Serce się kroi, gdy widzi się biednych uchodźców z różnych krajów, którzy szukają ratunku w bogatych krajach Europy. Codziennie oglądamy, jak przybywają i w najprostszych gestach i słowach proszą o szansę na życie dla siebie i niejednokrotnie swoich rodzin. Z dnia na dzień wrasta też ich rzesza.

Stajemy wobec kryzysu humanitarnego z ambiwalentnymi uczuciami: czy powinniśmy otworzyć się jak najszerzej na ich przybycie czy też szukać innego rozwiązania?

Szereg krajów odmawia przyjmowania przybyszów. Także w Polsce większość jest niechętna dla tego rozwiązania. Jego zwolennicy mówią, że przyjęcie dwóch czy dwudziestu tysięcy to przecież nie jest problem dla wielkiego kraju, który sobie z tym poradzi. Niestety nie ma w tym żadnego planu. Widać, że decyzje podejmowana są z dnia na dzień, zupełnie bez zrozumienia, co się dzieje.

Przecież nie chodzi o przyjęcie kilkuset tysięcy osób przez europejskie kraje w ramach obecnego exodusu. Wyraźnie widać, że ludzie z Bliskiego Wschodu i Afryki, z krajów, w których jest nędza i straszliwe konflikty, znaleźli kierunek swojego ratunku: jest nim Europa. A tych ludzi są miliony!

Wojciech Arkuszewski w wywiadzie w Rzeczpospolitej (29-30.08.2015) przytacza dyskusję, w której zadawano pytanie, jak Europa zareaguje na fakt, że wybiera się do niej miliard ludzi! Jaki jest plan działania? Co proponuje Rada Europejska, co Parlament Europejski? Ten ostatni jakby nigdy nic nadal kontynuuje swoją rewolucję genderową i przygotowuje kolejny raport oraz dyrektywę o dopuszczalności aborcji, upowszechnieniu sex edukacji i równym traktowaniu wszystkiego ze wszystkim.

Zasobna Europa wydaje miliardy na walkę z dwutlenkiem węgla, zamiast rozważyć, np. za te środki wparcie rolnictwa w Afryce, które da szansę pracy i przeżycia, a nie ucieczki do Europy.

Strach patrzeć na bezradne gremia decyzyjne, które nie są zdolne dostrzec, że przyjęcie kilkuset tysięcy ludzi może jest dobrym rozwiązaniem ich indywidualnych problemów, ale nie jest żadnym rozwiązaniem problemu, przed którym stoimy: zalewu Europy przez szturmujących ją emigrantów.