O konieczności pomocy fali emigrantów przybywających do Europy piszą autorzy listu otwartego, wśród których są były prezydent Aleksander Kwaśniewski, Zygmunt Bauman czy Agnieszka Holland.

Wiadomo, że większość przybyszów zdecydowała się przybyć do Europy na tle ekonomicznym, poszukując tutaj lepszych warunków do życia. Tych osób, a nie ludzi, których życie jest zagrożone w krajach pochodzenia, dotyczą moje uwagi. Ich decyzje łatwo jest zrozumieć, trudniej natomiast reakcje niektórych krajów Europy, które usiłują pomagać bez uwzględnienia kosztów i skutków swojego postępowania.

Emigranci otrzymujący wsparcie to głównie młodzi, zdrowi mężczyźni. W nieporównanie mniejszym zakresie uzyskują je najbardziej potrzebujący: dzieci, chorzy i osoby starsze, przebywający np. w obozach dla uchodźców poza granicami Europy. W miejscach tych zamyka się ostatnio liczne punkty medyczne, gdyż brakuje środków na ich utrzymanie.

Pomoc udzielana przybyszom do Europy jest kosztowna. Za środki wydawane na ich potrzeby, np. w Afryce, możliwa byłaby pomoc na nieporównywalnie szerszą skalę.

Pomoc należy kierować tam, gdzie powstają problemy, czyli w krajach ogarniętych wojną i sąsiedzkich, które przyjmują największą liczbę emigrantów, a nie w odległej Europie, gdzie koszty utrzymania należą do najwyższych w świecie. Nieodpowiedzialna polityka otwartych ramion, jaką uprawiają Niemcy, zachęciła ludzi do przemieszczania się do krajów o zupełnie innej kulturze, religii i poziomie cywilizacyjnym.Pod jej wpływem emigranci wyzbywają się dorobku całej rodziny, aby opłacić przemytnikom swój przyjazd do Europy, zrywają więzi i niejednokrotnie ryzykują życiem podczas przeprawy przez Morze Śródziemne. Ten sposób pomocy nie jest dla Europy powodem do chwały.