Zdziwić się może każdy, kto zdecyduje się na rozwiązanie prezydenckiego Latarnika Wyborczego 2015 i jednocześnie śledzi sprawę tematu sześciolatków w szkołach od dłuższego czasu.

Okazuje się bowiem, że prezydent Bronisław Komorowski przy stwierdzeniu dwunastym odpowiada „Zgadzam się”. Stwierdzenie to dotyczy właśnie sześciolatków w szkołach:

Rodzice sześciolatków powinni mieć wybór, czy posłać swoje dzieci do szkoły, czy do przedszkola.

W uzasadnieniu tego stwierdzenia przy nazwisku Bronisława Komorowskiego czytamy:

Już teraz nie wszystkie sześciolatki idą do szkoły w tym samym wieku. Rodzice, którzy uważają, że ich dziecko nie jest gotowe do podjęcia nauki w szkole mogą odroczyć obowiązek szkolny, jeśli poradnia psychologiczna potwierdzi, że dziecko nie jest przygotowane do podjęcia nauki. Nie jest już potrzebna, jak poprzednio, zgoda dyrektora szkoły na odroczenie nauki w szkole.

O tym, że odpowiedź pochodzi od sztabu kandydata lub nawet od samego kandydata świadczy jakże lotne stwierdzenie, że „nie wszystkie sześciolatki idą do szkoły w tym samy wieku”. Stwierdzenie iście w stylu urzędującej głowy państwa. Przejdźmy jednak do meritum. Skoro dziś nagle okazuje się, że prezydent Komorowski zgadza się ze stwierdzeniem, że „rodzice sześciolatków powinni mieć wybór, czy posłać swoje dzieci do szkoły, czy do przedszkola”, to znaczy, że wcześniej głowa państwa podpisywała, to co podsunięto jej pod nos, wcale nie wiedząc o co chodzi. Bo przecież Bronisław Komorowski podpisał wszystkie ustawy, które ów wybór rodzicom odebrały i na mocy których sześciolatki do szkół pójść muszą. W marcu 2009 roku, to Lech Kaczyński zawetował nowelizację Ustawy o Systemie Oświaty, oddalając w ten sposób obowiązek szkolny od sześciolatków.

Przypomnijmy, że za Bronisława Komorowskiego odrzucono w Sejmie **aż trzy projekty obywatelskie w sprawie sześciolatków. I jakoś nie przypominam sobie płomiennego przemówienia prezydenta, który wspierałby projekt obywatelski i apelował do władzy o uszanowanie woli i podpisów setek tysięcy - w dwu przypadkach oraz milionów podpisów obywateli - w przypadku referendum, dotyczącym reformy.

Co więcej zwolennik wolnego wyboru rodziców - Bronisław Komorowski w przeddzień czytania projektu „Rodzice chcą mieć wybór” zupełnie zignorował prośbę o spotkanie w tej sprawie z rodzicami z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców. Tę niechęć do wysłuchania rodziców ciężko zrozumieć z perspektywy deklarowanych priorytetów głowy państwa, jakimi są m.in. rodzina i wzmocnienie dialogu.

Ostatnia i najbardziej prawdopodobna możliwość jest taka, że Bronisław Komorowski  po prostu próbuje zrobić z wyborców idiotów. Z jednej strony z Latarnika Wyborczego wynika, że prezydent jest za wolnym wyborem rodziców, z drugiej jednak strony przedstawiona argumentacja pokrywa się z tą przedstawianą przez PO, że rodzice wybór mają, bo przecież mogą dziecko odroczyć. Z tym, że - o czym wielokrotnie pisałam - to argumentacja fałszywa, stwarzająca jedynie pozory wyboru. Próba odroczenia to utrudniana droga przez mękę, nie gwarantująca dziecku pozostania w przedszkolu. Komorowski w tej sprawie chce jednak mieć ciastko i zjeść ciastko. Mam jednak nadzieję, że rodzice nie są idiotami i w maliny tak łatwo wpuścić się nie dadzą.

Czytaj także:

Ministerialna propaganda kontra szara rzeczywistość. Psycholog do rodziców w przedszkolu: „Wasze dzieci nie są gotowe na szkołę, ale nie macie wyjścia.”

Platforma Obywatelska do spółki z PSL na naszych oczach morduje społeczeństwo obywatelskie


W najnowszym numerze tygodnika „wSieci”: Prezydent urządził mi piekło – wstrząsająca relacja Wojciecha Sumlińskiego, dziennikarza, który rzucił wyzwanie Komorowskiemu.

Największy konserwatywny tygodnik opinii w Polsce  w sprzedaży także w formie e-wydania. Szczegóły na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.