Jaka debata o GMO? "Dominacja ekspertów reprezentujących branżę biotechnologiczną, często wprost związanych z firmami"

opublikowano: 22 sierpnia 2011 roku, 18:54 | ostatnia zmiana: 22 sierpnia 2011 roku, 18:56

Fot. wPolityce.pl

Przygotowana przez rząd ustawa o nasiennictwie, dopuszczająca rejestrację genetycznie modyfikowanych odmian roślin, wywołała na nowo debatę o dopuszczalności upraw GMO na terenie Polski. I po raz kolejny debata została zdominowana przez naukowców z branży biotechnologicznej – przede wszystkim biologów molekularnych, ale także onkologów, lekarzy, specjalistów od środowiska; jak mantrę powtarzają oni, że GMO jest bezpieczne dla zdrowia i środowiska, że przez lata nie odnotowano żadnych przypadków negatywnych konsekwencji spożycia GMO ani przez ludzi, ani przez zwierzęta, że nie udowodniono szkodliwego oddziaływania zmodyfikowanych roślin. Czy jednak to stanowi sedno problemu?

Czy gdy podejmowane są decyzje odnośnie przebiegu sieci drogowej w Polsce, decydujący głos powinni mieć inżynierowie drogowi? Czy o zakupie wyposażenia dla wojska powinni decydować producenci sprzętu? Czy o kształcie systemu emerytalnego powinni wyrokować finansiści powiązani z OFE? Tymczasem w przypadku debaty mamy do czynienia z dominacją ekspertów reprezentujących branżę biotechnologiczną, częstokroć bezpośrednio powiązanych z firmami z tego sektora. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy GMO sięgają przede wszystkich po autorytety z naukowymi tytułami biologów, genetyków, lekarzy. Ma to dwojakie konsekwencje. Pierwszą z nich jest skoncentrowanie się na kwestii potencjalnej szkodliwości GMO dla zdrowia lub środowiska, prowadzące do pomijania fundamentalnych kwestii społeczno-politycznych; drugą jest ukryty lobbying koncernów i oddziaływanie ich sieci klientelistycznych na podejmowane decyzje.

Koncentracja na kwestii szkodliwości/bezpieczeństwa GMO skrywa fakt, że inżynieria genetyczna jest przede wszystkim nową, rewolucyjną technologią rolniczą a jej dopuszczenie oznacza wprowadzenie nowej formy rolnictwa.  Jako jedna z nielicznych zwraca na to uwagę dr hab. Katarzyna Lisowska w przytaczanej przez wpolityce.pl wypowiedzi z 20 sierpnia, stanowiącej optymistyczny wyjątek w polskiej debacie o GMO.

Jak podkreślają sami zwolennicy biotechnologii, GMO otwiera zupełnie nowe horyzonty przed rolnictwem: dzięki zastosowaniu odpowiednich modyfikacji, np. wprowadzeniu do genotypu rośliny genów odporności na szkodniki, pozwala produkować taniej, wydajniej, łatwiej i szybciej. Biotechnologia pozwala zbierać plony kilka razy do roku z tej samej uprawy, kilkakrotnie przyspieszyć wzrost zwierząt, uprawiać na nieurodzajnych glebach.

W tym kontekście biotechnologia rolnicza stanowi kolejny krok w rozwoju określonego modelu rolnictwa, typowego dla krajów Europy Zachodniej: uprzemysłowionego, wysokowydajnego, intensywnego, wielkoobszarowego, wyspecjalizowanego i stechnicyzowanego. Powstają w związku z tym pytania, czy te związane ze stosowaniem biotechnologii rozwiązania są adekwatne do charakteru polskiego rolnictwa. Jakie nieoczekiwane zmiany może przynieść zastosowanie technologii dopasowanej do innego typu gospodarki rolnej? Czy skutkiem będzie szybkie i bezproblemowe upodobnienie się polskiego rolnictwa do zachodniego, zgodnie z wzorem dominującym od lat 90-tych w transformacji polskiej gospodarki? A jeśli tak, to czy tego właśnie chcemy jako społeczeństwo? Podejmując decyzję o wykorzystywaniu biotechnologii w Polsce należy być świadomym tego, że jednocześnie podejmuje się decyzję o dalszym kierunku rozwoju polskiej wsi. W debacie publicznej o GMO nie powinno więc brakować namysłu nad tym, czy taka rewolucja w produkcji rolnej jest właściwa, pożądana, zgodna z celami rozwoju społecznego i wizją Polski.

Inne wykluczone z dyskusji aspekty dotyczą na przykład polityki międzynarodowej;  promowanie GMO w świecie stanowi jeden z priorytetów polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, wykorzystujących do tego celu – jak pokazały ujawnione przez Wikileaks depesze - zarówno wojny handlowe, Światową Organizację Handlu, jak i formalne i nieformalne działania dyplomatyczne. Spór o GMO stanowi istotny element relacji między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, co oznacza, że zajmując stanowisko w tej sprawie powinniśmy być świadomi tego, że jednocześnie opowiadamy się po określonej stronie w tym sporze.

Drugą konsekwencją zdominowania debaty przez ekspertów jest dopuszczenie do głosu ukrytych lobbystów i ułatwienie oddziaływania sieciom klientelistycznym funkcjonujących wokół koncernów biotechnologicznych i reprezentujących ich interesy.

Jednym ze źródeł autorytetu naukowców (i związanego z nim wysokiego zaufania społecznego do nich) jest utrzymujące się przekonanie o bezstronności, niezależności i obiektywności ekspertów. Gdy uznawany w Polsce i na świecie biolog, profesor Polskiej Akademii Nauk odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski mówi nam, że nie trzeba bać się GMO, gdyż nie ma żadnych danych naukowych, by technologia ta była szkodliwa, jesteśmy skłonni mu ufać bezwarunkowo. Gdy te same słowa wypowiada wieloletni prezes Polskiej Federacji Biotechnologii, zrzeszającej m.in. firmy biotechnologiczne, w tym przedstawicielstwa globalnych koncernów takich jak Monsanto, traktujemy te słowa jako wyraz partykularnego interesu branżowego. A co wtedy, gdy ów profesor i prezes to jedna i ta sama osoba, jak jest w przypadku Tomasza Twardowskiego, jednego z najbardziej znanych polskich zwolenników GMO? Kogo reprezentował prof. Twardowski, przewodnicząc Komisji ds. GMO przy Ministerstwie Środowiska w latach 2006-2008?

Przystępując do debaty o GMO należy zdać sobie sprawę z tego, że jest to jedna z najbardziej sprywatyzowanych gałęzi nauki, w której udział środków prywatnych jest szacunkowo o 20% wyższy niż w innych sektorach. Już w 1984 r. prywatne finansowanie rozwoju biotechnologii w USA stanowiło 42% wszystkich wydatków przemysłu na rozwój nauki. Badacze nauki, tacy jak Lily E. Kay, szacują, że przynajmniej 80% biologów molekularnych w Stanach Zjednoczonych ma udziały w firmach biotechnologicznych. W dodatku jest to dziedzina bardzo silnie zmonopolizowana: w 2000 roku 71% patentów z zakresu rolniczej biotechnologii było w posiadaniu pięciu koncernów rolno-chemicznych: Syngenta, Aventis (obecnie Bayer CropScience), DuPont, Monsanto, Dow.

Naukowcy powiązani z przemysłem biotechnologicznym znajdują się często w sytuacji konfliktu interesów, gdy stoją przed koniecznością dokonania wyboru między interesem publicznym a interesem prywatnych firm, które finansują ich badania. Interesy koncernów produkujących leki, opracowujących nowe technologie medyczne czy wykorzystujących inżynierię genetyczną w rolnictwie są z pewnością w wielu punktach zbieżne z interesem publicznym (walka z chorobami trapiącymi ludzkość, głodem, biedą itp.), lecz częstokroć mogą także stać w opozycji wobec dobra publicznego. Gdy sukces finansowy spółki zależy od szybkiego opatentowania nowego leku czy produktu biotechnologicznego, interes publiczny, polegający na dokładnym zbadaniu wszystkich ewentualnych skutków ubocznych stosowania danego produktu, może zostać podporządkowany interesowi prywatnemu. A współpracujący z przemysłem naukowcy mogą znaleźć się pod presją przeprowadzenia badań w taki sposób, by nie narażać na szwank interesu zleceniodawcy.

Naukowcy wykorzystywani są w działania PR-owych przemysłu biotechnologicznego jako tzw. kluczowi liderzy opinii publicznej (KOLs – Key Opinion Leaders). Są to zazwyczaj uczeni o ugruntowanym autorytecie, cieszący się odpowiednim szacunkiem i sławą. Ich zadaniem jest kształtowanie opinii w określonych środowiskach na temat pewnych produktów lub technologii. Mogą to więc być profesorowie medycyny występujący gościnnie na zjazdach lekarzy, profesorowie biotechnologii przemawiający na spotkaniach producentów kukurydzy, eksperci wypowiadający się w prasie branżowej, doradcy komisji sejmowych.

Problem polega na tym, że gdy wypowiadają się na temat GMO, nikt nie oczekuje od nich deklaracji na temat ich powiązań z przemysłem biotechnologicznym. W krajach zachodnich od dawna funkcjonuje w wielu czasopismach medycznych wymóg składania oświadczeń o konflikcie interesów i deklarowania, czy autor otrzymywał jakieś wynagrodzenia od firmy, której produkty lub badania opisuje. Podobnie jest w przypadku naukowców zatrudnianych na uczelniach, którzy muszą regularnie składać oświadczenia o powiązaniach z firmami prywatnymi.

U nas wciąż nie ma takich zwyczajów,  a podobne oczekiwania wywołałyby zapewne święte oburzenie środowiska naukowego i oskarżenie o zamach na wolność badań naukowych. Dodatkowo w klimacie promowania firm typu spin-off i współpracy nauki z biznesem  zapomina się o zagrożeniach czyhających na tym polu, z radością korzystając z różnych form sponsorowania projektów badawczych, wydziałów lub instytutów uniwersyteckich przez prywatne koncerny. A zarzuty pojawiające się co jakiś czas w mediach pomijane są milczeniem; przykładowo, w 2007 roku tygodnik Newsweek zwrówił uwagę na związki prof. Andrzeja Anioła (członka Komisji ds. GMO przy Ministerstwie Środowiska) z z jedną z największych na świecie korporacji biotechnologicznych Syngenta. Placówka, którą kierował profesor, miała od co najmniej 2003 roku utrzymywać bliskie kontakty z tą firmą. Trzech pracowników IHAR było autorami wydanej przez Syngentę pracy „Polskie odmiany mieszańcowe rzepaku ozimego. Ochrona preparatami firmy Syngenta”. Na stronach internetowych Polskiej Federacji Biotechnologii można z kolei znaleźć raport autorstwa Andrzeja Anioła i Grahama Brookesa pt. Wpływ użytkowania roślin genetycznie zmodyfikowanych na produkcję roślinną w gospodarstwach rolnych w Polsce,  powstały przy wsparciu firmy Monsanto Europe SA.

Inny przykład sprzed kilku dni: dziekan Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego podał się do dymisji w reakcji na brak działań władz uczelni w związku z zarzutami wykorzystywania sprzętu podlegającej mu Pracowni Mikroskopii Elektronowej. Stwierdził on, że prowadzono w niej badania zlecane prywatnie byłym i obecnym pracownikom uczelni przez firmy zewnętrzne, na czym uniwersytet mógł tracić 200-300 tys. złotych rocznie. Dodajmy, że pracownia jest częścią Instytutu Genetyki i Mikrobiologii… Ciekawe w tej historii jest pytanie, jak silne muszą być sieci powiązań między uczelnią a biznesem, jeśli dziekan wydziału nie jest w stanie ukrócić takich praktyk w podlegającej mu jednostce o charakterze technicznym i podaje się demonstracyjnie do dymisji?

Tego pytania niestety nie stawia autor  artykułu we wrocławskiej Gazecie Wyborczej, która opisała ten przypadek. Nie powinno to dziwić, biorąc pod uwagę wyjątkowo przychylną linię przyjętą przez GW względem GMO, której wyrazem jest absurdalna propozycja Konrada Niklewicza, obecnego rzecznika polskiej prezydencji, który w 2008 roku napisał w komentarzu Ktoś musi zapłacić za rozmowę o GMO, iż to przemysł i lobby zainteresowane wprowadzeniem GMO na polski rynek powinno zająć się kampanią informacyjną dotyczącą GMO. Sęk w tym, że tego typu działalność przemysł biotechnologiczny prowadzi od lat, wydając na nią miliony dolarów w ramach kampanii PR-owych i Public Affairs, ukrywanych pod płaszczykiem akcji edukacyjnych, szkoleń prowadzonych przez „niezależne” stowarzyszenia i instytuty, gazetek kierowanych do uczniów, studentów i nauczycieli. Przykładowo, koncern Novartis przekazał 150 tys. dolarów dla Instytutu Biotechnologii w Waszyngtonie na wydanie i dystrybucję magazynu studenckiego „Your World: Biotechnology & You”. W Polsce taką kampanię edukacyjną dotyczącą biotechnologii prowadzi GBE Polska, będący częścią sieci Green Biotechnology in Europe, utworzonej przez firmy BASF, Bayer CropScience, Dow AgroSciences, DuPont, Monsanto i Syngenta. Polska Federacja Biotechnologii także wydaje bezpłatne kolorowe broszury, takie jak „Biotechnologia przyjazna dla wszystkich!” oraz „Zielona Biotechnologia. Korzyści i obawy”. Ich autorami są oczywiście uznane autorytety naukowe. Traktowanie ich jednak przez dziennikarzy za obiektywną kampanię informacyjną to spełnienie marzeń każdego prezesa koncernu biotechnologicznego.

Zainteresował Cię artykuł?

tagi: gospodarka Rolnictwo

Komentarzy: 30

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

He, he! Uczestniczyłem swego czasu w konferencji na temt biopaliw. Najciekawsze były rozmowy w przerwach na kawę. Entuzjaści zamieniali się sceptyków. Sceptycy nie musieli nic mówić - robili to za nich entuzjaści.

Zgłoś nadużycie

Bardzo dziekuje za ten tekst. Swietny!!!! Bardzo dziekuje Panu!

Zgłoś nadużycie

a Dziekan Wydziału Prawa i Administracji UMCS jest komuchem, zamieszanym w podejrzane interesy z rosyjskim agentem Bogatinem, zakładał jakieś podejrzane spółki w tym słynna spółka "polisa" założona z Józefem Oleksym i panią prezydentową kwaśniewską i jest dobrze

Zgłoś nadużycie

Polaczkom można mówić. Oni nie mają zielonego pojęcia o styku biznesu, polityki i nauki. Patrzą na każdą z tych sfer odrębnie: "Pan Naukowiec powiedzieli", i koniec tematu. - GM-owce powiedzą, że już wszystko to syf, i nie ma co ratować, ćwokom jak będziesz za dużo "ględził" to zrobią z kolei na przekór. / I przy okazji ośmieszyli się ci od walki z "polskimi ekologami", ależ to w Polsce SIŁA!, zaiste, nawet GMO nie potrafią zablokować jak w innych krajach!

Zgłoś nadużycie

hm, zaskakujące że kierowca robi w transporcie, kucharz w gastronomii a fryzjer w usługach? mogliby być oczywiście nauczycielami, ale ci - jeśli tylko uczą - mają na rynku mniejszą wartość niż PRAKTYCY. no i pokaż mi specjalisty w jakiejś dziedzinie, szczególnie młodej, który chciałby jej zablokowania. normalne jest, że ktoś kto wie coś o genetyce będzie bardiej skłonny jej rozwój popierać niż tłuszcza sekretarek, kierowców czy stolarzy

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

"jeśli dziekan wydziału nie jest w stanie ukrócić takich praktyk" to się go wymienia na takiego, co potrafi - bo wtedy system i procedury działają. Ale u nas? U nas ech...

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Tylko problem ,czy ktoś jest za bądź przeciw GMO jest chyba błędnie postawiony. Można to rozpatrywać na bardzo wielu płaszczyznach :-) . Najbardziej fundamentalna (tutaj można być za lub przeciw GMO ) ,czy w ogóle dopuszczamy świadomą modyfikację genomu organizmów żywych przez człowieka . Chyba nie ma zbyt wielu oponentów ,bo dzieje się to od dość dawna i np. wiele leków jest w ten sposób otrzymywane . Niżej ,czy można do produkcji żywności wykorzystywać GMO i czy ,można do środowiska "wpuszczać" "sztuczne" organizmy . Tutaj jest wiele kontrowersji i jako przestrogę można przytoczyć przykłady całkowicie naturalnych(nie GMO) gatunków (inwazyjnych) np. tj. królik ,lis ,które po sprowadzeniu do Australii spowodowały szkody w tamtym ekosystemie ,(w Polsce np. Barszcz Sosnowskiego ) . Jeszcze niżej ,czy konkretne technologie GMO np. kukurydza , soja roudup-ready byłyby dla Polski jako państwa opłacalne i tutaj także można mieć wątpliwości .

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

"GMO otwiera zupełnie nowe horyzonty przed rolnictwem:(...)pozwala przyspieszyć wzrost zwierząt." Modyfikacje genetyczne na zwierzętach i ludziach NIE mogą być przeprowadzane bo dają WYŁĄCZNIE szkodliwe efekty. GMO stosowane jest tylko w roślinach i jeżeli ten doktorzyna to ma być ekspert...to gratuluje mu dobrego samopoczucia, ze obwieszcza te swoje farmazony w internecie.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Oto przedruk z wczorajszego Daily Mail: Toxins implanted into GM food crops to kill pests are reaching the bloodstreams of women and unborn babies, alarming research has revealed. A landmark study found 93 per cent of blood samples taken from pregnant women and 80 per cent from umbilical cords tested positive for traces of the chemicals. Millions of acres in North and South America are planted with GM corn containing the toxins, which is fed in vast quantities to farm livestock around the world – including Britain. Read more: http://www.dailymail.co.uk/health/article-1388888/GM-food-toxins-blood-93-unborn-babies.html#ixzz1Vddcs8wq tłumaczenie poniżej

Zgłoś nadużycie

toksyny wprowadzone do genetycznie modyfikowanych roślin w celu zniszczenia szkodników dochodzą do krwiobiegu kobiet i nienarodzonych dzieci, alarmują ujawnione wyniki badań naukowych. Najnowsze studia wykazują, że 93 procent próbek krwi pobranych od kobiet w ciąży i 80 procent pępowin dawało pozytywny wynik testu na obecność tych substancji chemicznych. Miliony akrów w Północnej i Południowej Ameryce są obsiane genetycznie modyfikowaną kukurydzą zawierającą te toksyny, które wprowadzane są w wielkich ilościach do użytku na farmach bydła i innych zwierząt na całym świecie, w tym w Wlk Brytanii, czytaj więcej na ...www.dailymail.co.uk ... itd

Zgłoś nadużycie

Hehe, dobrze, że przetłumaczyłeś bo tłuk polski - miłośnik GMO, i spaślaki od golonek (wrogowie "lewackiego stylu życia" i "ekobzdur") języków nie znają, nawet ojczystego. - Tyle, że miłośnik przyrody - I Łowczy RP - takich informacji na "konsultacjach" nie otrzyma.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

GMO badać, nie siać!

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

GMO jest bezpieczne dla zdrowia i środowiska, że przez lata nie odnotowano żadnych przypadków negatywnych konsekwencji spożycia GMO ani przez ludzi, ani przez zwierzęta, że nie udowodniono szkodliwego oddziaływania zmodyfikowanych roślin. Czy jednak to stanowi sedno problemu? "Jedzenie z obcym genem" http://uwaga.tvn.pl/49549,news,1,jedzenie_z_obcym_genem,reportaz.html jeszcze **** http://uwaga.tvn.pl/213232,,czy_powinnismy_obawiac_sie_zywnosci_genetycznie_modyfikowanej,wideo_detal.html

Zgłoś nadużycie

GMO jest tworem sztucznym a ludzie widać bardzo chcą bawić się w Pana Boga. Jeżeli naukowcy mówią że coś jest sprawdzone to niech przypomną sobie wycinanie kobietom tarczycy. Skutki tego zabiegu poznano dopiero po 30 latach. Naukowcy tłumaczą również że GMO pomoże zapanować nad głodem na świecie. Głód wynika tylko z polityki a nie z braku jedzenia.

Zgłoś nadużycie

Otóż to! Oburzają mnie krokodyle łzy wylewane nad głodującymi. Niech tzw. cywilizowany świat przestanie wspierać reżimy w rejonach głodu. Zaś ignorowanie dotychczasowych doświadczeń z GMO na zwierzętach, jest nieuczciwe. Jakoś ludzie zapominają o naukowcach zaangażowanych w popieranie totalitaryzmów, pracujących dla III Rzeszy, czy ZSRR. Potrzebna czujność i rozsądek - tytuł naukowy nie musi iść w parze z prawością moralną.

Zgłoś nadużycie

W tym punkcie wycięto niewygodny komentarz mówiący o tym, że pożal się Boże profesorowie wypowiadają się o tym, że nie ma dowodów na szkodliwość GMO bo oni o tym nie wiedzą. Jak nie znają języków obcych, nie czytają światowej prasy to i nie wiedzą. W Polsce jeszcze ten problem nie zaistniał na taką skalę, ale w wielu krajach zachodnich, rozprowadzających żywność w supermarketach pochodzącą z całego świata zauważa się znaczny wzrost genetycznych degradacji u dzieci, w tym przypadków chorób typu leukemia, alergie itd. Brak dowodów ? Dowodów jest mnóstwo, trzeba je tylko chcieć znaleźć !!!

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Bardzo, niezwykl edobry artykuł!

Zgłoś nadużycie

Nawet nie o to chodzi. Jest sporo dowodów na zaburzenia genetyczne u zwierząt karmionych modyfikowana zywnością. Szczury są o 2/3 mniejsze i stają się bezpłodne! Polscy naukowcy też sie tym zajmuja: http://www.youtube.com/watch?v=T0nDwVf1Yg0&feature=player_embedded

Zgłoś nadużycie

..nocóż ..nawet poczatkujący psycholog ,czy socjolog czy tzw zwykły ,myslący prosto czlowiek dojdzie do wniosku ,ze to słyne(i prawiej,jak to niemal już kosmiczne "OK " )określenie ferowane z dziarską miną przez tzw ludzi nauki,iż :"..nie znaleziono dowodów .." lub " ..nie udokumentowano do tej pory " lub "..nie slyszeliśmy o przypadkach .." ..itp.itd..jest oczywistą manipulacją informacyjną ..czyli sprytnym ,werbalnym oszustwem bardzo już powszechnie stosowanym wszem i mwobec kazdego z osobna .Wystarczy ,że ogłosi to ktoś mający tytuł doktora ,lub profesora i obiega świat informacja ,że "..badania poparte są znakomitymi autorytetami świata nauki.." Jedno wielkie oszustwo ubrane w sprytny garnitur manipulacji..dziękuję za zankomity artykuł ..Niestety nie wierzę ,iż przeczyta go ktoś z naszych "możnowładcow " a jesli nawet ,ze przyzna sluszność wszystkim watpliwościom dotyczącym nieszkodliwości GMO czy niezbednego już przy tym Rundapu .itp środków prewencyjnych,czy wręcz ujawnionym już,w wielu niezależnych badaniach,informacjom o wyraźnym ,szkodliwym wpływie tych sposobów poprawiania natury Ziemi,czyli ludzi,zwierząt i roślin wszelkiego rodzaju..Jednak i ufam jeszcze w Opatrzność Stwórcy wszelkiego życia i modlę się o Jego tu ingerencję .

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Powinno się "prześwietlić"tych wszystkich liderów opinii w rodzaju p. Twardowskiego, Tańskiego i innych. Jeśli jest konflikt interesów, to tak ktoś powinien zostać publicznie opisany i wyeliminowany ze składu ew.doradców w sprawie GMO.Straszne, ilu ludzi jest przekupionych-tyle tylko, że zapłacą i oni zdrowiem swoich bliskich-będą płacić a swoją chciwość b.gorzko!

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Proszę zwrócić uwagę w składach ilu produktów można już zobaczyć niewinnie brzmiącą nazwę "skrobia modyfikowana". To oczywiście chodzi o modyfikację genetyczną. Skrobia pochodzi np. z kukurydzy GMO. ...........Polscy niezależni naukowcy też sie tym zajmuja: http://www.youtube.com/watch?v=T0nDwVf1Yg0&feature=player_embedded

Zgłoś nadużycie

Daj Pan spokój, czytać co się je? kto by to pomyślał! Lepiej obejrzeć kabaret w TV!

Zgłoś nadużycie

skrobia modyfikowana nie powstaje na drodze modyfikacji genetycznych. Poczytaj a potem się wypowiadaj bo się ośmieszasz.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

GMO to przekret wielopoziomowy. Chodzi o szantaz zywnoscia na dluzsza mete. Dlatego teraz tak hojnie lapuje sie zwolennikow GMO i dlatego 250 tysiecy amerykanskich farmerow zebralo sie do kupy i sadzi Monsanto ! Rodacy odrzucie GMO to jest pulapka na Was i Wasze Wnuki !

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

I bardzo dobrze, że odbyła się debata "zdominowana" przez ludzi, którzy mają pojęcie o czym mówią, zaś ci, którzy nie mają pojęcia powinni usiąść i słuchać a nie powtarzać jak mantrę "GMO to zło" "GMO to Monstanto" bla bla.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Przepraszam kto ma zatem dyskutować o GMO i jego ewentualnej szkodliwości? Fizycy kwantowi? Astronomowie? Konstruktorzy mostów? Filateliści? Poloniści? Dyskutują ludzie którzy zajmują się samym GMO i jego skutkami. Powtarzają jak mantrę? A może po prostu powtarzają jak fakt? Tak jak geografowie 'powtarzają jak mantrę' że Ziemia jest okrągła. Decyzje o tym jak będzie zbudowana sieć drogowa podejmują inżynierowie drogowi a więc specjaliści od budowy dróg. O tym gdzie będzie zbudowana podejmują władze lokalne. Decyzje o wyposażeniu dla wojska podejmują specjaliści wojskowi i nikt nawet nie myśli aby oddać ją szeregowym żołnierzom którzy będą z tego sprzętu korzystać. Decyzje w sprawie systemu emerytalnego oddaliśmy amatorom nazywającym siebie politykami i wszyscy widzimy jak się to skończyło. A może doktor socjologii Piotr Stankiewicz sądzi że ma wiedzę potrzebną aby decydować o konstrukcji dróg, wyposażeniu wojska, systemie emerytalnym?

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Na skalę manipulacji odnośnie GMO choćby wskazuje fakt, iż przynajmniej niektóre modyfikacje dotyczą oporności na.....pestycydy, a nie jak nam się wmawia - szkodniki! Vide roundup w soi - wzmiankowany wyżej

Zgłoś nadużycie

o GMO nie powinni dyskutować wyłącznie biolodzy molekularni, którzy żyją z tego biznesu. powinni również dyskutować biolodzy środowiskowi (ekolodzy, ale nie ci od ekologicznych NGO). O drogach nie powinni dyskutować sami drogowcy, bo to nas wprowadziło na manowce Rospudy i wielu innych podobnych inwestycji. o wojsku nie powinni gadać sami wojskowi, bo kończy się smoleńskiem. nie ma woiedzy hermetycznej i objawionej dla wybranych, trzeba ją obronić przed normalnymi ludźmi i ekspertami z pokrewnych dziedzin nauki

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Chyba nie zrozumiałeś lub udajesz że nie zrozumiałeś. Problem nie polega na bezpośredniej szkodliwości roślin modyfikowanych genetycznie ale na tym, czy jesteśmy gotowi na rewolucje w rolnictwie oraz co taka rewolucja przyniesie. A więc nie jest to problem z dziedziny biologii a raczej z dziedziny socjologii oraz ekonomii. Wydaje się, patrząc na istniejące przykłady, że GMO może przynieść w długiej perspektywie same straty.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Wiem o GMO że rośliny są odporne przed opryskiem na chwasty oraz wszczepione jest odpowiednie białko które działa na szkodniki, poprzez eliminacje,- tyle. Dowiemy się po latach czy GMO rodzaj ludzki będzie eliminował poprzez choroby. Z doświadczenia wiem co jadasz tak wyglądasz chorujesz na choroby typowe dla danego jedzenia. Jeżeli jadasz dużo mięsa świń po czasie będziesz wyglądał jak ta świnka. Otyłość tłuszcz pod brodą,obwisły brzuch.Jadał będziesz warzywa będziesz wyglądał jak chrust. Jedno i drugie w nadmiarze także prowadzi do chorób. Ostatnie czasy dużo uczuleń zbyt dużo używa się antybiotyków.Antybiotyki dostają świnie fermowe, kury, kurczaki brojlery. Jak już się za dużo nagromadzi w organiżmie, zmieniają system odpornościowy w jelitach. Atakują organizm po czasie grzyby, i choroby jelitowe i inne.

Najnowsze