Ministerstwo Edukacji Narodowej na realizację programu „Wyprawka szkolna” zamierza przeznaczyć w tym roku 51 mln złotych, czyli 20 mln mniej niż planowano pierwotnie.

CZYTAJ TAKŻE: Oszczędność czy cynizm? MEN uszczuplił program „Wyprawka Szkolna” o 20 mln zł

Wiceszefowa MEN Joanna Berdzik tłumaczy, że na wyprawkę szkolną postanowiono przeznaczyć mniej pieniędzy, ponieważ w poprzednich edycjach programu nie wykorzystywano całości środków. To tłumaczenie jest prawdziwie. Każdego roku do budżetu państwa wraca znacząca część środków z rządowego programu. W 2013 r. kwota dotacji uruchomiona na realizację „Wyprawki” wynosiła 119 820 590 zł, do budżetu wróciło 21 773 985 zł - to ponad 18% niewykorzystanych środków. Dla porównania: w 2012 r. na dofinansowanie przeznaczono 91 733 953 zł, kwota niewykorzystana to 10 339 943 zł (ponad 11%).

Dlaczego pieniądze z wyprawki zamiast zasilać budżety rodzinne zasilają budżet państwa? Po pierwsze z powodu bardzo nisko ustawionego kryterium dochodowego, po drugie z powodu zmian, jakich dokonała była szefowa MEN Krystyna Szumilas. I po trzecie, dlatego, że uprawnieni do uzyskania rządowej pomocy po prostu o tym nie wiedzą.

Często wiele osób nie zdaje sobie sprawy z faktu, że ze wsparcia mogą korzystać także rodzice wielodzietni, którzy nie spełniają tak zwanego kryterium dochodowego, czyli zarabiają więcej niż 539 złotych na osobę w rodzinie. Nie wiedzą, bo ministerstwo nie przeprowadza szerokiej kampanii informacyjnej, dotyczącą tego, kto może po dofinansowanie sięgnąć.

W 2014 roku próg dochodowy, uprawniający do skorzystania z ministerialnego dofinansowania wynosił 539 zł netto na osobę w rodzinie. To znaczy, że z dofinansowania podręczników mogły skorzystać rodziny, żyjące na granicy ubóstwa, które w Polsce dla gospodarstwa domowego z dwójką dzieci wynosi niewiele ponad 440 zł na osobę. Rodzin, które spełniają tak drastycznie niskie kryterium dochodowe jest niewiele.

Jednak w latach ubiegłych władze gminy mogły 10 procent pieniędzy z „Wyprawki Szkolnej” przekazać rodzinom spoza tego drastycznie niskiego kryterium dochodowego. Były to na przykład rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym lub rodziny wielodzietne. W ten sposób liczba rodziców uprawnionych do skorzystania z dofinansowania w ramach „Wyprawki” znacznie wzrastała. Niestety decyzją minister Krystyny Szumilas rząd obniżył tę pulę z 10 na 5 procent. Czyli ni mniej ni więcej, o połowę zmniejszono kwotę, która mogła trafić do rodzin wielodzietnych i innych potrzebujących pomocy, ale na swoje nieszczęście (w tym przypadku) żyjących powyżej granicy ubóstwa.

Czy nie lepiej byłoby zamiast topić miliony w podręczniku, który jest kontrowersyjnym bublem zwiększyć nakłady na „Wyprawkę Szkolną?”. A przynajmniej pozostawić możliwość przesunięcia środków z puli, gdzie kryterium dochodowe obowiązuje, do puli, gdzie go nie ma? W tej chwili taka możliwość niestety nie istnieje. Jednak MEN woli środki na wyprawkę po prostu zmniejszyć, bo tak jest najłatwiej.

Pozostańmy teraz przy owych pięciu procentach ogólnej kwoty „Wyprawki”, z których mogą skorzystać rodzice. Mało kto wie (szczegółową kampanię informacyjną na temat dofinansowania zakupu podręczników prowadzi Fundacja Rzecznik Praw Rodziców), że po te pieniądze mogą sięgnąć właśnie rodzice wielodzietni spoza rządowego kryterium dochodowego. W ubiegłych latach nie tylko osoby o skrajnie niskich dochodach mogły ubiegać się o zwrot części kosztów poniesionych na zakup podręczników. O dofinansowanie bez względu na kryterium dochodowe mogły starać się rodziny wielodzietne (posiadające minimum trójkę dzieci), rodzice dzieci niepełnosprawnych oraz rodziny w trudnej sytuacji życiowej. Co istotne w przypadku rodzin wielodzietnych nie wszystkie dzieci w rodzinie muszą być w wieku szkolnym, by rodzina mogła otrzymać budżetowe wsparcie. Niestety dokładnych przepisów nie znają często nauczyciele, dyrektorzy szkół czy szefowie lokalnych wydziałów oświaty. Często więc rodzice, pytając o swoje prawa są dezinformowani przez osoby, które nie znają dokładnie rozporządzenia. Zresztą przepisy zmieniają się z roku na rok.

Żeby sprawy jeszcze bardziej skomplikować w ubiegłym roku na przykład w rządowym rozporządzeniu nie podano końcowej daty składania dokumentów. Tzn. że termin naboru wniosków gminy ustalały samodzielnie, co wywoływało spory chaos. Poza tym w ubiegłym roku na przykład w konsekwencji wprowadzenia tzw. „darmowego podręcznika” MEN postanowiło ograniczyć liczbę uczniów mogących skorzystać z programu „Wyprawka szkolna”.

MEN zamiast pieniądze na wyprawkę ograniczać, mógłby tak zmienić przepisy, bo zwyczajnie mogło z tego programu skorzystać jak najwięcej potrzebujących rodzin. No ale przecież szefowa MEN nie będzie ułatwić życia tym strasznym rodzicom, którzy ciągle czegoś się domagają lub którym coś się nie podoba. To tylko kolejny dowód, z długiej listy w ostatnim czasie, że PO z obywatelskością od dawna nie ma już nic wspólnego. Właśnie zapłacił za to karę Bronisław Komorowski. PO zapłaci ją na jesieni.