Publiczna śmierć błagających o litość ma zbudzić strach w „niewiernych” i ich sparaliżować. Nie przez przypadek nie wszystkie nagrania z egzekucji islamscy terroryście publikują w sieci.

Orianna Fallaci w swojej antyislamskiej trylogii pisała o zamordowanym poprzez ścięcie głowy przez islamskich fanatyków Włochu, który do końca twardo nie dał się złamać oprawcom. „Tak umierają dumni Włosi”- pisała legendarna dziennikarka, która wzbudziła tym stwierdzeniem wściekłość „postępowców”. Dziś można powiedzieć, że dumni Amerykanie umierają tak jak James Foley, który choć powtórzył antyamerykańską formułkę nakazaną mu przez islamskich morderców, to pokazał jak stawić opór porywaczom w niewoli.

Okazuje się bowiem, że zamordowany przez dżihadystę z Państwa Islamskiego dziennikarz był brutalnie torturowany w niewoli. Przez kilka miesięcy był przetrzymywany razem z francuskimi dziennikarzami, którzy nie chcieli wyjawiać prawdy o jego postępowaniu, gdy jeszcze żył, w obawie przez zemstą dżihadystów. Jak podało RMF.fm Didier Francois i Nicolas Henin zostali uwolnieni w kwietniu tego roku. Właśnie ujawnili, że Foley był bestialsko maltretowany. Dlaczego? Terroryści dowiedzieli się, że brat Foleya jest pilotem w amerykańskiej armii.** Według francuskich dziennikarzy Foley miał wręcz stalowy charakter, nie pękł i mimo tortur pomagał innym więźniom.

Przypomniano też, że zamordowany najprawdopodobniej przez islamistę pochodzącego z Londynu Foley był osobą bardzo religijną. Po swoim pierwszym uwięzieniu w Libii w 2011 roku (został wówczas pojmany na 45 dni przez siły rządowe) Amerykanin nie rozstawał się z różańcem. Po uwolnieniu dziennikarz opisał swe doświadczenia w liście do swojej byłej uczelni, katolickiego uniwersytetu Marquette.

Kiedy byłem uwięziony, modlitwa dawała mi wewnętrzną wolność.

– pisał w liście, dodając, że modlił się chcąc nawiązać kontakt ze swoją mamą, która również odmawiała różaniec.

Śmierć Jamesa Foleya i jego postawa w więzieniu jest o tyle istotna, że coraz częściej możemy być świadkami podobnych dramatycznych porwań. I nie chodzi wcale o jadących na Bliski Wschód korespondentów wojennych. Foleya zamordował najprawdopodobniej Brytyjczyk, który jak około 4 tysięcy muzułmanów z Europy walczy w szeregach Islamskiego Państwa.

PCH24.pl podaje, że w ocenie ekspertów ds. terroryzmu mogą stanowić oni poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa po powrocie do Europy. Wciąż pamiętamy atak islamistów na ulicach Londynu zarzynających brytyjskiego żołnierza. Czy naprawdę tak wiele brakuje by porywali oni dziennikarzy, polityków, artystów i obok fanatycznych działań, zarabiali ( Europejczycy w przeciwieństwie do Amerykanów negocjują z terrorystami i płacą im okup) na tym na utrzymanie Al Kaidy? Włoscy komuniści z Czerwonych Brygad przetestowali to już w latach 70-tych. Trudno wierzyć w to, że unikniemy takiego rodzaju wojny z międzynarodowym terroryzmem. Zamiast zastanawiać się kiedy to się stanie, lepiej zapytać jak z tą formą terroryzmu walczyć?

Oprócz twardego przestrzegania zasady, że z terroryzmem się nie negocjuje, istotne jest zwrócenie uwagi właśnie na heroiczne postawy porwanych przez terrorystów osób. To oni dają świadectwa jak stawiać opór w godzinie próby. To oni swoją postawą mogą zainspirować miliony tych, których zabija strach przed metodami fanatyków islamskich. Warto też postawić w tym miejscu pytanie o wiarę tych, którzy odważnie umierają na oczach widzów YouTube? Czy z fanatykami religijnymi zwyciężyć może wyłącznie człowiek o mocnej wierze? Nie zapominajmy, że mistrzowie propagandy z Al Kaidy dokonują publicznych egzekucji nie bez powodu. Publiczna śmierć błagających o litość ma wzbudzić strach w „niewiernych” i ich sparaliżować. Nie przez przypadek nie wszystkie nagrania z egzekucji islamscy terroryście publikują w sieci. Na to właśnie zwróciła uwagę przywołana na początku tekstu Fallaci.

A jeszcze lepiej, jeśli ofiara, nim nóż-piła przetnie jej struny głosowe, prosi o litość, rozpacza, krzyczy jak Kim Sun: „Nie chce umierać. Proszę was, nie róbcie mi tego, nie chcę umierać”. Natomiast film ze śmierci Quattrocchiego, który umiera z godnością bohatera Risorgimento, nigdy nie znalazł się w sprzedaży. Strony internetowe nawołujące do Świętej Wojny nigdy go nie rozpowszechniały.

— pisze we wstępie „Wywiadu z samą sobą” włoska ikona dziennikarstwa. Może więc śmierć Foleya nie pójdzie na marne. Tak jak śmierci setek innych ofiar barbarzyńskich metod tych, którzy chcą zniszczyć naszą cywilizację.