Sporu o ACTA ciąg dalszy. Łukaszu, Żakowski jest logiczny, ty - nie. Odpowiedź Zaremby na polemikę Warzechy

opublikowano: 29 stycznia, 10:21

PAP/Paweł Supernak

Szanowny Łukaszu

Cieszę się, że nie jesteś  za całkowitym skasowaniem praw autorskich. Zapewniasz mnie, że  nie jest za tym również Robert Gwiazdowski . Zacytuję wszakże jedno zdanie jego felietonu w „Rzeczpospolitej”: „Prawa autorskie to wymysł cenzorów”. Rzecz niby dotyczy historycznej genezy tych praw, ale w całym jego tekście brak choćby jednego niuansu, który pozwalałby wierzyć, że jakaś forma ochrona własności intelektualnej jest potrzebna.

Ty również popełniłeś wielki hymn przeciw prawom autorskim. Teraz cofasz się leciutko. I odnosząc się do realiów XVIII-wiecznego świata muzyki, zgadzasz się dobrotliwie aby Bach czy Haendel dostali za swoje utwory godziwe wynagrodzenie.

Rzecz w tym, że fakt jednorazowej zapłaty za pracę nie wynika z praw autorskich, tylko z ogólnej logiki wolnego rynku. Prawa autorskie polegają na tym, że po jednorazowym wykonaniu zamówienia masz potem nadal do swojego utworu większe prawa niż inni.

Prosty przykład: wydajesz książkę, okazuje się poczytna, rozchodzi się cały nakład. Czy godzisz się na sytuację, że zaraz potem do akcji wchodzi inny wydawca, powiedzmy z większymi niż twój pieniędzmi i wydaje twoją książkę w dużo większym nakładzie, a ty nie masz już z tego ani grosza? Mnie taka sytuacja wydaje się głęboko niesprawiedliwa. To jest spór o zasady. I fakt, że na ochronę praw autorskich ludzie wpadli stosunkowo niedawno, mnie nie peszy. Bo i ochrona innych form własności zmieniała się na przestrzeni wieków, co nie znaczy, że chciałbym się wprowadzać do Twego mieszkania z okrzykiem: grab zagrabione!

Naturalnie jestem gotów, do czego wzywa Janusz Korwin-Mikke, do dyskusji o czasie i formach własności. Wydaje mi się absurdalne tak jak i tobie, że żąda się od zakładów fryzjerskich opłat na ZAIKS za włączone radio z muzyką – wystarczyłyby drobne opłaty uiszczane przez samą stację radiową. Ale powiedzmy sobie szczerze, nie o to chodzi w sporze o prawa własności w Internecie.

Nie chodzi też o dzieła dawnych twórców. Przeciwnie o to, czy można zawiesić tam film, który dopiero co wszedł na ekrany. Jacek Żakowski użył, a potem wszyscy powtórzyli, metaforę z książkami w bibliotece za których udostępnianie autorom się nie płaci.

Ale z uwagi na powszechność Internetu, w porównaniu z bibliotekami, ta metafora ma niewielki sens. Przychodzi mi raczej na myśl sytuacja odwrotna. Co by było, gdyby autor dostawał pieniądze tylko za egzemplarze pożyczane w bibliotekach (analogia z pokazywaniem filmu w kinach), podczas gdy większość nakładu rozdawano by bezpłatnie na ulicach? Też uznalibyśmy to za absurd. Tyle że wobec Internetu próbujemy stosować zupełnie inne kryteria.

Do pewnego stopnia nawet i słusznie, bo formy korzystania z Internetu dopiero się kształtują.

Dlatego ja też jestem za maksymalną wyrozumiałością, na przykład wobec portali społecznościowych, i już choćby z tego tytułu ACTA mi się nie podoba. Ale trzeba dopuścić myśl, że może niecały Internet, ale jego część będzie się  komercjalizować. Nie czyjeś prywatne strony, ale usługi o wysokiej jakości tam oferowane zaczną podlegać, już podlegają, prawom rynku. A tam gdzie jest rynek, tam powinny być reguły. Może nieco inne niż w mediach tradycyjnych, ale jakieś.

Nie dlatego wypominałem Tobie czy Gwiazdowskiemu wspólny chór z Żakowskim, że uważam wszystko co on pisze za pozbawione sensu czy warte jedynie bojkotowania. Sam się z nim czasem zgadzam. Po prostu Żakowski, Środa czy anarchiści podważają prawo własności zgodnie z logiką własnych poglądów. Ne tej samej zasadzie mogą zaproponować, już proponowali zresztą, stuprocentowy podatek spadkowy, a w przyszłości może po prostu wywłaszczenie grubych ryb.

Wy przemawiacie za to niezgodnie z logiką swoich przekonań. Naturalnie chciwość wielkich koncernów powinna być trzymana w ryzach. Ale przecież nie zgodnie z hasłem: skoro oni dyktują zbyt wysokie ceny, my nie pozwolimy im upominać się o swoje. To jest filozofia: grab zagrabione. Zgodnie z tą filozofią Mackie Majcher śpiewał w „Operze za trzy grosze” Brechta o drobnym rzezimieszku, który może bezkarnie kraść, bo przecież wielkie banki robią to skuteczniej i na większą skalę. A młodzi ludzie w Londynie wynosili niedawno rzeczy ze sklepów, bo nie było ich na nie ponoć stać.

Nieprzypadkowo przywołałem także Janusza Palikota, kolejnego waszego sojusznika. Oczywiście możecie się z nim zgadzać z całkiem innych pobudek. Ale warto by się w paru zdaniach chociaż odnieść do jego założenia: Polacy są za biedni aby przestrzegać prawa. Piratowanie jest dźwignią postępu i modernizacji. W tym jest nawet jakaś logika. Tylko twierdzę, że to część tej samej „pedagogiki”, która kazała mu napuszczać Dominika Tarasa na krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Byle jak najmniej zasad. Reguły mamy w d…

Jeszcze raz powtórzę: jestem gotów debatować o szczegółach, ale nie o zasadzie praw autorskich. A przeciw ACTA jestem także z powodu kapturowej metody aplikowania nam tak brzemiennej w skutki umowy. Tyle, że ludziom upajającym się wizjami „wolnego” i „społecznego” Internetu zwrócę uwagę na jeszcze jedno.

Jeśli zniknie świat profesjonalnych zawodowych dziennikarzy, takich tajemnic rząd będzie miał coraz więcej a nie coraz mniej. Już dziś media tradycyjne ulegają erozji: „Rzeczpospolita” zwalnia na potęgę ludzi. To oznacza, że nikt Tuskowi nie będzie patrzył na ręce. Blogerzy pisujący po godzinach mogą być najbłyskotliwszymi analitykami, ale w sferze wykrywania faktów są – powtarzam to za Czarkiem Gmyzem – z reguły spóźnieni. Nie taka jest zresztą ich misja.

Polemikę ze mną podjął także Wiktor Mokot, ale nie wyszedł poza wniosek, że zestawianie Warzechy z Żakowskim jest chwytem poniżej pasa, a Żakowski też może mieć rację. Mam wrażenie, że to już za pierwszym razem tłumaczyłem, ale jeśli nie dość wyraźnie, tłumaczę raz jeszcze o co mi w tym zestawieniu chodzi.

Pan Mokot pyta też retorycznie, czy pismo „Rzeczy wspólne” jest lewackie. Jeśli bezrefleksyjnie, na złość obecnej władzy, pochwalałoby piractwo, byłoby lewackie, niezależnie od wywieszonego sztandaru. Skądinąd jednak nigdy takich tekstów w „Rzeczach Wspólnych” nie zauważyłem.

 

 

 

 

 

Zainteresował Cię artykuł?

tagi: ACTA Warzecha Zaremba Piotr

Komentarzy: 33

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

- Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota - taką opinię na temat internetu wyraził były premier Jarosław Kaczyński. - W moim prywatnym przekonaniu, przed wojną, w ramach tradycyjnej kultury istniało wiele kanałów komunikacyjnych, które nawet tym często bardzo prostym ludziom były w stanie coś przekazać. Na przykład przemówienia na jarmarku były takim kanałem informacyjnym - przypomina prezes PiS.

Zgłoś nadużycie

jarosław kaczyński zawsze jawił mi się jako polityk mało nowoczesny, za to taki bardziej jarmarczno-odpustowy. Kupić mu lizaka, misia, pogłaskać po główce i już jest szczęśliwy...

Zgłoś nadużycie

O rety!!!! Na prawdę???? Aleś przypomniał... Sprawa dotyczyła głosowania przez internet, a problem, o którym mówił J. Kaczyński polegał na umniejszaniu znaczenia wyborów. Żeby kupić jaja i sałatę jednak trzeba ubrać jakieś ciuchy i wyjść z domu, żeby decydować o przyszłości kraju wystarczy wedle PO podpięcie kabla i parę kliknięć.

Zgłoś nadużycie

Złote myśli Jaw...jakiegośtam i modernego Polaka - lekko przeterminowane. Czy Wasze obowiązki POlegają na odgrzewaniu starych kawałków i mało intelektualnym bleblaniu: Jarosław Kaczyński to, J. K. tamto. Więcej inwencji Panowie. POrzucie te niewdzięczne fuchy POwielaczowych. Ludziom nowoczesnym - nie uchodzi.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

W Warszawie przed Narodowym o 14:00 protest przeciw ACTA ! zabierzcie pomidory :)))))

Zgłoś nadużycie

Twoja odezwa jest szczeniacka.A może krzyknij "będzie się działo"

Zgłoś nadużycie

Protesty sa konieczne, Tusk rżnie głupa! Aby uspokoić sytuację i wyciszyć protesty Tusk mówi; Sprawdzimy każde słowo w ACTA, co oczywiście nie jest żadną obietnicą wycofania się z umowy. Jest wiadomym wszystkim myślącym że Tusk dzisiaj już wie czego dotyczą liczne zarzuty wobec umowy, obawy wielu ludzi, zatem opowiadanie że dopiero się sprawdzi jej treść jest ściemą, fałszem i robieniem wody z mózgu słuchaczom. Tusk to fałszywy tchórz bojący się podjąć decyzję teraz, gdy jeszcze nie wie co powiedzą jego cisi mocodawcy o jej sprawie. Nie wierzcie mu bo znowu wciśnie ratyfikację między rolnictwo a rybołówstwo i przeforsuje swoje, ich treści pozwalające im na zamknięcie ust niewygodnym prawdom, poglądom i ideom!

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

P.Zaremba czy nie lepiej bylo by sie spotkac z P.Warzecha gdzies w knajpce i podyskutowac na dreczace Was tematy ,a nie fanzolic na forum internetu , toz Wasze wywody z zakowskim w tle sa nudne jak ten nierzad ktory obecnie manipuluje w POLSKIM zyciu .Pozdrawiam.

Zgłoś nadużycie

Otóż to nie kłóćcie się. To bezsensowna polemika. Podajcie sobie ręce i po sprawie.

Zgłoś nadużycie

Niestety zgadzam się...

Zgłoś nadużycie

Różnica zdań w każdej sprawie jest wśród ludzi oczywistością, a dialog na każdy temat elementem demokracji. Nie możecie wyłączać demokratycznej debaty w mediach gdyż to jest niedemokratyczne. Poza tym nie naśladujcie gbura Niesiołowskiego.

Zgłoś nadużycie

Oczywiście, że Z i W mogą sobie we dwójkę pogadać o tych sprawach przy kawce, ale tu chodzi o to przecież, że w publicznej dyskusji MY możemy wziąć udział, wyrazić swoje zdanie, porównać ze zdaniem innych i zwrotnie dać Autorom do zrozumienia, co my o ich stanowiskach myślimy. Wypychanie ich do knajpy na pogaduszki - to odcinanie się od publicznej debaty, w której i tak, jak widzę, chętnie zabieracie głos - tylko jakoś tak bez sensu. Kogo to nuży - sam niech raczej pójdzie do knajpy, a nie daje tu wyraz swej frustracji.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

A może warto zamiescic felieton pana Cejrowskiego jako wazny glos w tej sprawie. Przytacza on przyklad USA i mowi w jaki sposob Stany poradzily sobie z piractwem w sieci. I problem zlikwidowano. Mysle,ze naszym rzadzacym nie chodzi o likwidacje piractwa tylko o likwidacje swobode wypowiedzi. Nie dajmy sie nabrac. Problem piractwa mozna rozwiazac w bardzo prosty sposob.Tylko czy o to chodzi, moze jest drugie dno.....przynajmniej u nas

Zgłoś nadużycie

stany poradziły sobie z piractwem w sieci? od kiedy? co prawda praktycznie zlikwidowano strony z których można ściągać pliki jak fileserve, filesonic czy megaupload ale jest jeszcze dużo innych stron na które się przenoszą.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Panie Zaremba! Kompromitujesz się pan w każdym akapicie. Cóż za brak wyobraźni... Ciekawy, celny, napisany na temat artykuł pana Korwina-Mikke schowany gdzieś na dole głównej strony - a na honorowym miejscu takie majaczenia! WSTYD!!!

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Zdrowy rozsądek podpowiada, że do walki z piractwem nie są bezwzględnie potrzebne jakieś umowy międzynarodowe. Wystarczy solidnie skonstruować własne prawo. Polska już ma możliwości wykrywania piractwa, więc w sprawie ACTA chodzi o coś zupełnie innego. Blokowanie stron pod byle pretekstem bez możliwości obrony. A polemika redaktorów Warzechy i Zaremby jest tym razem nie na miejscu. Spotkajcie się panowie na rebeliaTV i tam podyskutujcie. Będzie to ciekawsze.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Panie Piotrzem, Wyraźnie przegapił Pan moment, w którym media 'profesjonalne' przestały być gwarantem czegokolwiek. Pisze Pan: "Jeśli zniknie świat profesjonalnych zawodowych dziennikarzy, takich tajemnic rząd będzie miał coraz więcej a nie coraz mniej" A przecież w sprawie ACTA tak zwane 'środowisko' próbowało zainteresować media od kilku lat. Ba, wiele regulacji - szkodliwych dla wolności - zostało wprowadzonych do polskiego prawa przy cichym przyzwoleniu środowisk "profesjonalnych" dziennikarzy. ACTA jest jedną z wielu spraw które pokazały, że zwykli internauci, ludzie potrafiący pisać i czytać dostarczają lepszych analiz od dobrze opłacanych przedstawicieli 'mediow tradycyjnych'. Macie pieniądze, macie profesjonalne zaplecze, umocowanie prawne i społeczne przyzwolenie i nie potraficie tego wykorzystać.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Równie dobrze można twierdzić, że jedynym wnioskiem jaki wysnuł Zaremba w swoich rozważaniach to że jeśli ktoś nie zgadza się z obecnym kształtem praw autorskich to woła "grab zagrabione!" Żenujące jest to sprowadzanie argumentacji adwersarza do absurdu. I na pewno niczego nie wyjaśnia... :(

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Wspomniany Korwin czy Mokot piszą cztery razy bardziej sensownie niż Zaremba...

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

"Jeśli bezrefleksyjnie, na złość obecnej władzy, pochwalałoby piractwo, byłoby lewackie, niezależnie od wywieszonego sztandaru." - hehe - jeśli Zaremba bezrefleksyjnie czepia się kolegów po tej samej stronie barykady to albo pycha zatkała mu intelekt albo jest kretem...

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Oczywiście pierwszy komentarz zawsze od rosyjskiej bladzi. Pozdrawlaju tiebia. Ja jestem za ochroną praw autorskich ale zapytajmy do czego ona się sprowadza? Najpierw korzysta się z naszych oczu, oczu i serca propagując swój produkt, potem ciągnie się z rynku ile dusza zapragnie. Płytka CD z kilkoma piosenkami kosztuje nawet 100 zł!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!to jest ochrona praw autorskich ??????????????Niech w takim razie autor sp….ala razem ze swoim utworem. Najlepiej tak jak niejaki Hołdys raz coś zagrać i potem spokojnie do końca życia być bogatym autorytetem pokazywanym we wszystkich mediach. Ba można niczego nie zrobić i dostatnio żyć , bo rynku czyli konsumentów poza picem nie chroni nic. Dziś w RMF Classic promuje się na nasz koszt niejaka gwiazda Dudziak. Dudy smalone opowiada, dyrdymały i kłamstwa i nikt tego rynku jakoś nie chroni przed takimi "autorami". Co gorsza armia pasożytów zgarnia gro pieniędzy a i tak autor żyje jak pączek w maśle z jednej piosenki. To jest terror kolejnej korporacji. Niedługo już to potrwa. Siła obecnych protestów przeciwko ACTA pokazuje, że ludzie powoli budzą się z niewolnictwa korporacji i pasożytnictwa. Niech pan panie Zaremba goni się ze swoimi argumentami. Jedyne co musi być chronione to prawa konsumenckie czyli rynek reszta niech się chroni na swój koszt a nie koszt podatnika.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Jaka ochrona jest najlepsza? niska cena. Gdy cena dzieła będzie dostępna dla rynku nie będzie się bawił w kopiowanie i kupował podróbki. Kupi oryginał. Gdy zaś za oryginałem stoją złodzieje jaka to różnica kupić od nich czy od innego złodzieja ? ano taka, że tamci złodzieje są tańsi, więc lepsi. Produkty najczęściej prawie lub w ogóle się nie różnią, wręcz często podróby są lepsze od oryginału.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Panie Redaktorze, pisze Pan:"wydajesz książkę, okazuje się poczytna, rozchodzi się cały nakład. Czy godzisz się na sytuację, że zaraz potem do akcji wchodzi inny wydawca, powiedzmy z większymi niż twój pieniędzmi i wydaje twoją książkę w dużo większym nakładzie, a ty nie masz już z tego ani grosza? Mnie taka sytuacja wydaje się głęboko niesprawiedliwa". To i tak jest niezła sytuacja, u nas nie trzeba innego wydawcy, u nas TEN SAM wydawca zataja dodrukowanie następnej partii egzemplarzy. U nas są wydawcy, którzy usiłują nie spisywać z autorem umów, albo spisuja je tak, aby autor się nie zorientował co podpisuje, tzn. co w świetle pokrętnego prawa wydawca może zrobić i że np. w gruncie rzeczy nabywa na własnośc prawa autorskie. Bywają przypadki podsuwania autorowi świstków papieru bez daty, bez tytułu (które potem mozna wpisać) itp. itd. PORZĄDEK Z TYM MOZNA ZROBIĆ, JUŻ DAWNO MOZNA BYŁO ZROBIĆ, I TO BEZ ACTA! W tej chwili ACTA wyglądają na furtkę do ograniczenia swobód obywatelskich i wolności słowa w Internecie, a panowie ględzą o zagrożonych prawach autorskich, które nie tylko zagrożone, ale zwyczajnie kradzione są od lat i nikt z tym nic nie zrobił. Autora domagającego się spisania z nim jasnej umowy wydawcy traktuja jako megalomana, ktory uważa że jego "wypociny" są coś warte (to po co chcą wydawać te "wypociny"?). A co się stało z np. .... i z prawami autorskimi do utworów? Przekształcenia własnościowe miały miejsce po 1989 roku. I co, wszyscy milczeli?

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

jak to juz ktos napisal internet powstal w celu szybszej wymiany informacji a teraz okazuje sie ze wymiana informacji jest zbyt szybka :)) Zawsze myslalem ze tworcy chcieliby zeby ich dzielo dotarlo do jak najwiekszej liczby osob a nie zeby jak najwiecej na nim zarobic :))

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Mądrej głowie dość po słowie. Może Pan zrozumie o co biega z tym całym ACTA. Opowiem taką bajkę. Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami... Stop. W Rzeczpospolitej Polskiej, przed wyborami, p. Zaremba dotarł do sprawy kompromitującej miłościwie nam panujące Słońce Peru. Materiały są tak porażające, że mogą zmienić wynik wyborów. Dowiadują się o tym odpowiednie służby. Ciągle podsłuchują dziennikarzy więc nie ma z tym problemu. Postanawiają działać by uniemożliwić publikację artykułu w gazecie. Jakiś "życzliwy" donosi na pana Zarembe iż używa nielegalnego oprogramowania w swoim laptopie. Kilka dni przed wyborami, o 6 rano wchodzą do domu pana redaktora smutni panowie, zabierają laptop i inne nośniki danych do sprawdzenia. Artykuł się nie ukazuje i Słońce Peru będzie wisieć nad nami przez kolejne cztery lata. To konsekwencje dla nas wszystkich ale to mały pikuś (wcale nie pan) przy tym co może spotkać p Zarembe. Wszystko zależy od zachowania pana redaktora. To czy laptop był "czyściutki" nie ma najmniejszego znaczenia. Mamy kilka wariantów. Pierwsza wersja- Redaktor jest grzeczny, zobowiązuje się milczeć w całej sprawie więc dostaje z powrotem swój laptop i być może nawet rekompensatę za czas kiedy nie mógł korzystać ze swojego narzędzia pracy. Wersja light- Dziennikarz nie jest odpowiednio spolegliwy. Efekt? W laptopie znaleziono nielegalne pliki mp3. Kara grzywny plus przepadek narzędzia "zbrodni". Wersja medium- Pan Zaremba mocno się stawia. Na twardym dysku mamy już kilka nielegalnych, ordynarnych pornoli. Nawet jeśli sprawę uda się odkręcić w sądzie, wstyd i łatka pirata erotomana przy redaktorze długo pozostanie. Z całą pewnością dziennikarze "zaprzyjaźnionych" mediów będą mieli spory ubaw. Wreszcie wersja hard- Pan redaktor nie idzie na współpracę, krzyczy na cały świat o łamaniu praw człowieka, wolności obywatelskich i tym podobne rzeczy. Afery wokół premiera nie jest już w stanie udowodnić. Główny informator zginął w "wypadku" samochodowym, reszta boi się mówić. Tymczasem na dysku laptopa red Zaremby "znaleziono" folder z dziecięcą pornografią, kilkanaście filmów, setki zdjęć. Po takim ciosie redaktor już się nie podniesie. Wyrzucenie z pracy, niemożność zatrudnienia w innej redakcji. Nawet jeśli koledzy dziennikarze uwierzą w wersję red Zaremby to żaden właściciel poważnej gazety nie może sobie pozwolić na zatrudnienie "pedofila". Być może po latach sądowych procesów redaktor odzyska dobre imię i wróci do zawodu. Jednak dawnej pozycji już nigdy nie odzyska. Infamia pedofila będzie się ciągnąć za redaktorem do końca życia... Niemożliwe? Antykomor się kłania...

Zgłoś nadużycie

O tym samym myslałem.

Zgłoś nadużycie

IVR prsecież to sie zdarzyło Polecam casus sumlinskiego. Wyczyszczono mu całą dokumentację do książki a z niego zrobiono łapówkarza

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Szanowny Panie Piotrze pieknie Pan to napisał.Gratuluję szczerze choć nie bez nutki zaadrosci.

Zgłoś nadużycie

Polemika na polemikę i znowu polemika na polemikę-a gdzie byli pańscy profesjonalni dziennikarze,że nic nie wiedzieli o ACTA-wy nic nie wiecie co tusk zawija w sreberka,bo zajmujecie się sprawami nieważnymi dla Polski i Polaków.Jesteście tchórzami-boicie sie władzy,zeby wam kuku nie zrobiła-niczym nie różnicie się od tych TVN-ów i innych zaprzyjażnionych władzy mediów,które zajmuja sie wyszukiwaniem dziury w całym,żeby tylko dokopac PIS-owi i prezesowi.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Oprócz sugerowanej przez Mokota a olanej przez Zarembę lektury Lessiga (polecam!) proponuje też zajrzeć do badań: http://obiegikultury.centrumcyfrowe.pl - wtedy zamiast stereotypów i przesądów może w końcu zacznie się dyskusja na temat...

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

".... formy korzystania z Internetu dopiero się kształtują" - pisze Piotr Zaremba. I tu właśnie jest 'pies pogrzebany'. Prawa autorskie w dobie Internetu należy na nowo zdefiniować. Inne 'prawo' będzie dotyczyło praw autorskich dziennikarzy, inne pisarzy inne filmowców czy twórców utworów muzycznych. Po pierwsze Ministerstwo Kultury powinno mieć serwery na których, każdy twórca miałby prawo bezpłatnie umieścić swoje 'dzieło'. Przy każdym 'dziele' powinien być umieszczony licznik oglądalności. Przy przekroczeniu pewnej liczby odtworzeń Ministerstwo Kultury powinno wypłacać twórcy określoną ustawą wynagrodzenie oraz ustaloną kwotę za każde następne odtworzenie. Dlaczego Ministerstwo Kultury ma płacić? Po pierwsze nie płaci jeśli 'dzieło' nie osiągnie ustalonej liczby 'odtworzeń'. Jeśli 'dzieło' cieszy się popularnością to znaczy, że jest wartościowe i społeczeństwo powinno za to, za pośrednictwem Ministerstwa Kultury, zapłacić. Płacąc podatki mamy prawo dostępu do dóbr kultury. W ten sposób chroniono by prawa autorskie i udostępniano by obywatelom dostęp do tych dóbr. To samo powinno dotyczyć książek. Autor po napisaniu książki, omijając pośredników, sam by umieszczał swoją książkę na serwerze. Z uzyskanych dochodów, jeśliby cieszyła się popularnością mógłby ewentualnie sam sfinansować sobie wydanie 'papierowe'. Po pewnym czasie, ustalonym prawem, różnym dla dzieł z różnych dziedzin, 'dzieło'przechodziłoby na własność Państwa.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embe.koniecznie wysłuchajcie

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Polecam szczególnie autorowi, który zaczyna z rzeczywistości rozumieć tyle, ile komentowani przez niego politycy: http://antyweb.pl/acta-czyli-aktualnie-cos-tam-piratuje-jestes-politykiem-lub-nie-rozumiesz-protestow-przeczytaj/

Najnowsze