Polska jest na celowniku Rosji. Świadczy o tym buńczuczna wypowiedź Władimira Żyrinowskiego wiceprzewodniczącego Dumy, „o starciu z powierzchni ziemi” naszego kraju i równie bezczelna wypowiedź rosyjskiego ambasadora wezwanego do MSZ, że powinniśmy pohamować własną rusofobię.

CZYTAJ WIĘCEJ: Rosyjska ambasada: Nie będziemy komentować słów Żyrinowskiego. Zwłaszcza w Polsce!

Tymczasem już drugie spotkanie w sprawie wojny rosyjsko-ukraińskiej odbywa się bez udziału polskiej dyplomacji.

CZYTAJ TAKŻE: W niedzielę kolejne rozmowy „na szczycie” w sprawie Ukrainy. Kolejny raz bez Polski…

Dlaczego w Berlinie nie będzie jutro nikogo z polskiej dyplomacji pytamy Jacka Saryusza-Wolskiego, eurodeputowanego PO.

wPolityce.pl: Kolejny szczyt ws. Ukrainy i znów nie będzie na nim przedstawiciela Polski w czasie spotkania na temat wojny rosyjsko-ukraińskiej. Dlaczego?

Jacek Saryusz-Wolski: Przede wszystkim uważam, że to spotkanie jest chybione. W tym momencie, gdy Rosja już wkracza na Ukrainę pod własną flagą, spotykanie się po to tylko, aby dać kolejną korzyść propagandową Rosji jest błędem. Po drugie błędem jest to, że nie ma tam przedstawicieli Unii Europejskiej. Tam powinien być Herman Van Rompuy, albo Barosso. Powinna być też Polska i zarzut, że nas tam nie ma, stawiam Ukrainie! Uważam, że Ukraina nie powinna godzić się na takie spotkania, bez Polski.

To może my też powinniśmy się domagać naszego uczestnictwa? W końcu chodzi przecież o płonącą granicę niedaleko naszego kraju.

A skąd pan wie, że się nie domagamy?

A domagamy się?

A jak pan myśli; takie domaganie się robi się publicznie, czy poufnie?

Jednak to już drugie takie spotkanie, zwane normandzkim, bo pierwsze odbyło się w Normandii w rocznicę D-Day bez udziału Polski. Po tamtym spotkaniu niemiecki politolog powiedział: „Polska odpadła”. Może faktycznie definitywnie odpadła z polityki wschodniej Unii Europejskiej.

Jeśli chce pan powiedzieć, że niedobrze, iż Polski nie ma, to ja mówię, że przede wszystkim powinna być UE. Jeśli pan twierdzi, że brak obecności Polski jest winą Polski, to ja mówię: nie. To jest inicjatywa rosyjsko-normandzka, tak to nazwijmy i po prostu Polski nie zaproszono. Jeśli ktoś tutaj popełnia błąd, to Kijów. Kijów powinien odmówić spotkania bez obecności Polski we własnym interesie ponieważ spotyka się wówczas bez swojego adwokata. A spotyka się z Rosją i dwoma krajami z Europy Zachodniej, które chcą deeskalacji sytuacji i nie są tak przychylne interesom ukraińskim jak Polska.

Wspomniał pan na początku, że spotkanie w ogóle nie powinno się odbyć, bo Rosja wkracza otwarcie militarnie…

Tak, timing jest fatalny. Wkraczają pod własną flagą. Nie zgodzę się, że już wcześniej wkraczały. Nie, obecnie sytuacja w sensie formalno-prawnym jest radykalnie zupełnie inna. I ta sytuacja powinna wymusić reakcję świata zachodniego.

A czy polska dyplomacja nie powinna publicznie zwrócić uwagę, że nie powinno się spotykać z państwem-agresorem?

Dyplomacja jest jak góra lodowa. Dwie trzecie jest pod wodą, a widać tylko czubek góry lodowej. Te wszystkie sugestie są prawdopodobnie przekazywane, natomiast to jest tak, że jeśli chce się coś powiedzieć, a nie ma się pewności, że to coś odniesie sukces i nie chce się mieć w związku z tym dyplomatyczno-politycznej szkody, to się nie robi tego publicznie.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

———————————————————————

Chcesz kupić dobrą i tanią książkę? Wejdź na wSklepiku.pl!