Do czego chce przywieść Niemców polityka Berlina względem imigrantów muzułmańskich? Czy nasi sąsiedzi nie potrafią wyciągać wniosków z historii?

youtube.com: antyimigrancki wiec PEGIDy w Dreźnie
youtube.com: antyimigrancki wiec PEGIDy w Dreźnie

Władze Niemiec w swojej proimigracyjnej retoryce nieustannie odwołują się nazistowskiego zagrożenia. To rodzaj szantażu emocjonalnego, wobec własnych rodaków, jak i wobec krajów, których obywatele coraz mniej chętnie patrzą na niemieckie próby podporządkowania im się.

Niemiecka polityka historyczna pozwala już na używanie „nazistowskiej pałki” wobec ofiar nazizmu. Tak jak to ostatnio zrobił dziennik „die Welt ” przedrukowując antypolski tekst J. T. Grossa, w którym ten zawodowy kłamca po raz wtóry podniósł tezę o polskim współsprawstwie holokaustu, czego dalekim tego echem ma być niechęć do przyjęcia imigrantów islamskich.

Jednak w ostatnim czasie pojawiły się sygnały świadczące, że polityka wewnętrzna Niemiec może doprowadzić do dramatu.

Oto władze lokalnego parlamentu Hamburga przyjęły w ustawę umożliwiającą konfiskatę obiektów gospodarczych nawet wbrew woli ich właścicieli.

CZYTAJ WIĘCEJ: Brutalne starcia w ośrodku dla uchodźców w Hamburgu. W ruch poszły pręty metalowe i kamienie. Zniszczono krzesła i łóżka

Władze innego landu zgodziły się na eksmitowanie ubogich mieszkańców domów socjalnych, aby na ich miejsce przyjąć uchodźców muzułmańskich.

Otwarte obozy dla imigrantów powstają w pobliżu małych miejscowości, co natychmiast skutkuje wzrostem przestępczości, w tym tej najgroźniejszej – przeciwko zdrowi, życiu oraz obyczajności seksualnej.

Władze miast bawarskich apelują do mieszkańców, aby nie pozwalali ubierać się swoim córkom tak jak to robiły do tej pory, bo „goście w domu”. I to tacy, którzy nagiej kostki od nogi kobiecej nie widzieli, więc jeśli ją nagle zobaczą, to może zareagują zwierzęcą seksualnością.

Takich informacji napływających znad Szprewy, Łaby i Renu jest coraz więcej. Coraz więcej jest też informacji, że gościnność władz federalnych, kolanem przymuszających do gościnności także władze landowe, zaczyna wywoływać opór obywateli RFN. Coraz więcej słyszymy o demonstracjach PEGIDA (Patriotische Europäer gegen die Islamisierung des Abendlandes - Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu), czy podpaleniach obozowisk uchodźców.

Pora na konkluzję. Nie trzeba być historiozofem, aby widzieć podobieństwa z przeszłości, nie trzeba być nawet psychologiem, aby rozumieć, że działania obecnych władz w Berlinie, bardzo szybko mogą doprowadzić do efektów odwrotnych od zamierzonych przez tych – być może – niepoprawnych idealistów. Poprzez wyrzucanie ludzi z domów i konfiskatę ich majątków na rzecz zaproszonych tłumów obcych kulturowo gości nie wzmoże poczucia gościnności. Wzmoże jedynie opór. A co jeśli dojdzie do tego spadek stopy życiowej tubylców? Czy ten opór przekształci się wówczas w zorganizowaną siłę polityczną? Czy opór ten zrodzi z siebie jakiegoś przewodnika (po niemiecku - der Führer), który porwie tłumy Niemców, poniżonych i zrozpaczonych postępowaniem nieudolnych władz? Tego nikt nie wie.

Ale warto to obserwować, bo być może na naszych oczach historia właśnie zatacza koło. Jedna uwaga na koniec: nie straszmy się w tym momencie muzealnym nazizmem. O wiele poważniejszy problem istnieje całkiem realnie i ma się dobrze – to polityka wewnętrzna i zagraniczna władz RFN.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...