Zebranie w jednym z warszawskich przedszkoli z rodzicami maluchów, które kolejno od września 2015 i 2016 pójdą do szkoły jako sześciolatki. Spotkanie prowadzi psycholog z państwowej poradni psychologiczno-pedagogicznej, która ma opowiedzieć rodzicom, co mogą zrobić, żeby ułatwić pociechom szkolny start.

Pani psycholog zaczyna od słów:

Na początek powiem państwu szczerze: mało który sześciolatek jest gotowy na szkołę.

Wśród rodziców przebiega szmer niepokoju. Jak to? Przecież oficjalna, MEN-owska wersja kolportowana w mediach i sprzedawana w spotach popierających reformę brzmi zupełnie inaczej.

Wasze dzieci rozwojowo nie są gotowe na długie, żmudne ćwiczenie pisania rzędów literek i cyferek

— kontynuuje pani psycholog, tłumacząc jaki powinien być prawidłowy chwyt ołówka, by napięcie mięśniowe rozkładało się prawidłowo.

W tej chwili musicie państwo zrobić wszystko, żeby wasze dzieci potrafiły odnaleźć się w szkole. Idą do niej o rok za wcześnie. W większości nie są na to gotowe rozwojowo, nie są gotowe pod względem koncentracji, sprawności manualnej

— kontynuuje pani psycholog, wprowadzając część rodziców w spore osłupienie, padają słowa niedowierzania, rodzice zaczynają się denerwować.

To po co idą do tej szkoły?

— nerwowo pyta któraś mama.

Spotkanie wygląda tak, jakby ktoś większość rodziców obudził z radosnego trwania w nieświadomości i dopiero teraz zaczęło do nich docierać co znaczy ów „sześciolatek w szkole”.

W sferze emocjonalnej będzie najtrudniej. Po prostu pod względem rozwojowym od takich małych dzieci nie można pewnych rzeczy wymagać. W wielu szkołach nauczyciele niestety nie są przygotowani do pracy z dziećmi młodszymi niż siedmiolatki. (…) Część sześciolatków będzie się zachowywała, jakby były nadpobudliwe, część jakby miała problemy ze słuchem, część jakby miała SI, część będzie miała problem z przetwarzaniem dźwięku przy zbyt dużej liczbie bodźców.

W końcu wśród rodziców wybucha dyskusja o odraczaniu. Niestety pani psycholog studzi zapał sali:

Poradnie mają takie wytyczne, by sprawdzać na ile otoczenie jest przygotowane na przyjęcie sześciolatka i by w efekcie odraczać jak najmniej dzieci. Gminy nie chcą płacić za odroczenia, a co za tym idzie za zerówki, bo na dzieci w pierwszych klasach jest większe dofinansowanie. Polskie Towarzystwo Psychologiczne stoi na stanowisku, że jeśli nie jesteśmy w stanie powiedzieć, że dziecko w tej chwili ruszyło rozwojowo i przeżywa skok, tylko ma zwykłe trudności, to takiego dziecka się nie odracza. Innymi słowy mamy odraczać tylko takie dzieci w przypadku których jest szansa, że coś się zmieni. Jeśli chodzi o przyszły rok, to dziś w ogóle nie wiadomo, czy będzie istniała możliwość odroczenia. W tej chwili państwowe poradnie są na widelcu i sprawdzane są z każdej możliwej strony. Muszą stwierdzić bardzo poważny problem, by dziecko mogło być odroczone.

Krótko mówiąc drodzy rodzice, to co mówiła przed odrzuceniem obywatelskiego projektu „Rodzice chcą mieć wybór” w Sejmie Katarzyna Hall, zapewniając, że rodzice mają wybór, bo istnieje możliwość odraczania dzieci, ma się nijak do rzeczywistości. I dziwne, że jakoś teraz na spotkania z rodzicami do przedszkoli nie przychodzą osoby, które w spocie reklamującym reformę piały z euforii nad polską szkołą. Rozmawiać muszą ci, którzy doskonale wiedzą, że ta reforma, to fatalny pomysł.

Fot. demotywatory.pl
Fot. demotywatory.pl

Także minister Kluzik - Rostkowska wie swoje i nie przyjmuje merytorycznych argumentów:

Nie mam żadnych wątpliwości, że sześciolatki powinny pójść do szkoły; cieszę, że po paru latach dyskusji rozpoczną naukę. (…) Niedowiarkom zawsze mówiłam: „Przypomnijcie sobie, jakie bodźce rozwojowe miały dzieci 30-40 lat temu. Świadomość rodziców, co do ważności różnych bodźców edukacyjnych od momentu narodzin dziecka była zdecydowanie niższa. Średni poziom wykształcenia też temu nie pomagał. Aspiracje co do przyszłości dzieci były niższe. I porównajcie tamten świat z dzisiejszym, nie zapominając oczywiście o Internecie.”

— mówiła podczas inauguracji roku 2014/2015.

Szkoda, że niektórzy rodzice dopiero teraz zaczynają rozumieć w co zostały wpakowane ich dzieci. Niestety zasada „lepiej późno niż wcale” w ogóle  tu nie obowiązuje.