Polemiki wokół ACTA ciąg dalszy. Łukasz Warzecha odpowiada Piotrowi Zarembie
opublikowano: 29 stycznia, 19:18
PAP
Piotrze, czytając Twoją odpowiedź na mój polemiczny tekst odnoszę wrażenie, że częściowo się rozmijamy w naszej argumentacji, a po części ty nie dostrzegasz absurdów, które mają znaczenie dla mnie.
Rozmijamy się, ponieważ – jak już wyjaśniałem – nie jestem zwolennikiem zniesienia praw autorskich. Zarazem jednak uważam – chyba w przeciwieństwie do Ciebie – że kwestia ich granicy nie jest jedynie sprawą techniczną i detalem, ale sprawą zasadniczą. Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje, że za wykonaną pracę należy się wynagrodzenie. Problem – i to, powtarzam, fundamentalny – tkwi w tym, jaki ma być zakres obowiązywania praw autorskich. A dokładniej – co może zrobić z utworem jego końcowy użytkownik, który za niego zapłacił.
Oczywiście, podany przez ciebie, Piotrze, przykład z wydaniem książki, jest absurdalny z mojego punktu widzenia: za kolejne wydania książki należą się pieniądze (ale też bywa różnie, bo różnie są konstruowane umowy z wydawcami, dobrze wiesz). Pytanie brzmi inaczej: czy jeśli ktoś kupi książkę/płytę/film, to ma prawo zrobić z nim, co zechce, czy nie. Dziś zasady są ogromnie restrykcyjne. Nie ma jeszcze sposobu, aby zabezpieczyć elektronicznie papierową książkę przed skopiowaniem (choć z tego, co wiem, skopiowanie całej książki w punkcie ksero jest już nielegalne), ale już książki elektroniczne są zabezpieczone. E-booka nie da się skopiować dowolną liczbę razy. Podobne zabezpieczenia dotyczą muzyki czy filmów. I tu pojawiają się wątpliwości. Czy jako autor zgodziłbym się, żeby ktoś, kto zapłaci za moją książkę, przekazał ją bezpłatnie znajomym? Tak, zgodziłbym się. Uważam, że ktoś, kto za jakiś utwór raz zapłacił, powinien uzyskać szerokie prawa do dysponowania nim. Dziś takiej możliwości nie ma, a w pewnych przypadkach są one wyjątkowo mocno ograniczone. Tak jest choćby w przypadku gier. Większość z nich do uruchomienia wymaga, aby płyta była w napędzie komputera. Mogę więc legalnie kupić grę, ale nie będę mógł w nią grać w domu równocześnie z kimś innym. Zdarzają się także płyty, których nie da się skopiować nawet na własny użytek.
Sensowne granice ograniczenia możliwości do dysponowania utworem widziałbym w dwóch miejscach. Po pierwsze – w przypadku, gdyby ktoś chciał na cudzej pracy zarobić. Czyli gdyby np. wrzucił na serwer moją książkę i za jej ściągnięcie pobierał opłatę, nie odprowadzając żadnych tantiemów dla posiadacza praw autorskich. Z tego punktu widzenia jest jasne, że zawodowe, masowe piractwo powinno być nielegalne. Druga granica to masowość udostępniania. Pojęcie masowości oczywiście trudno zdefiniować. Czy jeśli ktoś przekaże treść utworu bezpłatnie wszystkim swoim 500 znajomym na Facebooku to jest to już masowe udostępnianie czy nie? Lecz i tutaj można by z pewnością znaleźć sensowne rozwiązanie. Być może należałoby definiować masowość bezpłatnego udostępniania w odniesieniu do udostępniania płatnego. Dla przykładu – jeżeli książka sprzedała się w 5 tys. egzemplarzy, to udostępnienie jej 500 osobom przynosi realną szkodę. Ale jeśli film obejrzało na świecie 50 milionów ludzi w ramach płatnego rozpowszechniania, to 500 osób nie robi żadnej różnicy. To oczywiście tylko jedna z możliwości. Ale takie rozwiązanie ma swoje uzasadnienie w ogólnej doktrynie prawa – to nic innego jak rozwinięcie pojęcia znikomej szkodliwości społecznej czynu.
Piotrze, wydajesz się absolutyzować pojęcie praw autorskich, nie zauważając, że aby rynek właściwie funkcjonował, trzeba przyjąć założenie, że każdy jego uczestnik przyjmuje także pewne etyczne podstawy działania. Wolny rynek nie będzie dobrze funkcjonował, jeśli wolność oznacza swobodę nadużyć, kradzieży czy wymuszeń. Kradzież własności na pewno nic wspólnego z etyką nie ma, ale też nie ma z nią wiele wspólnego nękanie pojedynczych użytkowników sieci groźbami wielotysięcznych kar za podzielenie się kupionym wcześniej utworem z ograniczoną liczbą osób. ACTA – podobnie jak prawo, obowiązujące już w wielu krajach – nie robi tu żadnej różnicy, ponadto – czego, Piotrze, także nie dostrzegasz – nakładając obowiązki i zakazy jedynie na użytkowników. To skrajnie jednostronny akt prawny.
Powtarzam też, że nie da się oddzielić kwestii praw autorskich od kwestii polityki patentowej, która już dawno stoczyła się w otchłanie absurdu. Potrzebne jest zupełnie nowe spojrzenie na te wszystkie powiązane ze sobą kwestie, uwzględniające nie tylko – jak to się dzieje do tej pory – interesy producentów i twórców, ale także kupujących i użytkowników oraz konieczność innowacji. ACTA jest krokiem w przeciwną stronę i dlatego sprzeciw wobec tej umowy jest uzasadniony.
tagi: ACTA Warzecha Zaremba Piotr
Komentarzy: 20
Święte słowa: "Oddzielenie praw autorskich od kwestii polityki patentowej, która już dawno stoczyła się w otchłanie absurdu". Skupowanie przez korporacje patentów, co jest obecnie normą, to prosta droga do świata orwellowskiego.
kto i jak, teraz i po tem, powtrzyma mnie od skopiowania dysku na MP3 i dania go kolegom?
Polemika polemika i jeszcze raz polemika tyle to warte co lanie z pustego wiadra:/
Może byście panowie przestali mieszać we własnym kisielu a zaczęli otwierać ludziom oczy na rządy bandy chyżego ruja.
Ja również uważam, że kwestia pojmowania praw autorskich to sprawa absolutnie zasadnicza. O ile jestem w 100% przeciw piractwu i kupuję dużo płyt, wszystkie są oryginalne, to problemem są tzw. licencje. Nie rozumiem dlaczego bezprawne jest np. kupowanie muzyki na amerykańskim iTunes, gdzie muzyka jest tańsza, czy też ściąganie amerykańskich programów telewizyjnych, które równie dobrze mógłby mi nagrać i przesłać kuzyn ze Stanów, co oczywiście też byłoby nielegalne. Obawiam się, że nowe przepisy okażą się bardziej problemem takich właśnie absurdów, a nie dobrem artystów.
Pan o ograniczeniach do dysponowania utworem: "...- w przypadku, gdyby ktoś chciał na cudzej pracy zarobić". W takim razie polskie uczelnie to mateczniki piractwa. Większość granicząca ze stwierdzeniem "wszystkie" prace naukowe to kompilacje. Nawet jeśli "urzędowo" podaje się źródła to świadomie korzysta się z cudzego dorobku-autorstwa w celu osiągnięcia własnego zysku. Niby prawo autorskie dopuszcza możliwość zacytowania części pracy ale z drugiej strony powstająca nowa praca naukowa jest w bardzo wielu wypadkach zbiorem takich cytatów. Gdzie często wkład własny autora jest na poziomie 10%. Tylko czasami dochodzi do wykrycia plagiatorów, co zapewne nie leży w interesie uczelni. Działalność i płodność naukowa to bardzo specyficzne autorstwo o największej doniosłości dla gospodarki bo powinna ją napędzać. Rozdźwięk w tej zależności w naszym przypadku jest bardzo jaskrawy. Czy aby uczelnie nie cierpią na jakąś chorobę?
What invention was not created by standing on the shoulders of previous inventors? What documentarian can describe the past without using the past to illustrate his works? What political satirist can criticize the hypocrisy of Washington without exposing previous statements and previous actions in film as recorded by others? http://dissidentvoice.org/2012/01/hes-back-leery-of-leahy/#more-41652
@NMN(213.216.74...)Poor provocation of Świniokot. We-see-off! We-see-off! We-see-off!
ACTA wprowadza nową filozofię prawa - osoba jest winna od chwili oskarżenia a nie od wydania prawomocnego wyroku. To coś nowego. W dyskusji wszyscy mówią tylko o kulturze i prawach do utworów a ACTA dotyczy również towarów - na przykład sprzedaż części zamiennych do samochodów innych niż oryginalne też może być uznana za przestępstwo - tańsze zamienniki zostaną zdelegalizowane a przecież nikt kto ma starsze auto nie kupował u autoryzowanego dilera bo często tam ceny brane z kosmosu. Z produkcji zamienników żyło wiele niewielkich zakładów - co będzie z tymi wszystkimi ludźmi? Mają się ustawić po zasiłek? Perfidia ACTA polega na tym że za podróbki uważa się też rzeczy nie udające tego co potentat uważa za oryginał - filtr powietrza do mercedesa będzie uznany za podróbkę nawet jeśli na opakowaniu wyrażnie napisane będzie filtron a nie mercedes. Sytuacja robi się patologiczna.
Wobec prawa patentowego rolnicy tradycyjni czy ekologiczni nie mają żadnych szans. Własność intelektualna, którą "chroni" ACTA obejmuje przecież również geny, rośliny i nasiona z GMO. To jest ogromne niebezpieczeństwo a minister Sawicki milczy ani be, ani me, ani kukuryku a Pawlak w kółko o internecie.
ACTA-Pierwsza Wojna Internetowa http://www.youtube.com/watch?v=dhbelQDVoOI&feature=player_embedded
Przepraszam ale nie mogłem się oprzeć: http://www.youtube.com/watch?v=Na4KbXEMZk4
panowie Zaremba i Warzecha inteligentnie sobie polemizują ile prawa autorskiego w internecie a ile piractwa, które można nazwać także wymianą informacji wszelkiej w sieci...to trudno rozgraniczyć ponieważ internet z założenia stanowi wspólnotę "intelektualną" niezależnie co kto rozumie jako intelektualna...a zasięg wydaje się stanowić zbiór rozmaitych treści od kultury poprzez blogi, czaty, opinie, oraz różne tematyczne portale itp. Zatem przetwarzanie tych wszystkich składników "informacyjnych", dzielenie się nimi stanowi jakby sedno istnienia i działania Internetu. Gdy Skłodowska wynalazła radioaktywne pierwiastki, także stworzyła ambiwalentny wybór pomiędzy użyciem ich w celach szlachetnych oraz niestety do wykorzystania nie zawsze odpowiedzialnego. Widziałam dzisiaj organizujących się a następnie manifestujących młodych ludzi przeciwko ratyfikowaniu ACTA...robią niezwykłe wrażenie "walcząc" o mnóstwo kwestii, które de facto sprowadzają się do żądania obiecywanej oraz gwarantowanej im przez polityków demokracji. Może zatem zaczniemy od tego co współcześnie definiujemy i nazywamy demokracją?...i czy na taką demokrację jest lub czy może być przyzwolenie.
Kilka dodatkowych problemów do rozwiązania opisuje Krzysztof Gonciarz: http://krzysztofgonciarz.com/2012/01/seriale-piractwo/
Ostatnio za bodaj 30 tys.euro sprzedano jakiś obrazek namalowany przez Hitlera. Panuje zgodna opinia, że malarzem był on lichym. Ktoś mógłby namalować identyczny (lichy) obrazek i podpisać go swoim nazwiskiem. Kiedy ten drugi obrazek znalazłby się na aukcji i osiągnął podobną cenę. Jak wygląda zależność między wartością dzieła a popularnością jego twórcy, zaznaczmy, popularnością uzyskaną z zupełnie innych powodów. Prawa autorskie bez popularności są wartością fikcyjną. Próby egzekucji takich praw zawsze mają na względzie jedną rzecz,- zwiększenie popularności twórcy. Wszystko jedno którego miejsca na skali dotychczasowej popularności się znajduje. Nieważne jest także, kto na tą popularność pracuje. Może być tak, że w najmniejszym stopniu sam twórca. Obserwujemy przecież przemijające mody i trendy, dotyczące także nazwisk twórców. Kiedy więc twórca może rościć sobie prawa finansowe, poza jednorazową zapłatą za prawo do rozporządzania przez kupującego rzeczą nabytą? Możemy wypisywać różne mądre klauzule-ostrzeżenia o prawach do utworów, które jednak nie będą miały praktycznego znaczenia bez rzeczywistej popularności jego twórcy. Ta zaś w zakresie najczęściej nie uprawniającym do jej uwzględnienia zależy od samego twórcy. Popularność nawet najlepszych tekściarzy internetowych bierze się z istnienia internetu. Wynikało by z tego, że z chwilą wypuszczenia dzieła na światło dzienne przestajesz nad nim mieć swoje władztwo?
Panie Łukaszu, Pan jest zdecydowanie zbyt inteligentny na tę władzę i na tych polityków i na polskich żurnalistów-komisarzy politycznych. Pana sposób rozumowania jest do bólu prawidłowy. Będzie Panu podobnie jak tysiącom innych Polaków bardzo ciężko w tym grajdole zniewolenia i zakłamania jakim staje się Polska, Unia Europejska i niestety cały świat pod rządami Miedzynarodowego Kartelu Zarządzającego. Intensywna polityka celowego obniżania poziomu wykształcenia przy zachowaniu elitarnych szkół prywatnych ma na celu skonstrułowanie nowego społeczeństwa, w którym 99% będą satnowiły bezmyślne lemingi zachęcane do wolnego seksu, aborcji i eutanazji a 1% nadludzie po elitarnych szkołach z urodzenia przeznaczeni do rządzenia innymi i dostatniego życia na ich koszt. Ochrona praw autorskich to kolejny po podatku klimatycznym podatek służący ograbianiu ludzi w myśl kreowanych sztucznych racji.
Historia się powtarza. Z tego co piszesz wynika, że demokracja ewoluuje w kierunku oligarchii a nawet monarchii z podziałem na klasy. Rzeczywistość zdaje się potwierdzać, że demokracja jest ustrojem idealnym i abstrakcyjnym, który (podobnie jak komunizm) jest nierealny do wprowadzenia bez kompromisów.Jako taki jest tylko w sferze marzeń i na dłuższą metę nie da się go utrzymać. W rzeczywistości jednostki silniejsze zawsze będą dążyć do przejęcia jak największej sfery wpływów i to jest naturalne. Nie znaczy to jednak, że nie należy dbać o dobro słabszych zgodnie z dekalogiem i szeroko rozumianym humanizmem. Trzeba się jednak zastanowić, która forma ustrojowa jest najlepsza. Mam jednak nadzieję, że jakaś zbliżona przynajmniej do demokracji.
Brawo P. Łukaszu w pełni popieram pana stanowisko!! Pozdrawiam.
"Przyglądam się temu sporowi od samego początku i mimo że niby wszyscy znają ACTA nie mam pojęcia dlaczego wiąże się go tylko z Internetem. W mediach mówi się o ACTA jako o problemie Internetu ale jeżeli przeczyta się ten dokument uważne to widać że internet to tylko mała część jakiej on dotyczy. ACTA jest traktatem handlowym narzuconym przez USA, na warunkach USA. Nacisk jest wręcz fizycznie odczuwalny. Jak wiemy ACTA dotyczy przeciwdziałania rozpowszechniania podróbek nie tylko w Internecie ale przede wszystkim w świecie realnym. ACTA będą miały zastosowanie wszędzie tam gdzie zostanie naruszenia zasada rzekomej oryginalności. Narzuci to rozprowadzanie produktów opartych na konkretnych patentach. Do czego zmierzam? Otóż ACTA zakładają na sygnotariuszy stosowanie wyrobów które są poparte patentami zarejestrowanymi w wielkich korporacjach zachodu (czytaj USA). A dlaczego bo nie mamy własnych które mogłyby konkurować z tamtymi. To od razu eliminuje konkurencje krajów rozwijających się takich jak Polska. Nie będziemy mogli niczego wyprodukować bez kupna licencji od korporacji zachodnich inaczej będziemy odpowiadać za podrabianie, czyli będziemy biedni ponieważ licencje są tak drogie że nie sprzedamy niczego taniej od nich. To będzie miało wpływ na wiele gałęzi przemysłu jak na przykład przemysł około-samochodowy. Nie znajdziemy tanich części zamiennych. To samo dotyczy przemysłu IT. Nie mamy żadnych patentów z tej dziedziny. Nawet przemysł rolniczy ucierpi ponieważ licencje na żywność modyfikowaną genetycznie mają tylko amerykanie. Jednym słowem spowolni to lub nawet zatrzyma wzrost gospodarczy. Dlatego takie kraje jak Chiny Rosja czy Indie nie podpisały tego dokumentu. Tam gospodarka idzie do przodu i będzie szła. To oni będą konkurencją dla zachodu. Jak ratyfikujemy ACTA stracimy również całkowitą kontrole nad wydobyciem gazu łupkowego ponieważ licencje na technologie wydobycia mają tylko amerykanie. Czyli nie zrobimy nic bez amerykanów nawet jak się na nich obrazimy. Jak dotkniemy tych złóż bez nich to za to odpowiemy. Jeżeli nie podpiszemy ACTA to możemy dyktować jakieś warunki bo ponoć mamy jedne z największych złóż na świecie. Biorąc pod uwagę krzywą wzrostu zapotrzebowania na jakieś 300 do 400 lat. ACTA jest dobre dla takich krajów jak USA ponieważ to oni mają wszystkie patenty a takie kraje jak nasz doprowadzi do pozycji "wyrobników" dla zapewnienia ich dobrobytu. Ratyfikowanie ACTA będzie jednym z największych przekrętów w dziejach polski. " kopiuj / wklej dalej
do Piotrusia i Łukaszka - chopczyki zamiast uprawiać "krwawą" polemikę o dMjjbni weźcie się ostro za majstrowanie niezależnej tv /abonamenci się znajdą/ bo nam już niedługo odbiorą ten portal!!!
Nie przegap
- Przywrócili nad stocznię imię komunistycznego zbrodniarza, twórcy systemu nienawiści. Ale są ludzie, którzy protestują. ZDJĘCIA!
- Poufne informacje KNF o SKOK-ach trafiły do mediów. "Czy mamy do czynienia z przekazaniem poufnych informacji mediom przez przedstawicieli KNF?"
- Nasz wywiad. Krzysztof Szczerski: Potrzebujemy, by Polska wstała z kolan ws. śledztwa smoleńskiego
- Ważny sojusznik sprawy smoleńskiej. McCain jest jednym z najtrzeźwiej patrzących na Rosję i Putina polityków
- 100 lat temu zmarł Bolesław Prus - jeden z największych polskich pisarzy, do dziś aktualny. Jego "Lalka" to powieść genialna
- Wicepremier Węgier: "Korporacje wywoziły ogromne pieniądze, większe niż wynikało z zasady zysku. Tak traktuje się kolonie"