Radny PO szpiclem SB. Kiedy wszczęto postępowanie lustracyjne, Grozmani tłumaczył się jak większość przyłapanych na kłamstwie agentów, że "palił, ale się nie zaciągał"

fot. YouTube
fot. YouTube

Radny Platformy Obywatelskiej w Rudzie Śląskiej został dzisiaj prawomocnie uznany za kłamcę lustracyjnego przez Sąd Apelacyjny w Katowicach. To kończy jego samorządową karierę. Ale czy partyjną?

Tadeusz Grozmani, radny Rudy Śląskiej musi zrezygnować z mandatu i przez 5 lat nawet nie może marzyć o kandydowaniu w wyborach do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach powszechnych organu i członka organu jednostki samorządu terytorialnego oraz organu jednostki pomocniczej jednostki samorządu terytorialnego.

To surowa kara, bo często sędziowie liberalnie podchodzili do samorządowców ( i nie tylko) oskarżonych o kłamstwo lustracyjne. Tym bardziej, jeżeli chodziło o osoby związane z lokalnymi strukturami Platformy Obywatelskiej, złośliwie zwanej wszak „Partią Miłości”. Z czego będzie żył? Zapewne koledzy pomogą.

Biuro Lustracyjne Oddziału IPN oskarżyło Grozmaniego, że jako TW Łukasz w latach 1985-89 podjął współpracę z II wydziałem Miejskiego Urzędu Spraw Publicznych (czyli kontrwywiadem) w Zabrzu. Grozmani miał pecha, bo chociaż nie zachowała się teczka personalna agenta, w archiwach IPN znalazły się inne dowody współpracy (karta rejestracyjna, zapisy ewidencyjne, donosy). Na dodatek przesłuchany esbek, który zwerbował i prowadził TW Łukasza potwierdził w czasie postępowania lustracyjnego, że zwerbował Grozmaniego. Potem jednak esbek chciał zmienić zeznania! Kontaktował się ze swym „podopiecznym” i wspólnie próbowali uzgodnić zeznania i wersje wydarzeń. Jak widać bezskutecznie.

Okres rozpoczęcia współpracy z SB zbiegł się ze staraniami o uzyskanie w szybkim tempie paszportu. To mogło być powodem zawiązania współpracy

-  stwierdza prok. Andrzej Majcher, naczelnik biura lustracyjnego IPN w Katowicach.

Grozmani złożył oświadczenie lustracyjne w styczniu 2008 r. i wpisał, że nie współpracował ze służbami PRL. Kiedy wszczęto postępowanie lustracyjne, Grozmani tłumaczył się jak większość przyłapanych na kłamstwie agentów – że „znał oficera SB, ale nigdy nie współpracował z SB, ani niczego nie podpisywał" Tłumaczenia Grozmaniego były żałosne. Tak, jak – zachowując proporcje - prezydenta Clintona, który „palił, ale się nie zaciągał”.

Znaliśmy się w młodości prywatnie, jeszcze z czasów, gdy mieszkałem w Zabrzu. Był dobrym znajomym mojego nieżyjącego brata. W latach 80-tych często bywał u nas z żoną i dziećmi. To były spotkania czysto towarzyskie, razem grillowaliśmy.... Po dłuższej przerwie odwiedził mnie jakieś trzy miesiące temu i przyznał się, że chcąc wykazać się przed ówczesnymi przełożonymi, założył mi wówczas bez mojej wiedzy teczkę. Przepraszał i twierdził, że takiej treści zeznania złożył w także w Instytucie Pamięci Narodowej

- mówił lokalnemu tygodnikowi „Głos Zabrza”.

Bye,bye "Łukasz" ;-)))

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych