wPolityce.pl: Zakończyło się przesłuchanie Bronisława Komorowskiego, jako świadka w procesie przeciwko m.in. Wojciechowi Sumlińskiemu. Sprawa dotyczy płatnej protekcji przy weryfikacji WSI. Co mogą nam powiedzieć zeznania Prezydenta RP w tej sprawie?

Antoni Macierewicz: Mamy dopiero wstępną fazę tego przesłuchania. Jak zapowiada pan Sumliński, przygotował 200 pytań. To zapewne oznacza, że przesłuchanie nie skończy się dziś. Zapowiedziano już zresztą konfrontację Prezydenta Komorowskiego z innym świadkiem. Zapewne więc to będzie jeszcze trwało sporo. Obecnie znamy dopiero pewną cząstkę tych zeznań. Je należało będzie przeanalizować dogłębnie. Szczególnie, że mają charakter sensacyjny.

Dlaczego sensacyjny? Co ważnego prezydent już powiedział?

Prezydent, a wówczas poseł, Komorowski, powiedział, że w roku 2007 spotkał się z panem L., gdy jeszcze nie był marszałkiem Sejmu. Nie mógł mieć wtedy choćby nadziei na dostęp do aneksu raportu o WSI. Prezydent powiedział, że podżegał pana Lichockiego do nielegalnego zdobycia ściśle tajnego dokumentu, co do którego podejrzewał, że dotyczy jego samego. Prezydent powiedział to dziś jasno. To jest sytuacja, która kompromituje pana posła, marszałka, a dziś prezydenta Komorowskiego w sposób jednoznaczny.

To jest aż tak oczywiste? Może jest jakieś korzystne dla prezydenta wytłumaczenie?

Trudno o inną interpretację. Okazuje się przecież, że gdy prezydent zapoznał się z informacją, że można zdobyć aneks i powiedział, że jest tym zainteresowany, nie poinformował o ewidentnym przygotowywaniu przestępstwa żadnej właściwej do tego służby czy instytucji. Nie przekazał informacji ani kontrwywiadowi wojskowemu, ani ABW, ani prokuraturze. Prezydent poinformował o sprawie tylko Pawła Grasia, który był przewodniczącym komisji służb specjalnych.

Czyli jednak coś zrobił w tej sprawie.

Ale przecież pan Graś nie jest organem wymiaru sprawiedliwości, nie jest organem ścigania. Poseł Graś był kolegą prezydenta Komorowskiego z klubu parlamentarnego. W żaden sposób pan Graś nie miał możliwości zapobieżenia możliwości popełnienia przestępstwa. Pan Bronisław Komorowski przyznał się tym samym do popełnienia dwóch bardzo poważnych przestępstw w związku z całą sprawą. Jednak wiele spraw wciąż pozostaje niewyjaśnionych. Jest wiele niejasności, które nie zostały rozwiane w dniu dzisiejszym. One dotyczą dat spotykania się pana Bronisława Komorowskiego z funkcjonariuszami WSI, płk. Tobiaszem i płk. Lichockim. Jednak są i sensacyjne wątki w tym przesłuchaniu.

O jakich wątkach Pan mówi? Co sensacyjnego powiedział Prezydent?

Prezydent powiedział dwie ciekawe rzeczy. Mówił, że zapoznał się z aneksem do raportu jeszcze jako marszałek Sejmu. To wydaje mi się pomyłką pana prezydenta, który mówił zapewne, że „zapoznałby się”. Jako marszałek nie miał on przecież wglądu do aneksu, póki nie zostałby on ujawniony przez Prezydenta RP. To pewnie przejęzyczenie, ale tak właśnie sprawę relacjonuje PAP. Jednak już poważną sensacją jest drugi wątek. Bronisław Komorowski mówił, że nie może sobie przypomnieć, kiedy zapoznał się z aneksem.

O czym ma to świadczyć?

To rzecz niebywała. Przecież ten dokument jest od czterech lat, a przynajmniej powinien być, w sejfie prezydenta. Tam zostawił go prezydent Lech Kaczyński. Tylko prezydent ma obecnie prawo zapoznawać się z aneksem. Prezydent nie zgodził się przekazać go nawet sądowi na potrzeby procesu. Tłumaczył, że ten dokument jest wyłącznie do jego wglądu. Obecnie Bronisław Komorowski mówił, że nie wie kiedy się zapoznał z tym dokumentem.

Mówił jednak, że wie, iż aneks jest wymierzony w niego. Może więc jednak czytał?

Rzeczywiście, to również ma posmak sensacji. Prezydent mówił, że aneks jest dokumentem wymierzonym w niego. Przecież to jest 800 stron tekstu, tam są dokumenty, nazwiska, dane pokazujące przestępcze działania WSI. Jeśli cały ten dokument, w przekonaniu prezydenta Bronisława Komorowskiego, jest wymierzony przeciwko niemu, a jest tam mowa o setkach przestępstw, jest aktem oskarżenia przeciwko niemu, to rzeczywiście Prezydent Komorowski ma się czego obawiać. To pozwala lepiej zrozumieć jego ostatnie działania. Jego działania z ostatnich siedmiu lat, a głównie pięciu lat, są obecnie znacznie lepiej zrozumiałe.

Co możemy lepiej obecnie zrozumieć?

Lepiej rozumiemy, dlaczego tak się zachowywał, dlaczego działał z nieprawdopodobnym natężeniem złej woli. Robił wszystko, działał legalnie i nielegalnie, by zapoznać się z tym dokumentem i uniemożliwić jego opublikowanie, bądź go za wszelką cenę zdyskredytować. 800 stron dokumentów, wymierzonych, oskarżających pana Bronisława Komorowskiego. Tak powiedział on sam. Mówił to już po zapoznaniu się z tym aneksem.

Z jakimi skutkami te stwierdzenia powinny się spotkać? Należałoby żądać głębszych wyjaśnień w tej sprawie?

Należy obecnie żądać, by aneks został upubliczniony. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jak wygląda ten swoisty akt oskarżenia przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu. On ma prawo się bronić, ale Polacy mają prawo wiedzieć, jakie dokumenty gromadzone były przez WSI, których tak przeraził się Bronisław Komorowski.

W na ile trudnej sytuacji jest obecnie Prezydent Komorowski? Czy ta sprawa może zakończyć karierę polityka ze szczytu władzy?

Nie chcę się na ten temat wypowiadać. Jako człowiek odpowiadający za ten aneks skierowałem szereg spraw do postępowania prokuratorskiego. Pan premier Olszewski, który po mnie przejął kierownictwo komisją weryfikacyjną. Moje stanowisk jest jasne, zostało sformułowane, gdy kierowałem sprawy do prokuratury. Są tam materiały wskazujące na przestępczy charakter działań WSI i ludzi z nimi związanych.

Wątek powiązań Prezydenta Bronisława Komorowskiego z WSI powraca w niektórych mediach dość często, ale nigdy nie został wyjaśniony i naświetlony w sposób wystarczający. O czym świadczy fakt, że wciąż nie znamy ważnych aspektów życia Prezydenta RP?

To jest sytuacja, w której pana Prezydenta chroni cały aparat władzy. A od momentu, gdy Bronisław Komorowski przejął funkcję Prezydenta RP, to on ma w rękach wszystkie dowody. System prawny III RP, system sądowniczy jest z kolei tak słaby, że nie jest zdolny nawet go przesłuchać w normalnym trybie. Czyni się dla niego szczególne wyjątki i czyni się go osobą w tej sprawie uprzywilejowaną. To zupełnie inaczej niż w krajach demokratycznych, w których prezydenci zeznają w normalnych warunkach, a nie w swoim gabinecie…

Rozmawiał Stanisław Żaryn