O Władysławie Bartoszewskim tylko dobrze albo wcale – taką zasadę zdaje się wprowadzać europoseł Platformy Obywatelskiej i kandydat na kolejna kadencję Paweł Zalewski.
To odpowiedź na publikacje prostujące kwestię wykształcenia byłego ministra spraw zagranicznych, a także pieniędzy, jakie otrzymywał on od niemieckiej fundacji.
W ubiegłym tygodniu napisaliśmy o kuriozalnej notce, jaką w „Wielkim słowniku polsko-niemieckim” zamieściło Polskie Wydawnictwo Naukowe. Wymieniając honorowych patronów książki Władysława Bartoszewskiego przedstawiono jako „profesora doktora habilitowanego”.
CZYTAJ TAKŻE: Nieoczekiwany awans naukowy Władysława Bartoszewskiego według wydawnictwa PWN
„Gazeta Polska” też podjęła ostatnio temat „profesora” informując, że do prokuratury w Karslruhe wpłynęło zawiadomienie o bezprawnym tytułowaniu go tym stopniem naukowym (a także doktora) przez Fundację Konrada Adenauera. Gazeta przypomniała również o sprawie z 2001 r. - przekazania Bartoszewskiemu (gdy był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Jerzego Buzka) przez powiązaną z niemieckim rządem fundację Roberta Boscha pokaźnej kwoty pieniędzy.
Tygodnik cytuje raport nt. działalności fundacji w latach 1974-2000:
Fundacja wspiera pracę Władysława Bartoszewskiego nad jego wspomnieniami na temat porozumienia niemiecko-polskiego, jako ważnego dokumentu czasów, i przeznaczyła na ten cel 132 000 DM.
Portal niezalezna.pl przypomniał też pracownika fundacji, który wyjaśniał:
Wspieramy go, bo on wspiera nas.
Bardzo ostro zaprotestował przeciw podawaniu tych faktów euro poseł PO Paweł Zalewski.
Na Twitterze umieścił kilka wpisów, na początku prezentując swój spot wyborczy, oparty na wypowiedzi Bartoszewskiego:
Medialna nagonka na prof. Bartoszewskiego sprawiła, że prezentuję wcześniej niż zamierzałem spot z jego poparciem
A dalej były już argumenty tradycyjne:
Dyskusja na ten temat to rozpaczliwa próba zdezawuowania wielkiego Polaka. Rękoma nienawistników osłabia się dobre imię Polski.
Dorobek naukowy i moralny prof. Bartoszewskiego nie podlega dyskusji i można by nim obdzielić kilku belwederskich profesorów.
I wreszcie pojawił się ten najmocniejszy, chyba dotychczas nieużywany:
Ci którzy zarzucają W. Bartoszewskiemu brak profesury, stoją na równi z komunistami, którzy nie pozwolili mu obronić doktoratu.
Zalewski odfrunął. W obronie dobrego imienia człowieka, który w czasie wojny bardziej bal się Polaków niż Niemców rozstał się najwyraźniej z umiejętnością przyswajania faktów i postanowił chłostać obelgami.
Przypomnijmy ścieżkę edukacyjną Władysława Bartoszewskiego:
1939 – matura w Liceum Humanistycznego Towarzystwa Wychowawczo-Oświatowego „Przyszłość” w Warszawie
1941-44 studia polonistyczne na tajnym Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego
1948 – przyjęcie na III rok studiów na Wydziale Humanistycznym UW, po roku aresztowany
1958 - przyjęcie na studia polonistyczne na Wydziale Filologicznym UW w trybie eksternistycznym
Złożył pracę magisterską, ale w 1962 r. został skreślony z listy studentów.
Owszem, wykładał na kilku uczelniach, ale nie potrzebował do tego tytułów naukowych (choć nazywano go w latach 1983–1984 i 1986–1988 „profesorem wizytującym” w Instytucie Nauk Politycznych Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Ludwiga-Maksymiliana w Monachium).
Tyle Wikipedia. Jeśli jej nie ufamy, zerknijmy do serwisu „Ludzie nauki”, oficjalnej bazy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego na www.nauka-polska.pl. Ani słowa o jakimkolwiek tytule naukowym. Nie ma tu nawet informacji o honorowej profesurze na niemieckiej uczelni.
Krótko mówiąc, Władysław Bartoszewski nie jest profesorem, nie jest doktorem, nie jest magistrem. Rozumiemy, że jego życie toczyło się tak a nie inaczej i gdyby od początku edukował się w normalnym, wolnym państwie, zostałby nawet profesorem, ale z faktami ciężko dyskutować. Nawet za cenę wyzwisk od polityka partii władzy.
mt
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/194144-pytasz-o-tytuly-naukowe-bartoszewskiego-stoisz-na-rowni-z-komunistami-europosel-zalewski-kanonizuje-profesora