"Za wolność czasem trzeba zapłacić krwią"
opublikowano: 3 września 2010 23:27:36 | ostatnia zmiana: 3 sierpnia 2011 16:42:24
W dobie powszechnego (połowa narodu!) poczucia klęski i niepokoju o dalsze losy ojczyzny i los wolności, Marcin Wolski napisał książkę najwyraźniej dla pokrzepienia serc.
Oto powieść, opisująca spełnienie naszych marzeń. Świat i Polska takie, jakie powinny być, gdyby... nie, nie będę zdradzać pomysłów autora, ale powiedzmy – gdyby odpowiednie osoby w 1989 roku postępowały w odpowiedni sposób, posiadały charakter i odwagę cywilną, a może nawet wojskową.
Autor, specjalista od nowego kierunku w literaturze sf - historii alternatywnej – opiera wydarzenia na prawdziwej historii. Żeby jednak bajka pozostała bajką, intryga opiera się na zakładzie Dobra ze Złem. Najzupełniej osobowym, jak to w życiu.
Podobnie z postaciami. Autor odznacza się akuratnością i zabawną konsekwencją w szyfrowaniu nazw, nazwisk i wydarzeń. Premier Małopolski, Sławomir Twarożek (okulary!), Adam Pysznik z „Expressu Wyborczego”, poseł Piotr Magda Boruta, do tego kopalnia Stryjek, i stan oblężenia. Nazwiska niekiedy szalenie pomysłowe i trafne – np. Grześ Promyk czyli Przemyk. Uparty autor szyfruje i szyfruje, a my zabawiamy się na każdej stronie odgadywaniem, o kogo chodzi. Jeden z głównych bohaterów powieści, nosi znane już z radiowych utworów Wolskiego znakomite nazwisko Szwendała - hm, coś nam to przypomina, prawda?
Historia zakręca w inną stronę, gdy we wrześniu 1989 pierwszy niekomunistyczny polski premier zasłabł w sejmie podczas expose i – inaczej niż w rzeczywistości – nie odzyskał już sił. Rządy parlament oddaje Szwendale, który – to już zrządzenie anioła, czuwającego nad Polską – ku własnemu zaskoczeniu okazuje się osobą świetnie wykształconą, znającą języki a nawet cytaty z pism łacińskich, o wielkim zmyśle moralnym, a co najważniejsze odważną. To on zostaje premierem, prezydenturę zaś składa Karuzelski (tak, tak), by objął ją kulturalny i doskonale patriotyczny emigracyjny prezydent londyński, Ryszard Gęsiarowski. Premierowi Szwendale pomagają bracia Indykiewicze. I tak dalej.
Parlament upoważnia premiera do rządzenia dekretami z mocą ustawy (to było przecież możliwe). W rok zostają zbudowane autostrady, powstają nowe programy szkolne, uporządkowana jest gospodarka (zrobi to nie Leszek Walutowicz, ale tajemniczy podwójnego nazwiska przybysz z zagranicy). W ogóle szeroko napływają dawni emigranci, wspomagając ojczyznę swoją wiedzą, inteligencją i pieniędzmi. Wita się ich z otwartymi ramionami (niestety, było inaczej).
Dokonuje się porządku w sprawach zagranicznych, a w krajowych w sądownictwie. Dokonana zostaje lustracja, przy okazji której Szwendała przyznaje się narodowi do swoich młodzieńczych błędów i uwikłań (pierwsza depesza do PAP z 4 czerwca 1992, pamiętamy...), a naród mu to wybacza. Najpaskudniejsi przeszkadzacze i tak zginą.
I ja dostąpiłam zaszczytu – do „Gazety Obywatelskiej” (bliźniaczka „Nowego Świata”) dziennikarzy rekrutuje w powieści pani Teresa. Tak jest, tak było, może to potwierdzić wielu znanych dziś dziennikarzy. Autor uprzedził mnie wcześniej o swoim zamiarze wprowadzenia mnie do powieści, a ja mu zabroniłam opisywać mnie pod jakimkolwiek pozorem, bo zdawało mi się, że zamierza zrobić ze mnie kogoś w rodzaju burdel-mamy. Teraz trochę żałuję. Warto było w tym towarzystwie zostać nawet burdel-mamą.
Koniec nie jest optymistyczny, za to znowu prawdziwy. Nie zdradzę go jednak.
Przypomina, że za wolność czasem trzeba zapłacić krwią.
Marcin Wolski, „Cud nad Wisłą”, wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2010
kategorie: Media
tagi: 1989 3 Polskie Sierpnie (1920, 1944, 1989) Adam Michnik Łukaszenko "Solidarność" władza wybory wymiar sprawiedliwości
Komentarzy: 5
Zabawa intelektualna, w mojej ocenie bez większej wartości, ponieważ opiera się na naiwnych założeniach. Zabawne byłoby zobaczyć szczerze zdumioną twarz dzielnego inicjatora takich zdarzeń ;) A myśmy chcieli tak dobrze przecież! Przypominają mi się słowa bohaterki jednego z ostatnich głośnych filmów polskich: "myślałam, że jak będę jeść brokuły, to nie dostanę raka"...
Panie Tereso, dziękuję za ten tekst...
Panie Tereso, dziękuję za ten tekst...
a niby co jest takiego w tym tekście?
To Szanowny Gościu, że biegnę do księgarni kupić książkę. Pani Tereso, wielkie dzięki.
Nie przegap
- Tąpnięcie w notowaniach premiera. W styczniu udział ocen złych zwiększył się o 6 punktów, a dobrych - spadł o 4 punkty
- Likwidujmy szkoły, budujmy stadiony? "Czy nie można dać szansy mniejszym klasom, w których łatwiej wychowywać?"
- Ludwik Dorn: "Po takiej klęsce premier Tusk i minister Sikorski powinni się zastanowić, czy nadal warto być premierem i ministrem"
- TYLKO U NAS. Ujawniamy, dlaczego na lotnisku nie było funkcjonariusza BOR. Szefowie Biura oficjalnie się na to zgodzili!
- Anna Fotyga: "Siedzenie przy stole raz w roku nie jest żadnym istotnym, ważącym elementem"
- Kazimierz M. Ujazdowski: "Platforma jest formacją antywolnościową. ACTA nie są przypadkiem"