Hakerzy przejęli kontrolę nad siecią komputerową Bundestagu - podał w czwartek dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Za największym cyberatakiem w historii niemieckiego parlamentu mogą stać według agencji dpa służby rosyjskie. Część serwerów jest do wymiany.

Przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert poinformował wieczorem posłów, że w minionych dwóch tygodniach nie stwierdzono dalszego wycieku danych.

To nie znaczy, że cyberatak został ostatecznie odparty

— zastrzegł polityk CDU.

Szef Urzędu Ochrony Konstytucji Hans-Georg Maassen powiedział wcześniej, że obawia się, iż za atakiem stoi zagraniczny wywiad. Nie wskazał na żaden konkretny kraj, wtrącił jednak, że jego służby miały wielokrotnie okazję przekonać się, iż rosyjskie cyberataki są bardzo profesjonalne i niebezpieczne. Akcję przeciwko Bundestagowi ocenił jako „poważną”. Kontrwywiad ostrzegł Bundestag 12 maja o włamaniu do sieci.

Agencja dpa pisze, że mnożą się przesłanki wskazujące na Rosję jako sprawcę ataku. Nie jest pewne, czy za akcją stoją rosyjskie służby czy może inne rosyjskie organizacje. Dpa zaznacza, że w Rosji istnieją silne powiązania pomiędzy służbami a zorganizowaną przestępczością. „Der Spiegel” podał wcześniej, że cyberatak na Bundestag może być sprawką rosyjskiego wywiadu zagranicznego SWR.

Jak pisze „Sueddeutsche Zeitung”, hakerom udało się zainstalować wirusa, za pomocą którego przez kilka miesięcy niepostrzeżenie przenikali coraz głębiej do sieci komputerowej parlamentu. Następnie włamali się do węzła komunikacyjnego systemu łączącego wszystkie 20 tys. komputerów Bundestagu.

Według niemieckich mediów cyberatak nie został dotąd opanowany. Sytuację pogarsza to, że hakerzy uzyskali tymczasem prawa administratora systemu i poznali hasła zabezpieczające.

W tej sytuacji próby odparcia ataku są praktycznie pozbawione sensu

— powiedziała „SZ” osoba biorąca bezpośredni udział w działaniach mających zneutralizować atak.

Nie ma jasności co do skutków cyberataku dla sieci komputerowej Bundestagu. Media piszą o konieczności całkowitej wymiany wszystkich 20 tys. komputerów, co potrwałoby wiele miesięcy i byłoby bardzo kosztowne. Zdaniem Lammerta wymiana serwerów nie jest konieczna.

Włamanie do sieci parlamentu ma wpływ na sposób pracy posłów. Część z nich korzysta tylko z prywatnych urządzeń. Poufne rozmowy prowadzone są poza budynkiem parlamentu. Deputowani mają pretensje do administracji Bundestagu, zarzucając jej brak szybkiej informacji.

Jak pisze „Der Spiegel”, posłowie opozycji nie mają zaufania do niemieckiego wywiadu zagranicznego i nie chcą udostępnić swoich komputerów pracownikom BND, co utrudnia walkę z wirusem.

W styczniu podczas wizyty premiera Ukrainy Arsenija Jaceniuka grupa hakerów CyberBerkut zaatakowała strony internetowe niemieckiego rządu. CyberBerkut sympatyzuje z Rosją prezydenta Władimira Putina.

Federalny Urząd Bezpieczeństwa Techniki Informatycznej (BSI) odnotowywał w zeszłym roku od 15 do 20 ataków dziennie na sieć komputerową niemieckiego rządu.

mly/PAP