cambridge porozmawia prezydent - elekt Andrzej Duda. Nowo wybrany prezydent udowadnia w ten sposób, że problemy społeczne, w tym ten dotyczący sześciolatków jest mu bliski nawet po wygranej elekcji. A PO nie uczy się nawet na własnych błędach.

Tonący Muchy się chwyta? Była „ministra sportu” na czele sztabu PO. To świetna wiadomość. Dla PiS…